Tamada powinien być wszędzie!

tekst ukazał się w „CW” nr 105, listopad 2019 | kup ten numer | prenumerata | e wydanie

Tamada, pomnik w Tbilisi
Pomnik tamady w Tbilisi | fot. V. Zhoga

Dla wielu z nas Gruzja to kraj kojarzący się z nieujarzmionym społecznie i politycznie miejscem gdzieś za Morzem Czarnym. Przyjazny naszym rodakom, ale biedny i źle zorganizowany. I trudno nie zgodzić się z tą opinią, albowiem ślady wieloletniego zamknięcia Gruzji na świat, niedostatki i bałagan, jaki pozostawił po sobie radziecki porządek, są wciąż widoczne i dotkliwe. Gruzja to jednak równocześnie przepiękny kawałek ziemi, różnorodny klimatycznie i przyrodniczo, o wspaniałym ukształtowaniu i niebywale bogatej tradycji i historii. To, co pozostało po czasach świetności Gruzji, nawet we współczesnym kształcie i byłych układach geopolitycznych wciąż zachwyca swoją pierwotnością i dostępnością.

Zobacz gruzińskie wina

Tbilisi to miasto kontrastów. Inaczej niż na bardzo biednej prowincji, tutaj dotarły duże i nowoczesne inwestycje. Pięknie usytuowane butikowe hotele sąsiadują jednak z wołającymi o zmiłowanie, sypiącymi się ślicznymi, starymi kamieniczkami. Spacer urzekającym bulwarem rzeki Kury pozwala cieszyć oko widokiem starych monastyrów na okalających miasto wzgórzach. Zmusza też, by zastanowić się nad architekturą nowoczesnych budowli, które wywołują zróżnicowane emocje estetyczne, choć bez wątpienia są ciekawe.

Będąc w Gruzji wszędzie odczuwałem wszechpanujący bałagan, który nadawał temu miejscu osobliwą atmosferę. A Gruzini, których spotkałem, najczęściej przyznawali się do tego, że pracować to oni nie lubią, ale do jedzenia i picia przywiązują najwyższą wagę.

Tbilisi
Tbilisi| fot. shutterstock / eFesenko

Jeśli mieliście kiedyś okazję uczestniczyć w gruzińskiej uczcie zwanej suprą, pamiętacie zapewne jak tamada, czyli lider wśród uczestników, rządzi imprezą. To on decyduje, kto, kiedy i co pije. Wznosi toasty, narzucając moment nadchodzącej kolejki, i mówi, kto i kiedy powinien wstać i wygłosić następną przemowę. Tamada organizuje przyjęcie w sposób perfekcyjny! Uczestnicząc w tak zorganizowanej zabawie przy jedzeniu i piciu każdy czuje się świetnie, uczta jest wartka i interesująca! Ach, żeby tak wyglądała cała Gruzja… Na lotnisku Kutaisi naszła mnie taka refleksja – a gdyby tak Gruzini przenieśli ten zwyczaj na inne dziedziny życia, powołując tamadę od odprawy i stref bezpieczeństwa, tamadę od ruchu ulicznego, tamadę od współczesnej architektury… Ależ cudownie wyglądałaby już dzisiaj ich kraj!

Bez zbędnego zanurzania się w przepastną sferę społeczno-ekonomiczno-politycznych układów tego skrawka ziemi znajdującego się między Batumi, Tbilisi i Kazbegi – zachęcam do skosztowania win z Kachetii i Imeretii. A w kolejnym poznawczym kroku zachęcam do wyjazdu do Gruzji, aby móc samodzielnie spróbować niezglobalizowanej jeszcze kuchni i poczuć dreszcz emocji podczas wypadu w głąb kraju…

Gaumardżos!

Przeczytaj więcej o gruzińskiej suprze

Wyższy sens ucztowania