Wieki nie mogą kłamać

Wywiad z Ricardo Pérezem Palaciosem

Podobno Álvaro Palacios, Twój wujek i wspólnik, daje Ci niezły wycisk?
Trochę, ale nie narzekam. On sam też przeszedł ciężką szkołę w Priorato i na dodatek był skonfliktowany z braćmi oraz ojcem.

Fot. W. GogolińskiAle wasz projekt w Bierzo kwitnie!

Teraz można już tak powiedzieć. Gdybyś to widział dziesięć lat temu, nie uwierzyłbyś, że coś z tego wyjdzie. Tylko nasz upór oraz doświadczenie i determinacja Álvara sprawiły, że w ogóle jeszcze tutaj istniejemy.
Nie myśl sobie, że przyjechaliśmy tu, wybraliśmy winnice, kupiliśmy winiarnię i zaczęliśmy robić fajne winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...). Zaczynaliśmy od zera, do dziś nie mamy własnej winiarni – dopiero zaczynamy ją budować. Kupowaliśmy możliwie najlepsze owoce od rolników i robiliśmy z nich wino w różnych wytwórniach, raz tu, raz tam.

Ale ten czas nie poszedł na marne.

O, nie! Uczyliśmy się regionu, tej ziemi, lokalnych odmian, a właściwie jednej – mencíi – bo tylko ta nas interesuje. Ten region dopiero staje się wielki – tak sądzimy. Nie mieliśmy tu żadnego doświadczenia ani wzorów do naśladowania. Ze wszystkim od początku eksperymentowaliśmy. Wiedzieliśmy jedynie, że to obszar o wielkim potencjale. Ale już zupełnie nic o tym, jakie siedliska będą najlepsze – północne czy południowe, jak ciąć winoroślVitis vinifera.., kiedy i jak ją przerzedzać, czy wino będzie bardziej mineralne, czy skoncentrowane i owocowe. W ogóle to była „jazda bez trzymanki”. Sam się dziwię, że porwaliśmy się na tak szalone przedsięwzięcie.

Skąd ta wiara w potencjał Bierzo? Przecież nawet dzisiaj mało kto wie, gdzie jest ono położone.

To „opętanie” Álvara takimi dziwnymi miejscami sprawiło, że w ogóle tutaj trafiliśmy. On uważa, że siedlisk trzeba szukać tam, gdzie wino uprawiano od tysięcy lat, a okolice Villafranca del Bierzo to właśnie taki obszar. Tutaj zaczynali już Rzymianie, potem był to ośrodek, gdzie przez wieki zatrzymywali się pątnicy w drodze do Santiago de Compostela – to ostatni większy przystanek przed celem pielgrzymów. Dla nich miejscowi robili wino. Mało tego – wyrabiali je właśnie z mencíi, a nie na przykład z tempranillo jak w całej Hiszpanii. Dlaczego? Widocznie musieli jakoś do tego dojść przez wieki doświadczeń.

Na co dzień wszystko jest jednak na Twojej głowie. Winograd, oranie mułami, produkcja, nawet biuro.
Niby tak. Álvaro musi poświęcać dużo czasu winnicom w Priorato i Riojahiszp. czer. DOCa z regionu Rioja, prod. z wszystkich czerw.... (...) – to oczywiste. Ale codziennie omawiamy wszystkie kwestie telefonicznie i hiszpański telecom nieźle nas kasuje. Álvaro wpada tu przynajmniej raz w miesiącu. Zresztą ciągle podsyłam mu próbki.

Nigdy nie zgadniesz, czego najbardziej Ci zazdroszczę w Villafranca del Bierzo.
Mów śmiało!

Zupy szczawiowej z ziemniakami, czyli caldo gallego. Zresztą do dziś kłócimy się w redakcji, czy głównym składnikiem faktycznie był szczaw, czy jakaś odmiana kapusty.
Ciepła zupa w Hiszpanii jest w ogóle rarytasem. Álvaro ma rację – to rzeczywiście magiczne miejsce!

 

O enoturystce w tym regionie można poczytać na Vilafranca del Bierzo Magiczne miejsce na szlaku