Vosne-Romanée – tajne łamane przez poufne

Ładnych kilka chwil kazał nam czekać na siebie. W końcu pojawił się za zakrętem w lekko rozpadającym się francuskim pick-upie. Podobne wrażenie jak samochód sprawiało jego ubranie. – Chcecie popróbować win? – zapytał i zaraz potem zaprosił nas do piwnicy.

W Burgundii wina próbuje się prawie zawsze w piwnicy, prawie zawsze w nieodpowiedniej temperaturze, prawie zawsze prosto z beczki i zawsze w odwrotnej kolejności. Ale jak się zna odpowiednią piwnicę i odpowiednią beczkę, to zawsze, ale to zawsze jest dobrze.

Piwnice Confuron-Cotetidot stanowią archetyp burgundzkiego winiarstwa. Ich właściciel, a zarazem enolog Yves Confuron, mógłby służyć w Sèvres za wzorzec Burgundczyka, gdyby ktoś taki wzorzec chciał tam umieścić. Beczki stłoczone są jedna na drugiej w dwóch, a czasami w trzech warstwach, opatrzone – pisanymi kredą – symbolami, w których wyznać potrafi się tylko ich właściciel.
Jak większość tutejszych winiarzy robi on wina z kilkunastu apelacji. Każda apelacjakontrolowana nazwa pochodzenia.. podzielona jest na kilka części – climats. Na to wszystko nakładają się roczniki – w Burgundii rzecz święta. Właściciel z kocią zręcznością nurkuje ze szklaną pipetą między beczkami i z lekką nonszalancją prezentuje kolejne wina. A nam oczy coraz bardziej wychodzą na wierzch, krew mocniej buzuje w żyłach, a w notesach pojawiają się kolejne ponad 90-punktowe oceny (spróbujcie kiedyś robić notatki, trzymając jednocześnie w rękach notatnik, długopis, aparat i kieliszek!).

Bez szpanu

Fot. P. GąsiorekOdwiedzając pierwszą w czasie naszej podróży po Burgundii winiarnię Domaine(fr.) posiadłość, majątek, gospodarstwo.. Anne Gros, zostaliśmy lekko skarceni, gdy po degustacji wina jego pozostałą w kieliszku resztkę wylaliśmy po prostu do spluwaczki. Elodie, młoda Francuzka prezentująca nam wina, pouczyła nas, że resztki wina winniśmy zlać z powrotem do beczki. Pal sześć higienę, nie wylewa się czegoś, co przecież można dobrze sprzedać.
W czasie wizyty u Confurona – pamiętając tamte doświadczenie – grzecznie staraliśmy się oddać kieliszek z resztką wina nurkującemu pod sufitem w trzecim rzędzie beczek właścicielowi, by zlał je do właściwego pojemnika. Z pewnym zaciekawieniem popatrzył na nas, chcąc zrozumieć, o co nam chodzi, po czym bezceremonialnie wylał wszystko na żwirowe klepisko, a kieliszki napełnił kolejnym winem. Zresztą w czasie całej tej wizyty nie używaliśmy spluwaczek, musiała je zastąpić żwirowa podłoga.
Domaine Confuron-Cotetidot należy do ścisłej winiarskiej czołówki Burgundii. Wina wymieniane są we wszystkich winiarskich przewodnikach, a eksperci nie szczędzą im punktów, gwiazdek czy medali. Piękne jest to, że pomimo tego wszystkiego Confuron-Cotetidot pozostał takim, jakim Burgundczycy i ich region byli zawsze. Bez szpanu, blichtru, milionów euro wpakowanych w eleganckie pałace, wystawne piwnice, dębowe meble i skórzane fotele. Pozostał gościem ze spracowanymi w winnicy rękami, w obszarpanych dżinsach, ale z wielkim sercem i winiarską wrażliwością.
Początek marca to świetny czas, by odwiedzać Burgundię. Po zimie winnice budzą się do życia. Pełno w nich krzątających się ludzi, pracowicie przycinających krzewy. Przez cały dzień nad winnicami unosi się niebieskawy dym pochodzący od palonych na miejscu starych winnych łóz. Wieczorami miesza się on ze wznoszącą się znad ziemi mgłą, tworząc magiczną scenerię przywołującą wspomnienia dawnych mnichów od wieków pracowicie uprawiających winne burgundzkie działki.

