Saga rodu Carrau

Wszystko zaczęło się w maleńkim katalońskim Vilassar od ośmiu beczek wina będących w posiadaniu pewnego rybaka o nazwisku Pau Carrau. Było to w 1730 roku. W 2016 roku rodzina Carrauów współtworzy historię współczesnego winiarstwa w Urugwaju i Brazylii.

Trzy kraje, dziesięć pokoleń i niemal trzysta lat nieustannej pracy nad winem.

Tak naprawdę zaczęło się oczywiście o wiele wcześniej. Pierwsza bowiem wzmianka o rodzinie Carrau zamieszkującej Vilassar de Mar (dziś przedmieście, noclegownię Barcelony, wówczas odległą o kilka godzin drogi wioskę rybacką), a dokładnie o jej praszczurze Juanie Carrau, biorącym sobie akurat za żonę Margaritę Strany, pochodzi już z 1651 roku. Tyle że praszczur nie robił jeszcze wina, a jedynie łowił ryby.

Z Gaskonii do Katalonii
Fot. shutterstock.com / Morphart CreationVilassar leży w sercu Katalonii, ale nazwisko Carrau jest francuskie, dokładnie zaś gaskońskie. Dziś nikt już nie wie, w jaki sposób Juan Carrau trafił do Katalonii. Być może jako żołnierz armii Ludwika XIV wysłany dla wyswobodzenia powstańców obleganych w Barcelonie przez księcia Albuquerque podczas Rewolucji Katalońskiej z połowy XVII wieku? Być może uciekł z Gaskonii jeszcze wcześniej, w latach 30. XVII wieku, będąc uczestnikiem buntów chłopskich znanych w historii Francji jako jacquerie des croquants? Dość, że tam trafił, ożenił się i miał siedmioro dzieci.
To jego prawnukiem był wspomniany już Pau Carrau, który zapisał się w historii rodziny jako pierwszy winogrodnik i winiarz, choć owe skromne osiem beczek wskazuje na to, że była to jeszcze produkcja – by tak rzec – wsobna. Winiarstwem na o wiele większą skalę zajął się jednak jeden z jego kuzynów Francisco Carrau Mir, który w 1752 roku zakupił spory obszar gruntów pod winnice, które następnie, z pokolenia na pokolenie, pozostawały w rękach rodzinnych. Pierwsze szlachetne odmiany pojawiły się w winogrodach Carrauów już w 1810 roku (monastrell, garnacha), a to za sprawą kolejnego Francisco Carrau Amata, prawnuka założyciela winnicy.

Z Katalonii do Urugwaju
Pierwsze związki rodziny Carrauów z Urugwajem sięgają roku 1841, kiedy to przedstawiciel kolejnego pokolenia rodziny Juan Carrau Ferrés, mając lat zaledwie siedemnaście, pokłócił się z bosmanem i zszedł z pokładu transatlantyku Místico Mercurio podczas krótkiego postoju w Montevideo. Tak oto pierwszy Carrau postawił stopę w porcie, z którym zwiążą się losy kolejnych pokoleń tego rodu.
Rozmiary naszej opowieści nie pozwalają nawet wymienić kolejnych profesji, jakimi parał się młody Juan na końcu świata. Dość powiedzieć, że kiedy wrócił nagle po piętnastu latach do Hiszpanii, by przejąć po zmarłym bracie rodzinny interes, pozostawił w rękach swoich krewniaków dobrze prosperującą firmę, z której wkrótce narodzić się miało jedno z najprężniejszych przedsiębiorstw transportowych Urugwaju: Carrau y Cia. S.A.
Z początkiem XX wieku rodzina Carrau rozwija więc swoje interesy po obydwu stronach Atlantyku, zaś jej przedstawiciele spędzają długie tygodnie na statkach krążących między Barceloną a Montevideo. Nie zawsze zresztą dopływając do celu. W 1912 roku najmłodszy z synów kuzyna Juana Carrau, Pedro, mający przejąć po ojcu urugwajski koncern transportowy, postanowił wrócić z Europy do Montevideo przez Nowy Jork. Miał to nieszczęście, że skorzystał z promocyjnej oferty liniowca o dumnej nazwie Titanic.
Tymczasem wina produkowane w Vilassar już z końcem XIX wieku zdobywają światowe uznanie i sprzedają się z powodzeniem także w Brazylii, Argentynie, Wenezueli, Ekwadorze i na Kubie. Po śmierci Juana winiarnią zarządza jego syn Francisco Carrau Mir, a kiedy on odejdzie z tego świata, przez kolejne kilkanaście lat produkcję win nadzorować będzie jego małżonka, Rosa Sust. Ich syn, Juan Carrau Sust, skończy studia enologiczne
w Vilafranca del Penedés i wkrótce sam przejmie obowiązki nadzorcy. Ten pełen sukcesów okres w życiu Carrauów skończy się dość gwałtownie w 1930 roku.
Powodów jest kilka, ale dwa pozostają najważniejsze: junta generała De Rivery, która zdestabilizowała sytuację polityczną w kraju oraz Wielki Kryzys, który praktycznie wstrzymał gospodarkę Katalonii i niemal całkowicie zlikwidował możliwości eksportu. Histeria ekonomiczna udzieliła się bankom, które zażądały natychmiastowego zwrotu udzielonych pożyczek. W efekcie Juan Carrau i jego piękna małżonka Catalina Pujol porzucili dorobek kilku pokoleń i z dwiema walizkami w ręku wsiedli na pokład transatlantyku.

