Sukcesja

 

Dopadły mnie myśli o przemijaniu i dziedziczeniu.

 

Dopadły mnie, kiedy przechadzałam się po obszernej posiadłości na obrzeżach Roanne z Michaelem i Marie-Pierre Troisgros przemierzając wypatroszoną skorupę wiejskiej posiadłości, w której właścicielka już widziała oczami wyobraźni 14 luksusowych sypialni. Kiedy  spacerowałam po pustkowiu, gdzie Michael ma zamiar wybudować ultranowoczesną, lśniącą szkłem restaurację.

Państwo Troisgros dumnie dobijają już sześćdziesiątki, ale nie brakuje im energii. Motywowani przez Pierre’a, po którym to syn Michael odziedziczył ich sławną na świat cały trzygwiazdkową restaurację w centrum Roanne, mają zamiar przenieść biznes do nowej lokalizacji w Ouches. Teraz to zaledwie plac budowy.

Spoglądając z czułością na model architektoniczny zaplecza restauracji Michael przyznał, że nie zadawaliby sobie tyle trudu, gdyby nie ich 29-letni syn César, idealnie odnajdujący się w gastronomii. Młodszy brat Césara,  Léo, najprawdopodobniej wybierze identyczną ścieżkę kariery.

Myśli o następstwie pokoleń towarzyszyły mi również podczas wizyty w dwugwiazdkowej restauracji w Doline Rodanu u Michela Chabran. Madame Chabran z dumą przedstawiła swojego syna Louisa, który świętował właśnie swoje 24 urodziny pochylony nad kuchennymi palnikami u boku wymagającego ojca.

Wcześniej odwiedziłam Jean Paula Jameta i jego rodzinną posiadłość na płaskowyżu rozciągającym się ponad legendarnymi zboczami Côte-Rôtie. I kogóż to spotykam w roli piwnicznego asystenta, w koszulce z logo południowoafrykańskiej winiarni z Przylądka Dobrej Nadziei? Oto młody Loïc, rocznik 1993, który dołączył do rodzinnego biznesu po krótkim epodzie zawodowym na południowej półkuli. Dla niego to Jametowie próbują pozyskać kolejne działki, między innymi w Condrieu – żeby winiarnia mogła wyżywić kolejnych członków rodziny.

W teorii proces następowania pokoleń w branży gastronomiczno-winiarskiej nigdy nie był prostszy, tematy bardziej modne, a status społeczny idący w parze z zawodem kucharza, restauratora lub producenta wina wyższy. We wczesnych latach ’70, kiedy zdobywałam dyplom, nawet nie śmiałam powiedzieć na głos, że chciałabym pracować w tak frywolnej branży jak winiarska. Wtedy zdecydowanie bardziej prawdopodobne było, że uzdolnieni synowie winogrodników zechcą zostać przedstawicielami wolnych zawodów, a odziedziczenie rodzinnej posiadłości będzie ich interesowało zdecydowanie mniej. Co do córek… To było dawno temu. Jedyne kobiety, jakie ośmielały się przecierać szlaki w branży winiarskiej to Lalou Bize-Leroy i jej podobne.

Jednak mody się zmieniają. Dobrym przykładem może być Guillaume d’Angerville. Jego ojciec  Jacques, markiz Angerville, widział syna robiącego karierę w sektorze finansowym: Guillaume został zatem gwiazdą wysokich lotów (dosłownie: transatlantyckich) dla JP Morgan. Lecz po śmierci ojca w roku 2003 młody d’Angerville zaczął coraz więcej czasu spędzać w rodzinnej posiadłości w Volnay. Rozszerzył nawet swoje dziedzictwo o nowe przedsięwzięcie, Domaine(fr.) posiadłość, majątek, gospodarstwo.. du Pélican, w modnym regionie Juraregion winiarski we wschodniej Francji, w departamencie Fran... (...).

O dziedzictwie mówiąc: jednym z ulubieńców opatrzności musi być Phillipe, syn Marcela Guigala. Ten uzdolniony winemaker(ang.) twórca, kreator wina.Termin szeroko określający os... (...) przekształcił swoją posiadłość w północnym Rodanie w dominującą, niezależną siłę władająca w całej Dolinie (w okresie jesiennym otrzymują od pełnych nadziei winogrodników z południowego Rodanu średnio 80 próbek wina dziennie).

