Wielkie sprzeczności

Wybierając się do Kalifornii, wiedziałem, że tam wszystko wygląda nie do końca tak, jak pokazują to w filmach czy amerykańskich czasopismach. Nie spodziewałem się jednak, że będzie to kraj aż takich sprzeczności i paradoksów.

Fot. Claudia Huldi /pixelio.deLos Angeles, które jawi się nam jako kraina z bajki filmowej, walczy codziennie z upiornym smogiem spowodowanym przez miliony jeżdżących tu samochodów. Hollywoodzkie Aleja Sław czy Teatr Chiński piękne wydają się tylko podczas oglądanej w telewizji oscarowej gali. Na Bulwarze Zachodzącego Słońca obok słynnych klubów, w których goszczą największe gwiazdy, a wstęp kosztuje tysiąc dolarów – stoją obskurne spelunki, do których nie wszedłbym, nawet gdyby mi mieli ten tysiąc dopłacić. W wielogwiazdkowych hotelach, których pokoje są większe niż przeciętne polskie mieszkanie, stoją ekspresy do kawy, a do jej wypicia… papierowe kubeczki.

Podobnie winiarsko i kulinarnie. W słynnym na całym świecie miasteczku Napa odwiedzić można (za wcześniejszą rezerwacją) jedne z najsłynniejszych restauracji w tej części Stanów Zjednoczonych. Równocześnie między tymi świątyniami haute cuisine jest mnóstwo miejsc, w których podaje się paskudne chińskie lub meksykańskie dania z mrożonek. Nie mówiąc już o winach – tu można się sparzyć najbardziej. Wśród milionów butelek powstającego tu każdego dnia wina tylko niewielka część nadaje się do picia. Najlepszych i najciekawszych trzeba i oczywiście warto poszukać.

Nie zdziwmy się, gdy w winiarni podczas degustacji dostaniemy wyśmienite winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) w kieliszkach z najlepszego kryształowego szkła, ale… bez nóżki. Tak, bez nóżki – bo takie jest wygodniej wkładać do zmywarki. A po co komu nóżka, skoro wino i tak smakuje wyśmienicie. Taka właśnie jest Kalifornia.