Rzeczpospolita winna czy nie?

Jeszcze niedawno mówiłem, że najbliższe mojemu domu porządne winnice są w odległości 350 kilometrów w węgierskim Tokaju.

Dzisiaj mam je w zasięgu pieszym, ledwie kilkaset metrów od mojej posesji. Czy zmieniłem miejsce zamieszkania? – spytacie. Nie, od szesnastu lat mieszkam w tym samym miejscu, tyle że na pobliskich stokach Srebrnej Góry, na polach klasztoru Kamedułów, dwójka śmiałków założyła winnicę. I to jaką winnicę! Warto tu przyjechać, obejrzeć, spróbować i patrząc na daleko rozciągające się widoki doliny Wisły, na rysujące się w odległym horyzoncie Tatry, zastanowić się jak to jest z tą Rzecząpospolitą. Winny jest ci nasz kraj czy też nie winny?

Jest taka szkoła socjologiczna dzieląca narody (przynajmniej te europejskie) na trzy grupy: należące do kultury wina, piwa i wódki. Niektóre są też wyraźnie podzielone wewnętrznie, jak Niemcy, gdzie większość krajów związkowych jest zdecydowanie piwna (jak np. Bawaria), a inne stoją kulturą wina (Nadrenia, Palatynat). Południe Europy – Francja, Hiszpania, Włochy, Portugalia – to krainy wina. Tylko te cztery kraje odpowiadają łącznie za około 70 proc. światowej produkcji wina. Środek Europy: Czechy, Słowacja, Austria czy wspominane już Niemcy – to krainy piwne. Czechy to tradycyjnie kraj o najwyższym spożyciu piwa na statystyczną głowę mieszkańca. To również kraj, gdzie wymyślono współczesną technologię produkcji piwa, tzw. metodę górnej fermentacji, dla uproszczenia na etykietach nazywaną pilzner, bo w czeskim Pilznie to się stało. Nie wszyscy też wiedzą, że słynny amerykański Budweiser (Amerykanie nazywają go skrótowo Budd) to przeniesiony po drugiej wojnie światowej na amerykański kontynent Budovar, z czeskich Budziejowic. Północ Europy to również tradycyjne dominium piwa: Wielka Brytania, Irlandia z tradycyjnymi stoutami i ale’ami, Holandia czy Dania z globalnymi koncernami Carlsberga i Heinekenna.

Na Wschodzie Europy rozciąga się kraina wódki. Rosja, Ukraina, Białoruś to wódczane potęgi zarówno w jej produkcji, jak i konsumpcji. Skandynawia – choć administracyjnie mocno kontrolująca lokalną konsumpcję – przez ostatnie dziesięciolecia zbudowała globalne marki spirytusowe: Absolut i Finlandię. Jest to zresztą biznesowy fenomen, pokazujący, jak z niczego (bo Skandynawia historycznie mocna w produkcji alkoholu nie była) można sprawnym marketingiem zbudować ogólnoświatowe marki, z których jedna jest tożsama z nazwą kraju.

Gdzie w tej całej mozaice narodów jest Polska?  Winna, piwna czy spirytusowa jest Rzeczpospolita? Naszą pozycję na mapie Europy dobrze pokazuje stara dykteryjka, jak to na początku XX wieku dwaj eleganccy panowie jechali koleją. Jeden z Moskwy do Paryża, drugi z Paryża do Moskwy. Oba pociągi zatrzymywały się w Warszawie, gdzie dwaj panowie wyszli z pociągu, spotkali się na peronie i obaj byli pewni, że dojechali do celu podróży.

Polska jest stykiem wielu kultur. Położona w samym środku Europy, niesie w sobie tradycje i kultury Wschodu i Zachodu, Północy i Południa. W zależności od historycznego momentu, różnie przebiegały jej granice. Już wówczas, kiedy w XIII i XIV wieku Hospodarstwo Mołdawii było lennem polskiego króla, produkowało się tam dużo dobrego wina. Przed II wojną na obecnych terenach Polski, a wówczas na wschodzie Niemiec, w okolicach Zielonej Góry istniał duży region winiarski, gdzie powstawały pierwsze niemieckie sekty. Jeszcze po wojnie w okolicach Warki i Tymbarku funkcjonowały regularne winnice, a lokalne zakłady przetwórcze produkowały z ich plonów winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...).

Przez ponad czterdzieści lat po wojnie centralnie sterowani gospodarze Polski postanowili przyłączyć kraj do kultury wódki. Jej nigdy (poza wyjątkowymi okresami) nie brakowało w sklepach, a w promocję marek na  międzynarodowych rynkach pompowano grube pieniądze i to w walutach wymienialnych. Wino przeznaczono do kasacji – ostatnie winnice zdziczały lub zostały wykarczowane, a piwo stanowiło rzadki rarytas, po który trzeba było się ustawiać w długich kolejkach. Zgwałcono również, przy okazji, produkcję jabłecznika – cydru, na który polskie, mocno kwasowe jabłka świetnie się nadają. Wino z jabłek stało się synonimem taniej napitki, a jego kolokwialne nazwy nie nadają się do cytowania w poważnym winiarskim magazynie.

Mozaika trzech kultur powoli zaczyna wracać do równowagi. Produkcja i konsumpcja piwa osiągnęła już poważne rozmiary. Ostatnio mocno widoczny trend w kierunku piw regionalnych z małych browarów pokazuje pozytywny rozwój tego sektora. Wódka czysta regularnie od lat traci pozycję, co zmusza jej producentów do rozwijania różnych owocowych i smakowych odmian, w czym można widzieć powrót do tradycji polskich nalewek.
Powraca też wino. Nie tylko przywożone w butelkach z dalszych czy bliższych stron, ale też produkowane w kraju. Polscy winiarze podnieśli  rękawice i postanowili zawalczyć. Mamy coraz więcej poważnych winiarskich inwestycji, gdzie oprócz pasji, zaczyna się też pojawiać kapitał.

Wino ma do odrobienia jeszcze wiele, by zrównoważyć dominację wódki i piwa w kulturze naszego stołu. Potrwa to zapewne wiele lat, ale Rzeczpospolita stanie się z powrotem winna. Oby jak najszybciej. Tak będzie lepiej dla wszystkich.