Wielkie osoby i osobliwości

Każdy region na świecie ma swoją historię, bardziej spokojną lub bardziej burzliwą. Tych pierwszych jest niewiele. Częściej mamy do czynienia z czynnikiem gwałtownym – wojnami, najazdami, plądrowaniem. Wszak lepsze wina często były postrzegane jako waluta.

Ale w Kalifornii tak się nie działo, bo wszystko zaczęło się dużo, dużo później, a w dodatku istniał już dolar i whiskey. Ale i tak było tam bardzo osobliwie.

T. JeffersonPółnocnoamerykańskie winiarstwo zaczyna się i kończy w Kalifornii. Dziś. Nie licząc wikingów, zaczęło się jednak prawdopodobnie na Wschodnim Wybrzeżu, tam gdzie wylądowali pierwsi poważni osadnicy. Jego fatalne początki zostały udokumentowane w Wirginii za sprawą nieudanych prób zakładania winogradów przez wielkiego znawcę win europejskich prezydenta Thomasa Jeffersona. Jak i wielu jego następców bez skutku borykał się z nieznaną wówczas filokserą i w końcu się poddał. Jeffersonowi i jemu podobnym – którzy znali się na winie i nie zadawalali whiskey i rumem – winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) z lokalnych gatunków nie dawało żadnej satysfakcji. Niemniej Jefferson był bez wątpienia jedną z najważniejszych osobistości w historii amerykańskiego winiarstwa. Dzięki niemu w piwnicach Białego Domu znalazły się najlepsze wina świata.
To ostatnie jest akurat niezwykle ważne, bowiem większość osadników  Stanach Zjednoczonych pochodziła z krajów hołdujących napojom wysokoprocentowym, jak Anglia, Szkocja czy Irlandia. Jednak wielu z nich było także niepijącymi purytanami. Nie licząc Kolumba, Włosi zjawili się tam sporo później, Francuzi zagościli dłużej tylko w zimnej Kanadzie, gdzie uprawa odmian europejskich im oczywiście nie szła.

Hrabia z pogranicza i ojciec
Podobną drogę uprawy na Wschodnim Wybrzeżu wybierali kolejni straceńcy, łącznie z wielkim ekscentrykiem Ágostonem Haraszthym, węgierskim hrabią urodzonym w Peszcie, którego rodzina pochodziła z okolic Użu – pogranicza węgiersko-słowacko-ukraińskiego. Kim był? Nie do końca wiadomo. Sam kwestionował nawet miejsce swego urodzenia. Jak większość węgierskich elit na co dzień mówił po niemiecku, choć świetnie znał węgierski, aż w końcu wyemigrował z rodziną za ocean. Był pierwszym szeryfem San Diego, a potem nadzorcą mennicy w San Francisco, niesłusznie oskarżanym o malwersacje, żonatym z Węgierką o polskich szlacheckich korzeniach, z którą miał sześcioro dzieci – dwie córki wyszły za synów pierwszego gubernatora amerykańskiej Kalifornii, który wcześniej zbrojnie bronił tej części Meksyku przed… Amerykanami.
A. HarasztyLiczba przedsięwzięć, jakie otwierał lub zamierzał otworzyć Haraszthy, była nieprawdopodobna. Osiadł z rodziną w Wisconsin, gdzie zbudował cegielnię, uprawiał zboża, hodował konie, miał statek, który pływał rzekami Wisconsin i Missisipi. Zaczął także uprawę winorośli, i to z wielkim rozmachem, budując nawet na wzór austriacko-węgierski piwnice w zboczach okolicznych wzgórz. Z winem mu jednak nie szło (filokseragatunek mszycy, niezwykle groźny szkodnik winorośli.Atak m..., chłodny klimat, ostre zimy), ale piwnice pozostały i należą dziś do cenionej winiarni Wollersheim Winery – są też bardzo ważnym punktem turystycznym w stanie.
Haraszthy, podobnie jak zabierał się do nowych przedsięwzięć, tak samo szybko się zrażał do niepowodzeń. Wkrótce wybrał się do Kalifornii, gdzie od razu zaangażował się w masę przedsięwzięć winiarskich, od tworzenia stowarzyszeń producenckich po zakładanie winnic w paskudnych klimatycznie okolicach San Francisco, które równie szybko musiał się zwijać.
