Są problemy, na zakręcie…

Wina mołdawskie najlepiej sprzedają się w Rumunii, Ukrainie, Polsce, Czechach i na Słowacji. – To dlatego, że wy przynajmniej wiecie, gdzie leży nasz kraj – śmieje się Dumitru Munteanu, szef Wine of Moldova, agencji promującej miejscowe wina.

Ale według mnie to raczej smutne – Mołdawia to najmniej doceniany kraj winiarski, w dodatku taki, który coraz częściej robi wina na absolutnie najwyższym światowym poziomie. A do tego mógłby znacznie więcej.

Fot. Wojciech GogolińskiSnejana Zacepa jest właścicielką winoteki Wine Vinuri & Lifestyle w centrum Kiszyniowa, przy Puszkina 15. To dziewczyna z winiarską pasją – jedna z najlepszych specjalistek od win mołdawskich. Studiowała ekonomię we Francji i skończyła niezliczoną ilość kursów enologicznych. Zna wszystkich winiarzy w kraju, z każdym osobno negocjuje cenę ich win, aby ta w jej sklepie była konkurencyjna. Stworzyła winiarską mapę Mołdawii, którą rozdaje w sklepie za darmo, sprzedaje wina przez internet na cały świat, zatrudnia przewodników, którzy mogą obwieźć winomanów po całym kraju, a w jej sklepie można degustować wina przed zakupem (można się umówić na degustację telefonicznie). Organizuje kursy winiarskie. A marzy o dwóch rzeczach – otwarciu prawdziwego wine-baru lub restauracji winiarskiej oraz wytyczeniu dróg winiarskich Mołdawii. Dla winoturystów.
I tu zaczynają się problemy – Mołdawia nie jest bowiem krajem turystycznym. Między Prut i Dniestr wciśnięte są żyzne, płaskie ziemie, czasami lekko pofałdowane i udekorowane oczkami licznych jezior. Spora część kraju to lasy. Nie ma tu gór ani morza, więc po co tu przyjeżdżać? Ten obraz jest może nieco przerysowany, ale nawet znacznie większy krewny, Rumunia, ma z turystką problemy – gór tam nie brakuje, ale dostęp do morza jest już mocno limitowany. Snejana będzie miała zatem spory problem, by zrealizować swoje marzenie.

Drugi problem winiarski to te żyzne ziemie, na które przez ostatnie tysiące lat łapczywie spoglądały różne ludy. Pełne humusu życiodajne czarnoziemy pokrywające dwie trzecie kraju to wielkie bogactwo, ale nie w winiarstwie. Andrei Sîrbu, szef wytwórni Asconi, stawia to wprost: – Musimy ciąć i przerzedzać winogrady nawet do dziesięciu razy w roku – mówi. – Inaczej wyglądałoby to gorzej niż amazońska dżungla.
Faktycznie – wydaje się, że gdyby wbić tu w ziemię miotłę, ta na wiosnę by zakwitła. Ale rodzi to też kolejne dwa problemy – pierwszy to sprawa rozróżniania siedlisk. Niestety – większość winiarzy tego nie rozumie, przynajmniej takie odniosłem wrażenie. Wydaje im się niekiedy, że skoro wszystko tu urośnie, to problemem jest jedynie zbyt, a tak nie jest.
Drugi problem, który się z nim łączy, to kwestia wyboru odmian. Chyba pierwszy zrozumiał to Arcadie Foşnea, szef i winemaker(ang.) twórca, kreator wina.Termin szeroko określający os... (...) w Château Vartely, który zaczął dobierać sadzonki do konkretnych części swoich winogradów i sam je namnażać. Podobnie robi wielu innych, m.in. słynna Et Cetera, zaś Château Purcari poszło jeszcze dalej – kupują sadzonki pinot noirPinot noir należy do wielkiej rodziny rodziny pinotów i&nb... ze słynnej szkółki w… Bordeaux, a te wysyłają do szkółki w… północnych Włoszech, do propagacji. Dziś to wyjątki, niemniej taka przyszłość czeka tu wszystkich.