Od wina do kurczaków
Choć bez grosza przy duszy, byli w o niebo lepszej sytuacji niż dziewięćdziesiąt lat wcześniej dziadek Juana. W Montevideo mieli rodzinę, dobrze prosperujące przedsiębiorstwo transportowe, wreszcie: Juan Carrau szybko okazał się jedynym w Urugwaju wykształconym w Europie enologiem, zaś w latach 30. XX wieku kraj przeżywał gwałtowny boom winiarsko-winogrodniczy. Dzięki pomocy teścia niemal natychmiast został zatrudniony w bodedze Granja J.B. Passadore w Colón. Po kilku zaledwie latach, podczas których firma rozrosła się czterokrotnie, tworząc nowy brand Santa Rosa, stał się jej 33-procentowym udziałowcem.
Sukces marki Santa Rosa de Passadore, Carrau y Mutio miał kilka źródeł. Nie bez znaczenia była profesjonalna wiedza samego Juana – wykształcony w Penedés znał wszystkie tajniki produkcji najlepszej cavy, z czego natychmiast skorzystał, tworząc serie urugwajskich win musujących. Ponadto wierzył w sens dojrzewania wina – szybko zorientował się, że niska jakość wielu lokalnych win wynika z faktu, że są sprzedawane jako zbyt młode i niedojrzałe. Pamiętajmy wreszcie, że rodzina Carrauów posiadała potężny koncern transportowy, a to znacznie ułatwia działania handlowe w branży winnej.
W 1939 Juan Carrau Sust, powalony udarem i wyłączony z aktywności na ostatnie dwadzieścia lat życia, przekazał swoje obowiązki w Santa Rosa szesnastoletniemu zaledwie synowi. Juan Carrau Pujol, znany szerzej jako Quico, miał ambicje znacznie wyrastające poza czyste winiarstwo i winogrodnictwo. Wkrótce sprowadził z Brytanii transport… kurcząt, tworząc od podstaw kooperatywę drobiową CANAVI, wraz ze swoim wujem zaś, chemikiem mieszkających na Kubie, założył Fanaproqui – przedsiębiorstwo dostarczające wyroby chemiczne dla rolnictwa.

Z Urugwaju do Brazylii
Fot. ArchiwumRok 1971 przyniósł kolejną ważką zmianę w życiu Juana Carrau i jego małżonki Eleny Bonomi. Po latach kłótni i sporów związanych z kwestią dziedziczenia udziałów w bodedze Santa Rosa (kwestii nie ułatwiała wzmożona dzietność wszystkich wspólników), Juan Carrau postanawia porzucić spółkę i poświęcić się wytwarzaniu wyłącznie win jakościowych (vinos finos) w… Brazylii.
Santa Rosa od dawna planowała, by część swojej działalności przenieść właśnie tam. Nie bez znaczenia pozostaje tu fakt, że są to lata naznaczone niepokojem politycznym związanym z nasiloną działalnością bojówek Tupamaros. Juan Carrau Pujol wynegocjował z byłymi wspólnikami przejęcie na własność rozpoczętej w Brazylii inwestycji.
A kraj ten – wielokrotnie większy i właściwie pozbawiony lokalnej produkcji wina jakościowego – niezależnie od trudnej sytuacji w samym Urugwaju, wydawał się nadzwyczaj obiecującym rynkiem. Tym bardziej, że protekcjonistyczny rząd utrudniał jak mógł wszelki import produktów spożywczych. Wystarczyło tylko przekonać samego siebie do miejscowych warunków klimatycznych, tutejszych winogrodników do uprawy winorośli szlachetnej (głównie merlota i cabernet francczerwona odmiana winogron, jedna z bardziej rozpowszechniony... (...)), wreszcie: znaleźć inwestora. Udało się to już w 1972 roku: 20-procentowym udziałowcem Vinhos Finos Santa Rosa stał się amerykański gigant National Distillers.
Budowa potężnej winiarni – architektonicznie wzorowanej na średniowiecznych hiszpańskich zamkach, nazwanej zaś z francuska Château Lacave – zajęła całą dekadę. Nie czekano jednak na ukończenie prac – pierwszym rocznikiem brazylijskich win winifikowanych po znajomości u sąsiadów był 1968. Jednak najsłynniejsze winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) Château Lacave zaczęło powstawać od 1971 roku. Był to kupaż merlota i cabernet franc, starzony przez pięć lat przed sprzedażą, opakowany w bocksbeutel (bardzo popularny wówczas w Ameryce Łacińskiej typ pękatej flaszki rodem z niemieckiej Frankonii) o nazwie Château Lacave Velho do Museu.