Ale uczynił też dwie wielkie rzeczy dla kalifornijskiego winiarstwa – a może nawet trzy (ta trzecia to napisanie kilku książek o miejscowym winiarstwie). W 1861 roku udał się do Europy, czyli do Wiednia, i z tamtejszej Imperialnej Szkółki Winiarskiej przywiózł sto tysięcy sadzonek 350 europejskich odmian. Ponieważ rząd Kalifornii nie chciał go współfinansować, sam musiał je propagować i sprzedawać, co poważnie nadszarpnęło jego finanse. Czy wśród tych odmian był tribidrag albo crljenak kaštelanski, czyli zinfandelczerwona odmiana winogron uprawiana głównie w Stanach Zjed...? Do dziś trwają spory, czy ten szczep trafił za ocean już wcześniej, czy dopiero z Haraszthym? Ważne, że kalifornijskie winiarstwo mocno przyśpieszyło, a dziś hrabia przez większość naukowców jest uważany za jego ojca. Do tej pory znane było z nijakich win wyrabianych z odmiany mission, sprowadzonej jeszcze przez Meksykanów.
W 1857 hrabia założył najstarszą w USA, istniejącą do dziś w wielkiej chwale winiarnię Buena Vista w Sonomie. Wytwarzała ona także potężne ilości wina musującego i wydawało się, że wreszcie Haraszthy odniósł sukces, ale było inaczej. Gwałtowna nadprodukcja owoców (napływ Włochów!), a chwilę potem wybuch filokserygatunek mszycy, niezwykle groźny szkodnik winorośli.Atak m... tuż przed I wojną światową, wreszcie wojna i prohibicja. W 1863 hrabia musiał pozbyć się interesu, który kilkanaście razy zmieniał właścicieli, ale przetrwał i dziś jest perłą w koronie najbogatszego małżeństwa winiarskiego na świecie, Giny Gallonajwiększa rodzinna firma winiarska na świecie (druga to C... i Jean-Charlesa Boisseta, o czym wspominamy na sąsiednich stronach. Haraszthy nie doczekał nawet sukcesu swego syna Árpáda, który wraz ze wspólnikami stworzył jedno z najlepszych win musujących na świecie – słynne pod koniec XIX wieku Eclipse.

Nadchodzą Włosi
Zupełnie inną filozofię przyjęła przybyła z Italii rodzina Gallo. Amerykanów szczególnie fascynuje to, że w swojej dziedzinie bracia Ernest i Julio własnymi siłami doszli do absolutnej perfekcji, do której bardzo długo nikomu nie uda się nawet zbliżyć. Zaczęli w momencie zniesienia prohibicji w 1933 roku. Ich ojciec Joseph i wuj Michael w okresie zakazów sprzedawali winogrona tzw. domowym winiarzom. W 1933 roku w dramatycznych okolicznościach ich ojciec popełnił samobójstwo, wcześniej zabijając matkę. Mając niewiele ponad 20 lat i kapitał w wysokości 5,9 tysięcy dolarów, który dała im ciotka, zatrudnili kilku bezrobotnych specjalistów i wystartowali. Bardziej aktywnym z braci był zawsze Julio – to on wyznaczał kierunki rozwoju firmy i wynajdował nowe nisze, które można zapełnić. Spokojniejszy Ernesto przejął stery dopiero po śmierci brata w 1993 roku, sam zmarł w roku 2007. Ich trzeci brat, Joseph, doglądał winnic, ale potem stał się znanym ranczerem i serowarem. Wówczas to Ernest i Julio zmusili go sądownie do zaniechania używania nazwiska na jego produktach niewiniarskich.
R. MondaviFirma nigdy nie weszła na giełdę, co dumnie ogłasza w swoich dokumentach, przez co w jej interesy nikt się nigdy nie wtrącał. Co do milimetra wpasowała się w najprostsze gusta Amerykanów i odbiorców na całym świecie, otwarcie stawiając na ilość. Jest największą firmą winiarską na świecie – jedną na trzy butelkityp butelek o różnym kształcie, pojemności i kolorze, pr... win amerykańskich firmuje Gallo. Do niedawna nie robiła win, które miały brylować na salonach. A jednak jej zasługi są ogromne – E&J Gallo nauczyła Amerykanów pić wino w ogóle, do pizzy, do makaronów, do hamburgerów, do wszystkiego, od fast foodów po restauracje. Ciekawe jest to, iż od kilku lat firma wykupuje znane marki i odważnie wkracza w segment znacznie droższych win. Firma wytwarza dziś ok. 60 marek win (w tym E&J Gallo, Carlo Rossi oraz musujące Andrérzadka odmiana czerwonych winogron uprawianych tylko w Czech... (...)) i produkuje ponad miliard butelek wina rocznie.