Wracając do wspomnianego pinot noir – to kolejny… problem. Za króla tutejszych winnic uważa się cabernet sauvignonfrancuska, klasyczna, najbardziej rozpowszechniona i po..., za królową – merlotMerlot to jedna z najbardziej znanych i rozpowszec.... Win z tych odmian chcą konsumenci mołdawscy i – co gorsza – odbiorcy zagraniczni. Są światowe. Producenci nie mają tu wiele do powiedzenia i na niewiele zdają się ich poglądy. Państwowe firmy, których jest tu jeszcze trochę (i to dużych, choćby Cricova czy Mileştii Mici) zarejestrowały nawet markę „codru” na kupaż bordoski, caberneta z merlotem. W świetle prawa unijnego to niedopuszczalne, bo Codru to nazwa największego regionu winiarskiego Mołdawii. Ale ta w Unii ciągle nie jest.
Robienie win wbrew oczekiwaniom odbiorców nie ma sensu, więc powstaje tu coraz więcej cabernetów, merlotów, chardonnayfrancuska odmian białych winogron, jedna z najbardziej rozp...sauvignon blancjedna z najbardziej rozpowszechnionych na świecie białych ... oraz różnych kupaży na ich bazie. Jeśli biorą się za to biegli winemakerzy, to problemu właściwie nie ma. Gorzej, kiedy biorą się za to wszyscy.
Cierpi na tym np. pinot noir, dla którego wspomniane Codru, czyli środkowa Mołdawia, to miejsce wymarzone. Nie licząc Bielc (Bălți), a więc regionu północnego, gdzie robi się głównie destylaty, w Codru jest najchłodniej, co pinot noir bardzo lubi, a w dodatku zdarzają się tu jeszcze długie babie lata, o zimnych nocach, rankach i wieczorach oraz bardzo ciepłych dniach.
Zdarzają się też winiarze, którzy zbiory ograniczają do świtu. – Mołdawski pinot noir jest dwukrotnie cięższy od niemieckiego – mówił mi Arcadie Foşnea. – Ma wielki potencjał i jest bardziej aromatyczny – dodaje. Arcadie studiował w Niemczech, więc wie, co mówi.
Inną kwestią są odmiany lokalne – lokalne w sensie mołdawsko-rumuńsko-węgierskim – które, właśnie w przeciwieństwie do Rumunii, tutaj nie mogą się wybić, są zbyt mało „światowe”. Najlepiej radzi sobie chyba fetească albă, najbardziej rozpoznawalna, spotykana także w dobrych, a nawet bardzo dobrych kupażach, a u nas bardziej znana w wersji węgierskiej jako leányka. Gorzej ma transylwańska również fetească regală (węgierska királyleányka), krzyżówka z lat 30. ubiegłego wieku szczepów grasă de cotnari (rzadki dziś tokajski kövérszőlő) i fetească albă. W dodatku nie wiadomo, dlaczego idzie jej tak słabo, skoro w Rumunii jest najpopularniejszym białym szczepem. Podobnie jest z fetească neagră  rumuńska, klasyczna odmiana czerwonych winogron u... – nawet kierowca, który obwoził nas po kraju, i który, jak każdy Mołdawianin pija winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...), pierwszy raz usłyszał tę nazwę! Wielka szkoda, bo tutaj nowoczesne podejście winiarza może dać genialne efekty. Fetească neagră w dodatku (a może przede wszystkim) rewelacyjnie nadaje się do kupaży.
To natomiast, że w ogóle możemy pokosztować mojej ulubionej rară neagră to już doprawdy cud i upór niektórych winiarzy. Najczęściej występuje w kupażach, z bardziej znanych tylko słynne Château Purcari i Equinox robią jej wersję czystą. I robią to wybornie. Château Vartely pokaże wkrótce swoją wersję, wielu innych się do tego przymierza. W całej Mołdawii jest jej raptem 80 hektarów, ale jest intensywnie nasadzana. Rară neagră to kawał historii dla ludzi mówiących po rumuńsku i ich przodków.
Mołdawia jest stworzona do produkcji wszystkich typów win, ale była tradycyjnie znana z win białych i słodkich. Dziś to się gwałtownie zmienia – win białych i czerwonych robi się po równo. Niech nas nie zmylą statystyki, że na białe przypada 70 proc. produkcji – w rzeczywistości jest tego 50 proc., reszta idzie na winiaki, czyli „divin” – markę zarejestrowaną w Unii dla mołdawskich destylatów gronowych.

