Tam, gdzie rodzi się tęcza

tekst ukazał się w „CW” nr 94, sierpień – wrzesień 2018 | kup ten numer | prenumerata | e-wydanie

Kobiety w tradycyjnych strojach | fot. D. Romanowska
Kobiety w tradycyjnych strojach | fot. D. Romanowska

Peru obfituje w wiele miejsc, które koniecznie trzeba zobaczyć. Większość turystów decyduje się na podróż szlakiem najbardziej oczywistych atrakcji w typie Machu Picchu, kanionu Colca czy jeziora Titicaca, a także położonego wysoko w Andach niesamowitego Cuzco.

Z pustyni i oceanu – zestaw peruwiańskich win.

Właściwie jest to słuszne podejście, no bo jak tu mówić o wizycie w Peru i nie widzieć Cuzco? Miasta, pod względem urody plasującego się w ścisłej czołówce południowoamerykańskich kompleksów urbanistycznych, niegdysiejszej stolicy Inków, pępka świata, skąd kolejni władcy zarządzali nieprawdopodobnych rozmiarów imperium. Przybywając tu drogą lotniczą z położonej na poziomie morza Limy, najlepiej dać sobie trochę czasu na aklimatyzację, gdyż wysokość około 3400 m n.p.m., na której zbudowano miasto, rządzi się swoimi prawami. Ale już od pierwszych chwil nawet przy lekkich zawrotach głowy czy kłopotach z oddychaniem nie sposób zignorować jego wyjątkowej urody. W równym stopniu składają się na nią mieszanka architektoniczna zabudowań inkaskich i tych wzniesionych w czasach kolonialnych z zapierającym dech w piersiach (dosłownie i w przenośni) położeniem w niebotycznych Andach.

Spacerując po głównym placu Plaza de Armas, oprócz majestatycznej katedry, kościoła jezuitów i szeregu zabytkowych budynków wyposażonych w wyjątkowej urody, kunsztownie rzeźbione drewniane balkony uwagę przybyszów swymi żywymi kolorami przykuwają rozmaite tkaniny eksponowane w witrynach licznych sklepów okalających plac. A jako że powszechnienie znaną tendencją jest przywożenie z podróży rozmaitych suwenirów, które zazwyczaj zalegają potem na półkach, co jakiś czas domagając się odkurzania, podczas pobytu w Cuzco lub okolicach, na pamiątkę warto zafundować sobie coś naprawdę pięknego, a przy tym pożytecznego; takiego, z czym po powrocie do ojczyzny nie będziemy się rozstawać w długie, chłodne, jesienne i zimowe dni – bardzo ciepły, ale jednocześnie delikatny szal z wełny alpaki.

Zamieszkujące Machu Picchu lamy co prawda nie dostarczają wełny na wszechobecne w Peru szale, ale na pewno są ulubionymi „modelkami” odwiedzających to kultowe miejsce turystów | fot. D. Romanowska
Zamieszkujące Machu Picchu lamy co prawda nie dostarczają wełny na wszechobecne w Peru szale, ale na pewno są ulubionymi „modelkami” odwiedzających to kultowe miejsce turystów | fot. D. Romanowska

Lama czy alpaka?

Rozróżnienie tych dwóch zwierząt z rodziny wielbłądowatych zamieszkujących Andy początkowo sprawia turystom sporo kłopotów. Trzeba także pamiętać, że przemierzając andyjskie bezdroża, wielkie jest prawdopodobieństwo natrafienia na spokojnie wypasające się stada guanako, a jak ktoś pofatyguje się na wysokość oscylującą w granicach 4000 m n.p.m., także na subtelne, nader fotogeniczne wikunie. Te niewielkich rozmiarów zwierzątka dostarczają najdroższego naturalnego włókna na świecie – cudownie miękkiej, wybitnie ciepłej i delikatnej wełny, z której szaliczek kosztuje, bagatelka, około tysiąca dolarów. W czasach inkaskich tylko władca miał prawo nosić wyroby z wełny wikunii. Zwierzęta te, podobnie jak ich kuzyni guanako żyją na wolności i nigdy nie zostały udomowione. Raz na trzy lata strzyże się je, przy czym z jednego osobnika pozyskuje się zaledwie 200 gramów wełny. Guanako także dostarczają użytecznej wełny, ale pod względem finezji nijak się ona ma do uzyskiwanej z wikunii.