Podobną drogę wybrała rodzina Mondavich, ale dojście do sukcesu trwało dłużej i nie obyło się bez procesów sądowych i długoletnich waśni. Rodzinną firmą kierował od początku przybyły z Marchii nestor rodu Cesare Mondavi, a potem jego dwaj synowie Robert i Peter. Gdy synowie studiowali, Cesare zajmował się produkcją winogron, które sprzedawał głównie na Wschodnim Wybrzeżu – odbiorcy masowo robili z nich wino domowe w czasach prohibicji. Kiedy się dorobili, w 1943 roku rodzina nabyła winiarnię Charles Krug, która już wtedy od dawna nie należała do potomków założyciela. Nota bene – Krug pochodził z Prus, nie miał doświadczenia winiarskiego, ale wina robił dobre. Niestety, biznesmenem był kiepskim, winiarstwa uczył się od… Ágostona Haraszthyego, z którym pracował w mennicy w San Francisco.
Po śmierci Cesare w 1959 roku doszło do konfliktu między braćmi i w 1966 roku Robert wraz z rodziną zostali ostatecznie zmuszeni do opuszczenia firmy, która stała już gigantem w masówce winiarskiej. Robert przeniósł się do Oakville i założył własną winiarnię ze znacznie wyższymi ambicjami. Spór ciągnął się jednak przez wiele lat na niwie sądowej i wygrał go całkowicie Robert, co zahamowało na długo rozwój obciążonego sądowymi długami Kruga, który pozostał w rękach Petera. Bracia pogodzili się się dopiero w roku 2005, a nawet zrobili wspólne wino pod znamienną nazwą Ancora Una Volta (wł. – „ jeszcze raz”).
Ale to Robert Mondavi uważany jest jednego z największych twórców potęgi nie tylko Napy i Kalifornii, ale i całego Nowego Światapopularne, zbiorcze określenie pozaeuropejskich państw win.... Był być może nie twórcą, ale wielkim promotorem win odmianowych i takiegoż ich etykietowania, czym przyczynił się w wielkim stopniu do postrzegania win nowoświatowych z tej perspektywy w ogóle. Zbudował rodzinną potęgę winiarską na bazie wspomnianej, jednej z najpiękniejszych winiarni na świecie w Oakville, choć posiadłości miał wiele, także w innych częściach świata.
Jego życie winiarskie to jedno pasmo wielkich sukcesów, u podstawy których leżało świetne wykształcenie, doskonały zmysł organizacyjny oraz jasna wizja tego, co chce robić. A były to wina z różnych segmentów, od tanich po jedne z najdroższych na świecie (Opus Onewspólne przedsięwzięcie Robera Mondaviego („papieża”... (...)). To pasmo sukcesów zostało zachwiane tuż przed jego śmiercią, po ostrym sporze z synami Timem i Michaelem. W roku 2004 Mondavi niespodziewanie sprzedał wszystkie swoje winiarnie koncernowi Constellation Brands, czym wprawił w osłupienie cały świat.

Wielcy wizjonerzy
Kiedy 15 września 1938 roku André Tchelistcheff (1901–1994) dotarł do Napy, był przerażony warunkami higienicznymi, jakie zastał w tutejszych winiarniach. Został, bo musiał – podpisał wcześniej kontrakt z Georgesem de Latour, założycielem słynnej winiarni Beaulieu Vineyards, że coś zrobi z jego winami, które ciągle mu się paskudziły. Został przy okazji największym winemakerem w historii USA i jednym z największych w historii współczesnego winiarstwa w ogóle.