Kolejnym problemem jest kolektywizacja, a właściwie – rekolektywizacja. Reforma rolna po odzyskaniu niepodległości w 1991 roku spowodowała drastyczne rozdrobnienie ziemi – wszyscy kołchoźnicy dostali wówczas po hektarze. Ziemi jest dość, wiele leży odłogiem, ale zebranie do kupy całej winnicy w takich okolicznościach, to jak układanie puzzli.
Bracia Igor i Alex Luchianowowie z Et Cetera przez kilkanaście lat pracowali w Stanach, nim zdecydowali się na powrót i założenie winnicy. Wcześniej jednak ich ojciec w rodzinnej wsi budował podwaliny ziemskie pod winogrady. Kiedy wrócili, kontynuowali jego pracę. Dziś mają 45 hektarów, ale wymagało to gigantycznej liczby transakcji – czasami musieli kupować pole w innym miejscu i wymieniać na to od sąsiada na zasadzie „nu, machniom”.
To sami robili wszyscy ambitni winiarze i czynią to nadal, innego wyboru nie ma. Zwłaszcza że pojawiły się prywatne firmy scalające ziemię. Kiedy ojciec Igora i Alexa zaczął kupować kawałki od sąsiadów, płacił po trzysta dolarów za hektar (oczywiście nieobsadzonego nieużytku), teraz prywatne firmy żądają co najmniej dziesięć razy więcej.
Część obecnych winiarni powstała od zera, w polu przy winnicach, część zaś pośród starych wiejskich blokowisk lub zabudowań kołchozowych, dlatego Snejana na ziszczenie się swojego drugiego marzenia i wytyczenie atrakcyjnej trasy winiarskiej będzie musiała jeszcze trochę poczekać… Zwłaszcza, że czasami (szczególnie na południe) trudno dojechać. Z uwagi na stan dróg, choć i to się szybko zmienia.

Kto obserwuje Mołdawię od kilku lat, widzi wyraźnie, że wszyscy producenci mocno poprzykręcali sobie śruby, jeśli chodzi o jakość – nawet ci państwowi (Cricova). Dziś rynek rosyjski ponownie wchłonąłby bez problemu całą mołdawską produkcję, ale ludzie między Prutem a Dniestrem poszli po rozum do głowy i – rzecz jasna – sprzedają swoje wina na wschód, choć ich strategicznym celem jest Europa Środkowa i Zachodnia, Stany Zjednoczone i – zwłaszcza – Daleki Wschód. Embarga z lat 2006 i 2013 ostatecznie pozbawiły producentów złudzeń, czego można się spodziewać po dyrektywach z Moskwy. Zwłaszcza że ich uzasadnienia fitosanitarne są idiotyczne.
W dodatku sytuacja u tradycyjnie wielkiego odbiorcy, jakim jest Ukraina, również i z zupełnie innych powodów (głównie ekonomicznych) wydaje się niestabilna. Przemysł winiarski Mołdawii zatrudnia około dwustu tysięcy ludzi – to sześć razy mniej niż we Francji, tyle że Francja jest prawie dwudziestokrotnie większa! W dodatku ten sektor oddaje do budżetu Mołdawii około 15–17 proc. dochodów, a może jeszcze więcej, stąd tak wielka uwaga rządu skupiona jest na winiarstwie.
Ciekawe jest także i to, że za winiarstwo biorą się ludzie z wielką pasją i bożym darem, a niekoniecznie tylko ci, którzy ukończyli szkoły winiarskie. Jak w Nowym Świeciepopularne, zbiorcze określenie pozaeuropejskich państw win.... Wspomniany Alex Luchianow z Et Cetera jest z wykształcenia matematykiem – nie skończył nawet żadnych winiarskich kursów, dlatego – zgodnie z mołdawskim prawem – wina (takiego na sprzedaż) robić mu nie wolno. Ani jemu, ani jego bratu. Dlatego Et Cetera musi wynajmować młodego człowieka po akademii rolniczo-technicznej, by firmował wszystko, co wymyśli Alex (oczywiście – nie tylko firmuje, jest jego prawą ręką). Jednak nie przeszkadza to Alexowi być jednocześnie doradcą w innych winiarniach, które wyglądają go bardzo. I w kraju, i zagranicą. Jest konsultantem projektów m.in. w Gruzji i Prowansji.
Rośnie nowe pokolenie winiarzy z technikum winiarskiego w Nisporeni. Kończący szkołę robią już teraz jedno z najbardziej poszukiwanych win – Crescendo. Tak poszukiwanych, że na ichniejszego Pinot Noir trzeba się zapisywać. Jako winiarze są członkami Stowarzyszenia Małych Producentów – bardzo prężnie działającej organizacji skupiających wbrew nazwie nie tylko producentów stricte butikowych.
Winiarze ewidentnie kierują swoją produkcję na zachód. Wiedzą, że tam już nie wystarczy – jak mówi miejscowe przysłowie na temat skutecznej promocji – przydeptać kurę i sprzedać ją jako kaczkę. Wino musi być na najwyższym poziomie.