Pamiętam że kiedy u Marcela kręciliśmy materiał do cyklu dla BBC2 (w latach ’90) Philippe nie przypominał w niczym pewnego siebie, dojrzałego biznesmana, jakim jest dzisiaj. Jego matka musiała się modlić żarliwie za każdym razem, kiedy ten wracał późno do domu. Wreszcie cała rodzina musiała być zachwycona, kiedy pięć lat temu żona Phillipe wydała na świat bliźnięta. Sukcesja zapewniona!

Grupa niezależnych winogrodników z południa zwróciła moją uwagę na pewien niezwykle istotny fakt. Bardzo ważne jest, aby dziedzice byli w stanie zgodnie decydować o podziale obowiązków. Idealnie byłoby, gdyby jeden z wnuków Guigala zechciał się zająć produkcją wina, a drugi sprzedażą, o ile tylko za 20 lat będzie to dla nich atrakcyjna propozycja.

Wypracowanie zgody pomiędzy członkami rodziny może być poważnym wyzwaniem. Przykład stanowi całkiem niedawny podział Domaine Louis Carillon w Puligny-Montrachetgmina w Burgundii, w południowej części podokręgu Côte ... (...) na dwa niezależne gospodarstwa dla dwóch niezależnych synów: François and Jacques’a.

Zawsze możemy mieć też do czynienia ze scenariuszem „a’la książę Karol”. Są znaczące wyjątki od tej reguły, ale winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) zdaje się być bardzo skutecznym konserwantem. Georges Duboeuf w wieku lat 82 wciąż pracuje ciężko, mimo że dawno już zdobył dominującą pozycję w Beaujolais. Degustuje codziennie – nie z synem, Frankiem – ale z wnukiem, z którego jest wyjątkowo dumny. Adrien ma tylko 25 lat, jest potomkiem córki Duboeufa i Jeana Paula Lacombe (tego ze słynnej, włoskiej restauracji Léon de Lyon) ale wiarygodne źródła donoszą, że rozdaje wizytówki podpisane „Adrien Duboeuf-Lacombe”. „On zna się na winach lepiej ode mnie” – przyznał dumnie Georges, kiedy spotkaliśmy się w kwietniu 2015 roku na celebracji sześćdziesiątego rocznika od Lalou.

Całe to zamieszanie z sukcesją zdaje się najlepiej działać w Europie – nawet we Francji, gdzie wiecznie czujny poborca podatkowy tylko czyha na okazję, żeby ogłosić przekazanie własności. Przepisy podatkowe są zdecydowanie bardziej restrykcyjne przy sprzedaży posiadłości osobie trzeciej, jednak skarb państwa pobiera odpowiednią należność również w przypadku dziedziczenia z ojca na syna. W układzie, kiedy marka ma inny status niż winnice, zastawionych jest milion pułapek: doradcy podatkowi zbierają obfite żniwo. Mimo to wartość najlepszych posiadłości w Bordeaux i Burgundii jest tak wielka, że wiele rodzin (zwłaszcza tych, których biznesy mają wielu udziałowców) decyduje się na spieniężenie własności, żeby uniknąć podatku związanego z przekazaniem jej dzieciom.

Australijczycy radzą sobie całkiem nieźle z dziedziczeniem w branży winiarskiej. Za to w Napa Valley na palcach jednej ręki można policzyć przedsięwzięcia, jakie z powodzeniem przeszły spod opieki jednego pokolenia na następne. W miarę rozwoju poszczególnych winiarni proporcje te ulegną z pewnością zmianie. W Napa Valley toczy się krwawy spór na wysokim poziomie – wiadomo mi na przykład, że Bill Harlan (z posiadłości Harlan) i kilku innych poświęca dziś wiele uwagi sprawom dziedziczenia własności, inspirując się rodami europejskimi.

Wszyscy chcielibyśmy – jak sądzę – borykać się na co dzień z takimi problemami, jak przekazanie dzieciom posiadłości winnej wartej wiele milionów dolarów.

Przeł. Joanna Boetzel

Więcej na JancisRobinson.com