Spacerując po La Tâche

Madame Lalou Bize-Leroy niestety była w podróży. Na miejscu przyjął nas jej wieloletni asystent Frederic Roemer. Elegancka niewielka rezydencja w samym środku Vosne–Romanée kryje potężne piwnice i sale fermentacyjne. Po raz pierwszy widziałem w winiarskim obejściu system centralnego ogrzewania. W zimnym burgundzkim klimacie jest on często niezbędny, by wywołać fermentację jabłkowo-mlekową.
Fot. M. MallenMadame Bize-Leroy jest w Burgundii znaczącą osobistością, negocjantem mającym w swoich piwnicach dziesiątki tysięcy butelek najlepszych roczników od początku XX wieku. Ale chyba jeszcze ważniejsze jest to, że posiada połowę akcji Domaine de la Romanée-Conticzerwone wino francuskie AOC z Burgundii, produkowane wyłą.... Od 1974 do 1992 roku pełniła tu funkcję dyrektora marketingu i ma ogromny wkład w wykreowanie marki Romanée-Conti jako najdroższego wina świata.
Po wielu nieporozumieniach z Aubertem de Villaine opuściła słynną DRC, by rozwijać własne projekty winiarskie, przede wszystkim Domaine Leroy w Vosne-Romanéeczerwone wino francuskie AOC z Burgundii, produkowane wyłą... (...).
Ostatnia sala w piwnicy przystosowana jest do funkcji degustacyjnej. Wszystko odbywa się na służących za blaty starych beczkach. Oczywiście, jak zawsze w Burgundii, degustacja odbywa się w pozycji stojącej. Bize-Leroy, jak większość burgundzkich negocjantów, ma wina zarówno z własnych winnic, jak i z dokupowanych od innych producentów owoców. W Vosne–Romanée dysponuje świetnymi działkami w apelacjach Richebourg, Romanée-Saint-Vivant czy Chambertin, a jej wina znane są z wysokiej jakości i jeszcze wyższych cen.
Od Leroy do Domaine Méo-Camuzet najszybciej można się dostać prowadzącą wzdłuż winnic uliczką La Tâche. Na dźwięk tej nazwy winomanom zaczyna szybciej krążyć krew. Z apelacji o tej nazwie pochodzi jedno z najbardziej poszukiwanych win świata.

Prowincjonalna dziura

Zaraz za rogiem brama do niewielkiej winiarni należącej do starego burgundzkiego rodu Méo-Camuzet, co dokumentuje znajdująca się przy wjeździe kamienna tablica upamiętniająca dziadka obecnego właściciela, niegdyś burmistrza miasteczka. Tym razem degustujemy w magazynie wysyłkowym, gdzie ze sterty palet zaimprowizowano zgrabny stół degustacyjny. Wszystko po to, by pomieścić na nim około 30 próbek z różnych apelacji, klimatów i roczników. O ile w Leroy nasze oceny dość znacznie się różniły, o tyle tutaj byliśmy wyjątkowo zgodni. Punktacja nie spadała poniżej 88 punktów, a często przekraczała stratosferyczny pułap 95 punktów. Wina były po prostu świetne, nowocześnie robione, ale z zachowaniem równowagi i finezji, bez żadnej przesady, niemalże bezbłędne.
Winiarnia została założona na początku XX wieku przez Étienne Camuzet – od 1932 roku przez trzydzieści lat posła ziemi Côte d’Or do parlamentu francuskiego. To on skupił wszystkie działki, które obecnie są chlubą winiarni. Przez jakiś czas był nawet jedynym właścicielem Château Clos de Vougeot, zanim swoją własność przekazał w darze tworzącej się Konfraterii Clos de Vougeot.
Dla kogoś, kto nie interesuje się winem, wieś Vosne-Romanée jest nic nieznaczącym miejscem na mapie. Gdyby nie dobry, przydrożny hotel Richebourg, nie byłoby żadnego powodu, by zwracać nań uwagę. Cała wieś to kilka przecinających się ulic, niewielki plac z kościołem, do którego od czasów rewolucji francuskiej przychodzi coraz mniej ludzi. Słynni producenci wina są starannie poukrywani i robią wszystko, by nie było łatwo ich odnaleźć w zakamarkach ulic. Ot, typowa prowincjonalna dziura bez żadnej knajpy czy baru.
Ale dla ludzi wrażliwych na winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...), dla całej naszej winiarskiej braci, Vosne-Romanée jest miejscem, które odwiedzić trzeba koniecznie.

Więcej o Romanée-Conti na Winny przedmiot pożądania, a o Clos de Vougeot na Kawalerowie od wina i kolacji