Wielki sukces fatalnego rocznika

Dla Marzanny i Macieja Mickiewiczów winnica była początkowo tylko niecodziennym hobby, odskocznią od dnia codziennego, a praca i czas, który poświęcali na jej pielęgnowanie, dawały wiele radości i satysfakcji. I tak jest nadal, ale teraz to już inna bajka.

Oboje są urzędnikami. Po pracy wracają do domu, jedzą razem obiad i idą na drugi etat – do winnicy albo piwnicy. Wieczorem, siedząc przy kolacji, planują już, co trzeba zrobić jutro, a co za tydzień. W wolnych chwilach, oczywiście z lampką własnego wina w ręce, zastanawiają się, czy rozszerzyć działalność. Degustują swoje wina, doszukując się w nich tego wszystkiego, co znajdują krytycy winiarscy, sami jeszcze nie wyczuwają wszystkich aromatów i smaków. Ale cały czas, z wielkim oddaniem, czuwają nad procesem dojrzewania tworzonych przez siebie win. Dzięki temu są świeże, rześkie i aromatyczne, wybrzmiewają egzotycznymi owocami i białymi kwiatami.
Winnica Solaris położona jest na obrzeżach Opola Lubelskiego, na najwyższym miejscowym wzniesieniu, tuż pod lasem. Niełatwo jednak do niej trafić, z drogi jej nie widać, bo przesłaniają ją budynki. Mimo że to mała miejscowość, to zagadnięcie o nią przypadkowo spotkaną osobę na ulicy w niczym nie pomaga. – Jak enoturyści mają do was trafić, skoro nawet tablicy informacyjnej nigdzie nie postawiliście? – pytam Maćka. – Wystarczy poszukać w internecie – odpowiada bez chwili wahania, jakby zdziwiony moim pytaniem. Pewnie jednak, w trosce o marketingowy wizerunek, będzie musiał jeszcze to przemyśleć.

Wciągnęło ich na całego

Fot. Maciej MickiewiczWiniarska przygoda, dziś już chyba można powiedzieć – przygoda życia Mickiewiczów, zaczęła się siedem lat temu od okazjonalnej enoturystyki. – Moja siostra wyszła za mąż za Austriaka – wspomina Maciej. – Przy okazji rodzinnych wizyt, uatrakcyjniając nam pobyt, pokazywali nam okoliczne winnice i uczyli, jak smakować winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...). Byliśmy zauroczeni wszystkim: winnicami, piwniczkami, winem i całym klimatem, który temu towarzyszy. My też tak chcemy, zamarzyło nam się nieśmiało. Po powrocie do kraju od razu zaczęliśmy przeszukiwać strony internetowe i ku naszemu zdziwieniu szybko natrafiliśmy na dobry ślad, na informację o tym, że w Jaśle mieszka Roman Myśliwiec, pionier polskiego winiarstwa, któremu już się to udało. To od niego kupiliśmy pierwsze krzewy: leon millot, rondo i muscatjedna z najstarszych, najpopularniejszych i najbardziej rozp... odeski – relacjonuje winiarz.
Dwie pierwsze odmiany idealnie się sprawdziły na podlubelskiej ziemi, rosły świetnie. Z muscata z czasem zrezygnowali, bo się nie sprawdził. Rozbudzona winiarska pasja pchała ich dalej, postanowili, że posadzą winnicę z prawdziwego zdarzenia. Wykarczowali 15-arowy sad rosnący na południowo-zachodnim stoku i w miejsce antonówek posadzili winoroślVitis vinifera... Stopniowo winnica rozrastała się. Teraz ma 30 arów, 900 krzewów, głównie rondo, regent, leon millot, seyval blanc, sibera, bianca, palava i solaris. Z tym ostatnim szczepem wiążą największe nadzieje, nawet winnicę tak nazwali.
– To bardzo przyszłościowa odmiana, pochodzi od merzlinga, zari siewiera i muskata ottonela. Jest bardzo wczesna, często już pod koniec sierpnia osiąga dojrzałość przerobową. U nas najwcześniej dojrzewała, owoce były smaczne, a te pierwsze emocje, jakie temu towarzyszyły, były tak ekscytujące, że cieszyliśmy się jak dzieci. Nie mieliśmy wątpliwości, że Solaris to idealna nazwa dla naszej winnicy – podkreśla Mickiewicz.
Na razie nie myślą o powiększaniu nasadzeń. – Chyba przy tym zostaniemy, bo żeby myśleć o rozszerzeniu działalności, trzeba by mieć duże pieniądze na kolejne inwestycje – przyznaje.
Satysfakcja i przyjemność to dużo, ale fajnie jest, jeśli za tym idą też korzyści materialne. Jak to jest u Mickiewiczów? – Na razie trudno mówić o dochodach, bo dużo zainwestowaliśmy w założenie winnicy, remont i adaptację pomieszczenia winiarskiego oraz sprzęt. Ale wierzymy, że niedługo nam się to zwróci – wyznaje winiarz.

Brawo Mickiewicz!

