Rzeka czerwona

Było ciemno. Trzecia nad ranem, piątek, 27 lutego 2010 roku. Ziemia wydała potworny skowyt. W Dolinie Centralnej w tym samym czasie zawyły wszystkie alarmy. Ale było już za późno. W przerażającym huku miasta i wioski znikały z powierzchni ziemi. Waliły się domy i winiarnie.

Chwilę później rzeka zmieniła barwę na czerwoną. Jej korytem płynęły dziesiątki tysięcy hektolitrów wina.

Potwornie ucierpieliśmy – mówi wstrząśnięta Paola Martínez z wytwórni Terra Noble. – Talca, stolica największego w Chile regionu Maule, zniknęła wtedy z powierzchni ziemi i do dziś się odbudowuje. Nasza winiarnia, położona obok, złożyła się jak domek z kart, zawaliły się stare zabudowania. Nie mamy sali degustacyjnej, prawdziwego laboratorium. Degustujemy w tej kanciapce, która przetrwała.
Fot. W. Mooney– Musiałem zostać z rodziną w domu w Roncagua – dodaje Cristián Urzúa Teare z Viña la Rosa. – Byliśmy w szoku. Nie działały telefony, nie było prądu, internetu, wszystko wyło, radio milczało. Nie mogłem się skontaktować z winiarnią. I dobrze, bo bym się popłakał – wspomina. –  Przyjechałem dopiero w niedzielę rano, kiedy wojsko nieco uprzątnęło drogi. Widok był straszny, odruchowo zrobiłem kilka zdjęć telefonem… Nie było połowy budynków winiarni. Grzęzłem w winnym błocie po kostki. Pokrzywione zbiorniki przerażały pustką, wszędzie było szkło, połamane belki, powyginane konstrukcje. Ocalało moje malutkie biuro zbudowane z gliny. Straciliśmy też najdroższe wina, Don Rekę i Ossę, które dojrzewały już w butelkach – gdy Cristián przywołuje tamte chwile, powracają emocje.

Tanki domina

Trzęsienie pochłonęło kilkaset istnień ludzkich. Po nim przyszło tsunami. Morze wdarło się w głąb lądu. Okręty podwodne armii chilijskiej znajdowano na ulicach przybrzeżnych miast. I choć mieszkańcy są szkoleni już w podstawówkach, jak postępować w obliczu tragedii, to teoria nie zawsze wystarcza, bo rzeczywistość ją przerasta. Ludzie masowo uciekali w góry, w kierunku Andów – tak należy, tak ich uczono – bo trzęsienie ziemi powoduje tsunami. Nie nadeszło ono od razu, więc zaczęli wracać do zrujnowanych domostw, szukać bliskich. I wtedy odezwało się morze…
Fot. Viña la RosaNikt nie oszacował strat winiarskich, a są one olbrzymie. W przeciwieństwie do wielkich miast, gdzie konstrukcje budowlane są obowiązkowo wzmacniane, takie wymogi w winiarniach są niemożliwe do spełnienia – po prostu nie ma takich urządzeń. Wśród najbardziej poszkodowanych była winiarnia Concha y Toro, gigant chilijskiego winiarstwa. Ich tanki stały – jak to często bywa – na betonowych palach. Gdy padły podpory pod pierwszym z nich, zwalił się on na następny. 100-hektolitowe tanki waliły się jeden na drugi jak kostki domina. W sąsiedniej Viña la Rosa zbiorniki stały bezpośrednio na betonie. Tu od razu odpadły rygle od drzwiczek i winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) trysnęło z tanków pod ciśnieniem jak fontanna.
Zielone otoczenie wielu winiarni nie istnieje. Wino wsiąknęło w ziemię, był upał i to zabiło najbliższe winnice. W miejscowości Las Cabras nie ma nawet kawałka trawy, która by przetrwała. Wino płynęło ulicami. Teraz jest żółto. W centrum sterczy tylko popękana wieża i obszerny namiot. To kościół.

Epilog

W całej Dolinie Centralnej wojsko błyskawicznie wybudowało identyczne drewniane, tymczasowe domki dla mieszkańców. Stały się charakterystycznym elementem pejzażu wszystkich prowincji środkowego Chile.
Szczęściem w nieszczęściu dopiero zaczynały się zbiory. Spora część wina z rocznika 2009 opuściła już winiarnie. – Mieliśmy nocne zbiory – mówi Cristián. –  Koleżanka odbierała moszcznieklarowany, świeżo wyciśnięty mętny sok winogronowy..... (...) na górnej, kratowanej przewiązce między tankami, dziesięć metrów nad ziemią – opowiada. – Nagle barierki zaczęły tańczyć, metalowe rusztowanie pod jej nogami podskakiwać, spadł na nią dach. Przeżyła załamanie nerwowe, do dziś ma koszmary. Na szczęście nikt u nas nie ucierpiał fizycznie. Wszyscy byli w domach lub w polu.
Przez trzy tygodnie Chile było winiarsko odcięte od świata. Drogi były prawie przejezdne, nie działały porty w trójmieście San-Antonio–Valparaíso–Viña-del-Mar. Trzy tygodnie po tragedii ruszyły linie rozlewnicze, porty, załadunek. W 2010 roku zbiory w Chile były o 15 procent niższe, ale eksport wina wzrósł o 11,7 procent.