Tinto Pesquera Reserva Especiál 2003

Są wina, które wyprowadzają z równowagi. Nie tej prostej, mentalno-nerwowej – raczej tej zawodowej.

Bo oto człowiek całym sercem odżegnuje się od potężnych beczkowych pocisków aromatycznych, szuka po świecie lekkości, owocowej kruchości i zwiewności, wieszczy na prawo i lewo rychłą śmierć amerykańskiej baryłki zmieniającej wina w waniliowe budynie, i co? I nagle sięga po rezerwę od Alejandro Fernandeza. I robi mu się głupio.

Fot. ArchiwumW żadnej z bodeg należących do Grupo Pesquera nie znajdziemy wina zrobionego bez beczki. Podobnie jak nie znajdziemy w czerwonych winach innej odmiany jak tylko tempranillo. Dlaczego? Pytałem o to Alejandro wielokrotnie i zawsze był tymi pytaniami bezgranicznie zdumiony. „Ale co? Nie smakuje Ci?”. „Smakuje, ale…”. „No to masz odpowiedź”.

Bo smakuje niezmiernie. I cóż z tego, że dwa lata w dębie – amerykańskim właśnie! – zaokrągliło winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) i dodało mu owego pretensjonalnego waniliowego posmaku. W tym jedenastoletnim winie, w tej owocowej kompozycji, przy tej mocy i nieprawdopodobnej wręcz harmonii, wanilia nie tylko nie przeszkadza, ale wprost zachwyca. Szczególnie, jeśli wino to odpowiednio wcześniej napowietrzymy w karafce i podamy do jagnięcego kotleta, wołowiny po burgundzku lub – i to połączenie nie ma sobie równych! – korfuańskiej pastitsady (czyli wołowiny duszonej w sosie z dodatkiem cynamonu i skórki pomarańczy). Bo tu właśnie mamy owo delikatne dotknięcie mięsnej słodyczy, która pójdzie krok w krok za waniliowo-śliwkową nutą Reserva Especiál. I koniecznie, ale to koniecznie schłodźmy to wino do 17 stopni. Strach pomyśleć, jak by się to mogło skończyć dla 83-letniego Alejandra, gdyby doszły go słuchy, że gdzieś w Europie środkowo-wschodniej pija się ciepłe pesquery…