Tam, gdzie stoją konfitury

tekst ukazał się w „CW” nr 95, październik – listopad 2018 | kup ten numer | prenumerata | e-wydanie

Swartland w RPA, zdjęcie z drona | fot. Dewald Kirsten / shutterstock
Swartland w RPA, zdjęcie z drona | fot. Dewald Kirsten / shutterstock

Czy można kochać wina z ciepłych siedlisk? Z ich zwalistością? Bombastycznością? Barokową owocowością? Kochać można i trzeba! Tylko czy wypada się do tego przyznawać?

Spełnione nadzieje – zestaw win z RPA.

W światku winiarskim jest dziś w dobrym tonie zachwycać się winami zimnoklimatycznymi, ich elegancją, delikatnością, rześkością i niczym niezmąconą żywą owocowością. O napakowanych konfiturowatych produktach ciepłych siedlisk należy się wyrażać jeśli nie z pogardą, to przynajmniej protekcjonalnie. Ot, wina dla niewymagającego konsumenta. Ale zaraz, zaraz! Czy do jednych z najcieplejszych siedlisk nie należy przypadkiem ikoniczna Barossa? Noszona na rękach Toskania? Napa Valley? Południowy Rodan?

Wszystkie wymienione wyżej regiony i okręgi należą do IV kategorii w słynnym indeksie Winklera. Kategorii jest w nim pięć, przy czym piąta, najwyższa, to już absolutne piekła klimatyczne (kalifornijskie Lodi, hiszpański Jerez czy Maroko). Czwarta zaś, mimo średniej temperatury między kwitnieniem a zbiorem przekraczającej 19°C, wciąż jest w stanie – mimo gorąca – dać światu supertoskany(wł. – super toscani, ang. – super tuscans) określenie... (...), châteauneuf-du-pape czy najlepsze cabernety Kalifornii. Może więc nie ma w tym nic wstydliwego, by przez chwilę, dla odmiany i zdrowia psychicznego, pozachwycać się winami z ciepłych i gorących terroirs?

Tak się składa, że z drobnymi wyjątkami niemal wszystkie dystrykty winiarskie Południowej Afryki należą właśnie do owych ciepłych obszarów. Nic w tym dziwnego ani niezwykłego – gdyby „odwrócić globus”, Przylądek znalazłby się… w okolicach Tunezji. Tyle że w Tunezji nie ma tak potężnych prądów oceanicznych jak Benguela i Agulhas, tchnących zimne bryzy morskie na kilka kilometrów w głąb lądu. To dzięki nim dystrykty takie jak Elgin, Walker Bay, Cape Peninsula (Costantia) czy Darling mogą się chwalić winami zimnoklimatycznymi, choć – rzecz jasna – do zimnego klimatu niemieckiej Mozeli czy kanadyjskiej Nowej Szkocji sporo im jeszcze brakuje. Cała reszta to Winkler od III do V, czyli mniej lub bardziej ciepły klimat.

Swartland, Wellington i Robertson to wręcz klasyka ciepłych siedlisk przylądka – tu nie docierają chłodne wiatry znad oceanu, to jakby drugi szereg oddalony od wybrzeża o ładnych kilkadziesiąt kilometrów. Powstające tu wina może i nie mają w sobie zbyt wiele delikatności, kruchej elegancji czy finezji. Mają za to masywną sylwetkę, głęboką ekstraktywnośćokreślenie degustacyjne.Ocena ekstraktywności, czyli esenc... (...), potężną owocowość (ok, niech będzie, że konfiturową, ale jadło się gorsze rzeczy niż konfitury), a nade wszystko mnóstwo ciepła, radości i życia. W tym jednym wina przypominają trochę swoich twórców: spójrzcie, gdzie powstają wina ciepłych klimatów – to Hiszpania, Grecja, południe Włoch, Argentyna. Wszędzie tam żyją ludzie umiejący z życia czerpać o wiele więcej radości niż przeciętny Mozelczyk, mieszkaniec Sussex czy Zielonej Góry. Tę radość, witalność i zmysłowość, które składają się na tzw. południowy temperament, odnajdujemy także w kieliszkach.

Może więc warto czasem poluzować krawat? Idzie jesień i kto wie, czy subtelność świeżych owoców, mineralność i kwasowość będzie nas pociągać równie silnie jak w letnich miesiącach? Nie wstydźmy się lubić win z ciepłych siedliska. Tak szybko znikają z półek…