Urodzony w Moskwie w rodzinie prawniczej Tchelistcheff musiał po rewolucji wraz z rodziną w te pędy zwijać się z Rosji. Osiedli w Brnie, gdzie André skończył wydział agronomiczny, a później przeniósł się do Paryża. Tam kontyuował nauki i tam znalazł go de Latour. Aż trzy lata zajęło Tchelistcheffowi uporządkowanie Beaulieu i zrobienie pierwszego prawdziwego caberneta w Napie, którym zachwycił się świat. Tym winem wytyczył pułap napańskiego caberneta chyba po wsze czasy. Wtedy właściciele innych winiarni rzucili się na niego i po jego porady. Mało jest w Kalifornii wytwórni, którym nie doradzał, wyprowadzając je na prostą. To on sprowadził do Kalifornii francuskie beczki, uporządkował winogrady. Wszyscy, którzy go spotkali, mówili, że był najlepszym współczesnym kiperem na świecie – już na etapie oceny organoleptycznej potrafił ponoć wyłapać wszystkie błędy przy wyrobie każdego wina. Był czynny aż do śmierci, doradzał też m.in. w Toskanii (Ornellaia), a nawet na Węgrzech (Tűzkő dla Antinorich). Każdy, kto kończył Uniwersytet w Davis (i nie tylko) marzył, by u niego praktykować – ci, którym to marzenie się ziściło, uważają go za swojego mentora.
W. WiniarskiNajwiększym z nich jest bez wątpienia Warren Winiarski, syn polskich emigrantów z Małopolski, który z dnia na dzień porzucił profesorską karierę uniwersytecką w Chicago i wyjechał do Kalifornii robić wino. W 1964 roku razem z żoną Barbarą osiadł w malutkim domku w Napa. Było im bardzo ciężko. Warren zatrudniał się w różnych winiarniach, ucząc się fachu. Pracował u najlepszych: Lee Stewarta z Souvrain Cellars, Roberta Mondaviego(1913–2008) amerykański winiarz z Kalifornii, jeden z g... i – nareszcie – z André Tchelistcheffem. Na swoje poszedł w roku 1972, kupił posiadłość na północy Napy, przy Silverado Trail, w dzisiejszej apelacji Stag’s Leap District, którą sam wymyślił. Jego cabernety były zawsze najbliższe ideałom tych od Tchelistcheffa, były tak potężne (i są!), że André był zachwycony swym uczniem.
Życie Winiarskiego i całej winiarskiej Ameryki odmieniło się w 1976 roku podaczs Degustacji Paryskiej. Winem, które w 1976 roku wstrząsnęło światem u podstaw był S.L.V. Cabernet Sauvignonfrancuska, klasyczna, najbardziej rozpowszechniona i popular... (...) 1973 od Warrena. Pokonał m.in. bordoskich gigantów Château Mouton- Rothschild 1970 i Château Haut-Brion 1970. Zwycięstwo Winiarskiego było dla Nowego Świata tym, czym dla Rosjan lądowanie Amerykanów na Księżycu. Przyniosło mu wielką sławę i międzynarodowe uznanie. Wywindowało też malutką, nieznaną rodzinną winiarnię do poziomu najsławniejszych i najbardziej prestiżowych wytwórni na świecie. W roku 1996 Warren podarował butelkę S.L.V. Cabernet Sauvignon 1973 The Smithsonian Institution, Narodowemu Muzeum Historii Amerykańskiej, gdzie jest stale wystawiana.
W 2007 roku Winiarski przeszedł na emeryturę i sprzedał Stag’s Leap Wine Cellars za sumę prawie 200 mln dolarów. Pozostawił jednak – podobnie jak André – wielu uczniów i naśladowców. Najważniejszym z nich – według mnie – jest Michael Silacci, dziś szef Opus One. „Warren to ostatni z największych ojców-założycieli w Napa. Twórca potęgi tej doliny. Kiedy aplikowałem do Stag’s Leap, Warren zgotował mi istne piekło na ziemi. Właściwie to dopiero teraz się śmieję. Wtedy wyłem i byłem przerażony!” – powiedział mi podczas spotkania w Opus One. „Nigdy tego nie zapomnę – Winiarski był wśród winiarzy w Napa chyba najlepszym degustatorem wszech czasów. No, może dorównywał mu jeszcze André Tchelistcheff” – dodał bez wahania.
To kilka z wielkich osobistości kalifornijskiego winiarstwa, które tworzyło rzeczy wielce osobliwe i przełomowe. Innych nie brakowało. Ale wystarczy tylko pomyśleć, że poważne miejscowe winiarstwo tak naprawdę zaczęło się ledwie w latach 70. ubiegłego wieku, a przecież dziś trudno sobie wyobrazić świat bez niego.