Z Brazylii do Urugwaju
W latach siedemdziesiątych XX wieku Château Lacave pozostawało w głównej mierze pod opieką najstarszego syna Juana Carrau, Juana Luisa. Tymczasem jego młodszy brat Javier wraz z ojcem i profesorem Olmo z Uniwersytetu Kalifornijskiego podjęli się realizacji ambitnego przedsięwzięcia polegającego na znalezieniu najlepszych brazylijskich siedlisk pod winoroślVitis vinifera.. (Château Lacave nie miało swoich winnic, opierając się na owocach skupowanych od miejscowych winogrodników). Wybrano i przygotowano już działki między Bagé a Piratini, a na lotnisku w Porto Alegre wylądował specjalnie wynajęty Boeing 707 wyładowany po dach sadzonkami. Z powodów dość tajemniczych mimo tak zaawansowanych działań projekt nie wypalił. Wkrótce także Château Lacave zostało sprzedane.
Fot. ArchiwumW rękach Carrauów wciąż jednak pozostawało 20 hektarów winogradów w Las Violetas, kilkadziesiąt kilometrów na północ od Montevideo. Co więcej, w 1970 roku Juan Carrau kupił starą piwnicę wybudowaną jeszcze przez słynnego Pablo Varzi – jednego z ojców założycieli winiarstwa urugwajskiego i fundatora pierwszej winiarskiej kooperatywy w tym kraju. Piwnica ta zresztą znajdowała się przy tej samej drodze i zaledwie kilkaset metrów od bodegi Santa Rosa. Nową wytwórnię nazwano Vinhos Finos Juan Carrau SA.
W pierwszych latach swojego istnienia wytwarzała ona wina tytułowane – miejscowym zwyczajem, popularnym także w innych rejonach Nowego Światapopularne, zbiorcze określenie pozaeuropejskich państw win... – „Rioja”, „Cava” czy „Dubonnet”. Wkrótce jednak zdecydowano się postawić na unikalność i oryginalność urugwajskiego produktu, kładąc nacisk na coraz bardziej cenioną tu odmianę, która wkrótce miała stać się dla Urugwaju wręcz sztandarową: tannatJest francuską odmianą czerwonych winogron uprawianych gł... (...). Vinhos Finos Juan Carrau była pierwszą wytwórnią, która zdecydowała się produkować to wino w typie reserva, starząc tannata nie w potężnych beczkach, ale w europejskich barriques. Pierwszy beczkowy Castel Pujol Tannat del Museo „ukazał się” w 1979 roku.

Z Urugwaju znów do Brazylii
Obserwacje poczynione w Brazylii i nadzieje wiązane z tamtejszymi siedliskami wkrótce dały o sobie znać i Javier Carrau znów otrzymał odpowiedzialną misję wyszukania na granicy urugwajsko-brazylijskiej co najmniej 50 ha w najlepszym możliwym terroir. Znalazł ponad 300 hektarów w pobliżu Rivery, a winnica tam stworzona otrzymała nazwę Cerro Chapeu („Melonik”) – piszemy o niej szerzej na kolejnych stronach. To tutaj powstaje m.in. słynny Amat Tannat – wino wzmiankowane w 1001 win, których warto spróbować Neila Becketta.
A jednak perspektywa produkowania win jakościowych w samej Brazylii nie opuściła braci Carrau, Javiera i Francisco – tym bardziej że było to wielkie marzenie ich ojca. Trzy lata zajęły Javierowi negocjacje, nim udało się wykupić 60 hektarów pastwiska tuż za granicą państwową. Posadzono tam eksperymentalnie dwa hektary tannata i po jednym: souzao, teroldego oraz alvariño. Budynki winiarni w Santana do Livramento (tym razem o heksagonalnym planie) powstały w 2012 roku – wciąż jednak, głównie z powodów natury biurokratycznej, nie powstaje tu wino. Podbój terytorialny nie był imponujący – winiarnię zbudowano zaledwie 60 metrów od granicy z Urugwajem. Ród Carrau przygotowuje się jednak do znacznie poważniejszego podboju rynkowego.