United Nations of Wines

Osiem tysięcy siedemset pięćdziesiąt różnych win mieli do spróbowania sędziowie tegorocznej edycji Concours Mondial de Bruxelles.

To jeden z trzech największych konkursów winiarskich świata. Z górą trzystu sędziów ze wszystkich kontynentów zjechało się tym razem do bułgarskiego Płowdiw, który był gospodarzem tegorocznej edycji.

Konkurs nieprzerwanie organizowany jest już od ponad dwudziestu lat. Rokrocznie zmienia lokalizację. Ogłoszenie kolejnej odbywa się w uroczysty sposób w ostatnim dniu degustacji. Od rana napięcie rośnie, a na giełdzie pomysłów pojawiają się coraz to inne kandydatury. W samo południe degustacje są na moment przerywane i spiker zapowiada ogłoszenie kolejnego gospodarza konkursu. Na wielkim telebimie pokazują się widoczki z kraju kolejnego gospodarza. Gdy na tablicy pojawiają się napisy „Ribera del Duero”, „Toro”, „Rueda”, „Cigales” nikt już nie ma wątpliwości: następny konkurs zawędruje do Hiszpanii, do stolicy Kastylii-León – Valladolid. Piękne to miejsce, serce hiszpańskich winnic, miejsce wybornych pinchos i tapas, gorącej muzyki i takiż ludzi.

Sędziowanie w konkursie trwa trzy dni. Codziennie do spróbowania jest około pięćdziesiąt win podzielonych na pięć do sześciu setów. Wszystko odbywa się oczywiście w „ciemno”, butelkityp butelek o różnym kształcie, pojemności i kolorze, pr... są starannie zakryte, nikt nie wie, jakiego wina próbuje. Na karcie do głosowania znajduje się wyłącznie rocznik. To cała informacja o degustowanych winach. W brukselskim konkursie dodatkowym „smaczkiem” dla jurorów jest zwyczaj powtarzania tego samego wina w każdym dniu konkursu. Stanowi to bardzo mobilizujący bodziec, by przykładać się do pracy.

Każdy sędzia zresztą jest oceniany przez brukselski instytut statystyki, który od lat współpracuje z organizatorami imprezy. Ustala on „profil” degustującego na tle innych, oceniających te same wina sędziów. Im bliżej się jest się średniej, tym lepiej. Im dalej, tym mniejsze szanse bycia zaproszonym do sędziowania
w kolejnej edycji.

Jury pracuje w sześcioosobowych komisjach. Dobór osób do komisji według nieznanego nikomu klucza ustalają sami organizatorzy. Tym razem trafiam na same sędziowskie gwiazdy. Bernard Burtschy jest Francuzem, profesorem statystyki i winiarskim dziennikarzem w „Le Figaro”. Jest też jednym z dwunastu członków Grand Jury Européen, stowarzyszenia, które postanowiło dać odpór dominacji Roberta Parkera.

José Luis Murcia przewodniczy hiszpańskiemu stowarzyszeniu dziennikarzy winiarskich. W konkursach sędziuje już ponad dwadzieścia lat. Na tym właśnie odebrał nagrodę dla najprecyzyjniej oceniającego jurora. W konkursie winiarskim odwrotnie jak w życiu: im bardziej średni jesteś, tym lepiej. Najmłodszym w komisji był Antoine Lehebel – mistrz sommelierów belgijskich z 2014 roku. Komisję uzupełniają jeszcze dwaj enolodzy z Sycylii i Bułgarii.

Często w trakcie degustacji porównujemy swoje oceny. Zawsze zdumiewa mnie, jak odległe bywają od siebie. Zdumiewające jest też to, że nie widać w tym żadnej reguły. Przy jednej grupie win moje oceny bywają zbieżne z jedną osobą, przy innej z kompletnie inną, i to z tą, z którą chwilę wcześniej ocenialiśmy wina zupełnie różnie.

W końcu trafiamy na set dziesięciu win, w którym oceny szybują bardzo wysoko. I to zgodnie, bez wyjątków. Równie to przyjemne, co nieco dziwne, bo najmłodsze winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) pochodziło z 2008 roku, najstarsze z 2002. Punktacja prawie w całości w okolicach 90 punktów.

Robimy małą giełdę – skąd te wina? Padają głosy za Piemontem, Langwedocją, Portugalią. Nie trafia nikt. Zaskoczenie pełne. Kastylia La Mancha. Kompletnie niedoceniany – nawet w Hiszpanii – region zdobywa najwyższe oceny. Tak bywa. Wino jest nieprzewidywalne. Bywa zmienne, zachwycające lub odpychające. Dobre w jednym, nieprzyjemne w innym roku. Powabne i gruboskórne. I zmienne. Nie ma dwóch takich samych win na świecie, tak jak nie ma dwóch takich samych ludzi.

Jest magiczne.