Intipalka: wina z Doliny Słońca

Dobra wiadomość jest taka, że jeśli ktoś nie aspiruje do posiadania garderoby rangą równej należącej do władców inkaskich, za nieporównywalnie niższą cenę można nabyć wysokiej jakości ciepły szal z wełny alpaki. Chociaż największa ze wszystkich wielbłądowatych zamieszkujących Andy – lama – również jest źródłem wełny, Peruwiańczycy nie stosują jej do wyrobu odzieży. W ich mniemaniu wełna lamy nie jest wystarczająco delikatna. Robią z niej kilimy i dywany. Alpaki są wyraźnie mniejsze, podczas gdy lama może mierzyć nawet i metr trzydzieści w kłębie, osiągając wagę czasami i do 200 kilogramów, wzrost alpak oscyluje w granicach między 80 a 99 centymetrów przy wadze dochodzącej do 85 kilogramów. Alpaki mają krótsze pyszczki z bujną „fryzurą” oraz stosunkowo krótkie uszy, natomiast pysk lamy jest wydłużony, głowa pozbawiona dłuższej sierści, a uszy długie, o lekko bananowym kształcie. Od ponad czterech i pół tysiąca lat lamy wykorzystywane są przez człowieka głównie jako zwierzęta juczne, chociaż z powodzeniem zastosowanie znajduje ich mięso, wełna, skóry, a nawet odchody. Alpaki dostarczają głównie doskonałej wełny i mięsa.

Naturalne substancje do barwienia alpaczej wełny pozyskiwane są także z kukurydzy | fot. D. Romanowska
Naturalne substancje do barwienia alpaczej wełny pozyskiwane są także z kukurydzy | fot. D. Romanowska

Rękodzieło z wysokiej półki

Jako że wełna alpaki stanowi narodowe dobro Peru, wyroby z niej dostępne są praktycznie na każdym kroku. Może tylko wystrzegać się należy oferowanych na przydrożnych straganach towarów niewiele mających wspólnego z wyrobami jakościowymi. A chcąc dowiedzieć się czegoś więcej o lokalnych zwyczajach, warto pokusić się o wypad do niewielkiej wioski Chinchero leżącej w odległości około 30 kilometrów od Cuzco. Często jest niesłusznie pomijana przez turystów, a szkoda, bo stanowi prawdziwe zagłębie inkaskiej architektury i, co stanowi swego rodzaju ciekawostkę, uważana jest za miejsce narodzin tęczy. Słynie także z barwnego targu, co prawda o wiele skromniejszego niż ten w Písac, ale oferującego przedmioty mogące zadowolić niejednego estetę. Nie na darmo Chinchero stanowi także centrum tkactwa w Peru.

Ale nie tylko możliwość zakupu naprawdę wysokiej jakości rękodzieła stanowi o atrakcyjności tego miejsca. Przy okazji wizyty można wziąć udział w prezentacji, podczas której ubrane w tradycyjne stroje lokalne kobiety wyjaśniają, jak i z czego otrzymują poszczególne kolory używane do barwienia wełny, z której potem tkają rozmaite bieżniki, kilimy, a także wspaniałe wełniane szale i kolorowe czapki o zwracających uwagę wzorach. Uważa się, że Inca Tupac Yupanqui – syn słynnego Paczakutiego – traktował Chinchero jak coś w rodzaju wiejskiej rezydencji. Zarządził budowę akweduktów i tarasów, spośród których wiele jest w użyciu do dziś. Tutejsza ziemia należy do najbardziej urodzajnych w całej Świętej Dolinie Inków – uprawia się tu doskonałe ziemniaki, quinoa i bób. Buzujący życiem, barwny targ w Chinchero najbardziej zatłoczony jest w niedzielę, kiedy mieszkańcy pobliskich wiosek przybywają nań ze swymi produktami w celu wymiany na inne. Dla turystów wizyta w tym miejscu stwarza fantastyczną możliwość obserwacji, jak wygląda prawdziwe życie tej fascynującej, jedynej w swoim rodzaju andyjskiej społeczności. Warto dołożyć starań i jej nie przegapić. A już na pewno będziemy do niej wracać pamięcią jesienno-zimową porą, otulając się ciepłym szalem.