Tego roku Mickiewicz chyba szybko nie zapomni, posypały się pochwały i wyróżnienia, a to dla winiarza porządny zastrzyk pozytywnej energii. W maju podczas święta wina w Janowcu przyznawano zgłoszonym do oceny winom tytuł Karty Małopolskiego Przełomu Wisły. Krótkie wyjaśnienie – Małopolski Przełom Wisły to jak na razie jedyny w kraju region, który podjął się próby powołania apelacji dla swojego wina. W 2008 roku członkowie Stowarzyszenia Winiarzy MPW zrzeszającego 30 lokalnych winnic uchwalili Kartę Winnic Małopolskiego Przełomu Wisły. Określa ona m.in. gęstość nasadzeń, ogranicza do niezbędnego minimum stosowanie herbicydów, pestycydów i systemowych środków ochrony roślin oraz nawozów sztucznych, zabrania dodawania enzymów, wiórów dębowych i aromatycznych drożdży, ogranicza też możliwość szaptalizacji wina.
Fot. Ewa WawroDokument ten ustanawia specjalny znaczek dla win z regionu oraz określa szczegółowe warunki, jakie muszą one spełnić, aby uzyskać takie oznaczenie na butelce. Pozostaje tylko pytanie, w jakim stopniu tamtejsi winiarze stosują się do tych wymogów, bo Karta Winnic nie gwarantuje, że winiarz się do nich stosuje.
Wróćmy jednak do niewątpliwego sukcesu Mickiewicza. Na 18 ocenianych podczas degustacji w ciemno win ten prestiżowy tytuł dostało tylko siedem z nich, z czego aż sześć wyszło spod jego ręki! Dostały go: Hibernaljedna z najstarszych nowych białych odmian mieszańcowych,... (...), Seyval Blanc, Sibera i Solaria, wszystkie z rocznika 2010, a także Cabernet Cortis 2010 i Regent 2010 z winiarni Dom Bliskowice, w której winifikację nadzoruje Mickiewicz.
– Tylko jedno z docenionych win nie jest moje – chwali się Maciej. Sukces Mickiewicza jest tym większy, że rocznik 2010 był bardzo trudny dla winiarzy, a jemu udało się wyjść obronną ręką. Nic dziwnego, że duma aż go roznosi. – Cała sztuka leży w winifikacji, w gorszym roku trzeba wszystkiego bardzo pilnować, szybko fermentować, szybko zlewać znad osadu, kilkakrotnie, wszystko musi być bardzo dokładnie przemyślane – podkreśla.
Wydawało się, że mróz, deszcze, choroby to wszystko, co w 2010 roku mogło doświadczyć winiarza. Tak „dobrze” jednak nie było. – Pewnego dnia jak zwykle po pracy poszedłem do winnicy i zobaczyłem, że obsiadło ją stado szpaków! Rzuciły się na hibernala, a nigdy wcześniej się nim specjalnie nie interesowały! Preferowały czerwone odmiany, dlatego hibernala nie okrywaliśmy. Czym prędzej pogoniliśmy ptaszyska i szybko przykryliśmy to, co jeszcze zostało – kończy opowieść winiarz.

Oby tak dalej

Mistrzem nie zostaje się od razu i raz na zawsze. Jeśli Mickiewicz zamierza nim pozostać, będzie musiał swojej pozycji konsekwentnie bronić. Obserwując dokonania Maćka i to jak do nich doszedł, wierzę, że mu się to uda. Wcześniej różnie bywało, jego wina były poprawne, ale specjalnie nie zachwycały. Dopiero teraz pokazał klasę. – Uczyłem się na błędach – przyznaje. – Zdarzało się, że wino nie nadawało się do picia, musiałem to przyjąć z pokorą i przemyśleć gruntownie, co zrobiłem nie tak.
Teraz najbardziej dumny jest z sibery z 10-procentowym dodatkiem jutrzenki. – W miazdze trzymałem je tylko przez noc, zimna fermentacja trwała 7 dni, szybko zlewałem znad osadu. Ma wyraźne nuty melonowe i cytrusowe, degustatorzy doszukują się jeszcze innych, ale ja nie potrafię – przyznaje szczerze.
– Niedawno gościłem enoturystów z Czech, członków Klubu Kahan (Klub Amatorskich Miłośników Napojów Alkoholowych z Ostrawy – dop. autora). Próbowali moich win, chwalili, pytali, gdzie kończyłem szkołę winiarską, a ja przecież jestem samoukiem – przyznaje z rozbrajającą szczerością, nieco speszony, ale wyraźnie dumny z siebie, bo wie, że ta opowiastka go nobilituje. – Moje wina nazwali „sawiniony” – dodaje z dumą.
Wina Mickiewiczów dostały dobre oceny także podczas Międzynarodowych Dni Wina w Jaśle w 2011 roku. Aż miło było popatrzeć, jak ludzie odwiedzający ich stoisko z podziwem kiwali głowami. Winnica Solaris swoich win na razie nie sprzedaje, ale bez problemu enoturyści mogą je degustować. Na raz mogą przyjąć 18 osób – tyle pomieści salka degustacja w ich gospodarstwie, ale na wizytę trzeba się umówić wcześniej.
Gospodarze nie odmawiają jednak nikomu, przyjmują nawet pojedynczych gości. Oprowadzając ich po winnicy, opowiadają o uprawie w położonej tuż obok winiarni i piwnicy, zdradzają tajniki produkcji, a na koniec częstują winem. Deskę serów i wędlin też mają zawsze w pogotowiu.