Wielcy z Bordeaux i Napa Valley

 

Wzajemne zderzanie się kultur bywa zawsze pouczające.

 

Zauważyłam, że o wiele więcej dowiaduję się o jakimś regionie wówczas, gdy próbuję spojrzeć nań oczami kogoś, kto przybył tu z innej części winiarskiego świata.

Dlatego właśnie fascynujące bywa dla mnie podglądanie, jak ludzie wina z Francji postrzegają swoich odpowiedników z innych stron, a jeszcze bardziej, co emisariusze bordoskich crus(fr.) zbiór, obszar uprawy, parcela, działka.Przeważnie n... classés mają do powiedzenia o swoich największych rywalach – producentach cabernetów z Napa Valley.

Bernard Portet pokonał wielki transatlantycki dystans dzielący Château Lafite od Kalifornii, by założyć Clos du Val na Silverado Trail we wczesnych latach 70. ubiegłego wieku i dziś należy już do establishmentu Napy. Od późnych lat 70. datuje się także bliska współpraca między Mouton-Rothschild i ich amerykańskimi partnerami z Opus Onewspólne przedsięwzięcie Robera Mondaviego („papieża”... (...). Podobny zresztą most zbudował Christian Moueix między prawobrzeżnym bordoskim Petrusem a zbudowaną w Napa Valley posiadłością wytwarzającą Dominusa. Z początkiem tego roku miałam okazję spotkać się w Kalifornii z dwoma wychodźcami z bordoskich crus classés i zachwycić się ich unikatowym spojrzeniem na najbardziej rozpieszczany region winiarski świata.

Ani Denis Malbecfrancuska odmiana czerwonych winogron uprawianych głównie ... (...) (dawniej pracujący w Château Latour, obecnie zaś zatrudniany w Kalifornii jako konsultant, ale też samodzielnie wytwarzający winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...)), ani Philippe Bascaules, który przyjechał do należącej do Francisa Forda Coppoli winiarni Inglenookjedna z najsłynniejszych kalifornijskich winiarni z Ruthe... (...) w 2011 wprost z Château Margaux, nie są entuzjastami przegrzanych cabernetów z Napy, ciekawiło mnie więc, jaką taktykę zdecydowali się obrać, by wytwarzać tu bardziej eleganckie wina.

Bascaules, do niedawna „numer dwa” w Margaux po Paulu Pontallierze, szybko spostrzegł o ile łatwiej wprowadzać zmiany w Napa Valley niż w Bordeaux. „Nawet Paulowi jest w Bordeaux trudno cokolwiek zmienić, bo nawyki zespołu i siła tradycji jest tam potężna. Tutaj ludzie są o wiele bardziej otwarci i gotowi do zmian. Potrzebuję takiej podniety i dobrze zdefiniowanego celu”.

Tak naprawdę rzutkość, jakiej Coppola oczekiwał od Philippe’a, nieco go przygniatała. „Musiałem tłumaczyć, że nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania. Potrzebowałem czasu na spokojną obserwację i wyciągnięcie z niej wniosków”.

Najwięcej pracy czekało go w winnicy. Pierwszą innowacją, jaką wprowadził, było zastąpienie półtonowych pojemników do zbioru winogron małymi koszami, dzięki którym udawało się uniknąć nadmiernego zgniatania gron przed dowiezieniem ich do winiarni.

Następnie przyjrzał się dokładnie słynnej i doskonale przygotowanej do pracy latynoskiej sile roboczej. Kiedy przyjechał do Kalifornii, meksykańscy zbieracze pracujący na 95 hektarach w Inglenook otrzymywali wynagrodzenie liczone od tony – jak zresztą większość pracowników w Napa. Zdumiało go, jak szybko potrafią zbierać winogrona; czegoś takiego nie widział nigdy w Bordeaux. Byli tak prędcy, że właściwie nie mieli szans ocenić jakości zbieranych kiści – szybko dostrzegł, że w ten sposób do winiarni dociera zbyt wiele liści i kiepskiej jakości gron. „W 2013 roku wprowadziłem stawkę godzinową. Zaczęli pracować nieprawdopodobnie wolno! Poprosiłem, by nieco przyspieszyli. W 2014 tempo było już właściwe, zatrudniliśmy więc kilka dodatkowych osób. Zbieracze dostali także dodatek za jakość winogron. Następnym krokiem będzie premia obliczana od całorocznej pracy w winnicy, wypłacana zaraz po zbiorach, bo większość z nich wraca wtedy na chwilę do Meksyku. Jestem przekonany, że stały zespół pracowników w winnicy to najlepsze rozwiązanie”.

Chciałam wiedzieć, czy Philippe zna pozostałych Francuzów pracujących w Dolinie, takich jak Denis Malbec, Claude Blankiet, zespół w Araujo, przejęty w 2013 roku przez właściciela Château Latour, albo Stéphane’a Derenoncourta. „Wybieram raczej towarzystwo Amerykanów – odparł zdecydowanie. – Z początku unikałem spotkań z tutejszymi winiarzami. Chciałem zachować nieuprzedzone spojrzenie. Teraz jednak przyszedł czas, by wymieniać się pomysłami na temat świeższych i lżejszych win. Chciałbym na przykład wprowadzić klarowanie wina, którego tutaj raczej się nie stosuje, aby zachować jak największą koncentrację”. Roczniki 2012 i 2013 będą więc klarowane białkiem kurzym, zaś zarówno przycinanie krzewów, jak i zbiór owoców będą miały miejsce o wiele wcześniej niż u sąsiadów. Wino będzie także fermentowało w wyższych tankach – co ma sprzyjać mniejszej koncentracji.

Także Denis Malbec odcina się od modnego w Napa Valley przetrzymywania gron na krzewach (hang time wines) twierdząc, że największe różnice między Kalifornią a Bordeaux leżą w składzie geologicznym gleb. Skorzystał z pouczeń, jakie dawał mu dziadek w Latour, by zminimalizować szkody wyrządzone winu przez deszczowy rok 2011. Sadząc po winach, nauki pobrane w Bordeaux spłacają się teraz z nawiązką.

Tłum. Michał Bardel
Więcej na JancisRobinson.com
Pełny tekst felietonu na www.czaswina.pl