Skąd się biorą międzynarodowe sympatie

Z  Polakami jest trochę tak, jak w starym góralskim kawale, gdzie zdesperowany Jasiek, po serii nieszczęść, zapytał Pana Boga, dlaczego go tak karze. „Bo Cię tak, Jasiek, jakoś nie lubię” – miał odpowiedzieć prosto z nieba Pan Bóg.

Jakoś nas tak wszyscy sąsiedzi nie lubią. Różne mają ku temu powody, sprawiedliwe czy też nie (w końcu i sam Pan Bóg był trochę niesprawiedliwy dla Jaśka). Istnieją jednak dwa kraje, dwa narody, które – z równie nieoczywistych względów – bardzo nas lubią. Pierwsi z nich to Węgrzy, drudzy Mołdawianie. Na Węgrzech spotkałem dziesiątki oznak sympatii, w Mołdawii spędziłem dużo mniej czasu, ale i tak od razu wyczułem, że jako Polak jestem dla nich bratankiem. Pewnie wynika to z historycznych powiązań, z bohaterstwa i mądrości polskich królów osłaniających tereny Hospodarstwa Mołdawskiego przed atakami Turków. Ale przecież innych też polscy królowie osłaniali, a wcale nie wynikła z tego naturalna i trwała sympatia.

Fot. shutterstock.com / Byelikova OksanaSnując te historyczno-społeczne dywagacje, doszedłem do jedynego słusznego wniosku: tajemnica tkwi w winie. Węgry i Mołdawia to jedyne winiarskie krainy otaczające Rzeczpospolitą. Wszyscy inni nasi sąsiedzi to nacje piwne lub wódczane (pomijając niewielkie ilości wina produkowanego w Czechach i na Słowacji).
Winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) jest rozsadnikiem międzynarodowych sympatii – poza innymi jego niezaprzeczalnymi zaletami.
Kiedyś Mołdawia graniczyła z Polską, stąd historycznych relacji pomiędzy naszymi krajami i narodami było znacznie więcej niż teraz. Do dziś na północnych terenach Mołdawii istnieją wioski z rdzennie polską ludnością. Kiedy w lutym tego roku miałem okazję rozmawiać z Vasilem Bumacovem, ministrem rolnictwa Mołdawii, podkreślał, że polska mniejszość w Mołdawii od początku gorąco popierała mołdawską niepodległość. Jak twierdził, również w dzisiejszej polityce zagranicznej Mołdawia dostaje dużo większe wsparcie od Polski niż od – zdawałoby się bratniej – Rumunii.

Mołdawia jest krajem o największej produkcji wina per capita na świecie. Wynika to z niedawnej historii, kiedy była republiką związkową Kraju Rad. Sekretarze w Moskwie ustalili, że produkcją wina dla radzieckich robotników zajmie się Republika Mołdawska. Obsadzali winoroślą każdy skrawek ziemi, bez względu na jego przydatność do produkcji winorośli. Z bezkresnych winnic zbierano winogrona, by przetwarzać je w rolniczych spółdzielniach w morze bezwartościowego, zwykle półsłodkiego wina, takiego jakiego domagała się robotnicza brać. Z takim spadkiem Mołdawia wkroczyła po odzyskaniu niepodległości na globalny rynek wina. Oczywiste jest, że nikt go kupować nie chciał i rolnicze spółdzielnie zaczęły padać jak muchy. Ale życie nie lubi pustki i w miejsce upadłych spółdzielni zaczęły powstawać coraz ambitniejsze winiarskie projekty. Często kapitał pochodził z Rosji, często powiązany był z wielkimi surowcowymi biznesami.

Fot. Wine of MoldovaI tak powoli, krok za krokiem, odradza się mołdawskie winiarstwo. Jeszcze ciągle pełno w nim rolniczych spółdzielni tkwiących w poprzedniej epoce, ale liczba ambitnych winiarskich projektów szybko wzrasta. Jednym z pierwszych i najbardziej ambitnych jest Château Vartely, które nie tylko produkuje wina, ale też, na wzór zachodni, dysponuje luksusowym hotelem z bardzo dobrą restauracją.

Wino dla Mołdawii jest tym, czym ropa dla Kuwejtu czy węgiel dla Śląska. W branżę zaangażowane są tysiące ludzi. Wina, jakie produkują, są coraz lepsze i śmiało zaczynają konkurować ze światowymi gigantami.

Dodatkowo dla Polski to – podobnie jak węgrzyny – wina lokalne, osadzone w podobnej kulturze i historii.
A zatem – trawestując znane przysłowie – po wypiciu pierwszej kwarty wznieśmy tęgi okrzyk: „Nie masz wina nad Mołdawianina”.