Wina króla Dawida, albo co i jak pijano w czasach biblijnych

fot. shutterstock / Vinicius Moreira da Silva
fot. shutterstock / Vinicius Moreira da Silva

Choć wszechobecne w mozaikach i freskach wszystkich starożytnych ludów, nie od razu stało się napojem codziennym. Początkowo winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) było przywilejem wyłącznie wyższych klas społecznych – zwykli ludzie pijali je od święta, zazwyczaj późną jesienią, kiedy cieszono się młodymi winami z nowego rocznika.

Dopiero z początkiem pierwszego tysiąc­lecia przed Chrystusem wino zaczyna być traktowane jako napój zarówno dla bogaczy, jak i dla plebsu. Nawet w biedniejszych domach częstuje się nim gości czy zabiera ze sobą w podróż. Staje się też obowiązkowym elementem wyposażenia żołnierskiego. W starożytnym Rzymie nawet niewolnicy – jeśli wierzyć wskazówkom Katona Starszego – otrzymywali stosowną miarę dzienną rozcieńczanego wodą, choć i tak dość słabego, bo wytwarzanego z wytłoków, wina.

Szprycer na co dzień

Zwyczaj mieszania wina z wodą właściwy jest zarówno Grekom, jak i Rzymianom czy mieszkańcom starożytnej Palestyny. Dlaczego nie pijano czystego wina? Dlaczego, przynajmniej w Grecji, uchodziło to za zwyczaj barbarzyński?

Powodów mogło być kilka. Najpierw społeczne. Wina starożytne bywały – jak dziś podejrzewamy – mocniejsze niż dzisiejsze, często wytwarzano je bowiem z winogron podsuszanych. Były dzięki temu bardziej stabilne bakteryjnie, ale też łatwiej było się nimi upić, a w kulturach antycznych towarzyszyły człowiekowi właściwie od samego rana. Drugi powód był zdrowotny: picie czystej wody bywało w czasach starożytnych ruletką ze względu na dość powszechne zanieczyszczenie studni i źródeł – dodatek alkoholu zapobiegał przynajmniej części możliwych obstrukcji żołądkowych, na jakie narażeni byli obywatele antycznych miast i wsi.

Męska sprawa

W całym niemal antycznym świecie wino pijali mężczyźni – kobiety miały doń dostęp mocno utrudniony. Grecki sympozjon, czyli uczona pijatyka, podczas której toczono polityczne i filozoficzne dysputy racząc się hektolitrami wina, z zasady wyłączała je z udziału, chyba że w roli tancerek i fletnistek. Podobne zwyczaje panowały podczas rzymskich commisationes oraz żydowskich wieczerzy, choć te ostatnie dopuszczały w ograniczonym stopniu (bierny) udział kobiet, miały bowiem charakter zdecydowanie bardziej rodzinny. Także i tutaj podejmowano z honorami głównego gościa, wznoszono podniosłe toasty, służba przed kolacją myła gościom dłonie i stopy. Mniej tu jednak miejsca było na grecko-rzymską frywolność, albowiem podczas żydowskich uczt rozprawiano przede wszystkim na tematy religijne, a spory toczyły się niemal wyłącznie wokół Tory.

rzymska mozaika | fot. Pixeljoy / shutterstock
rzymska mozaika | fot. Pixeljoy / shutterstock

Tymczasem prawo rzymskie, przynajmniej we wczesnej republice, surowo karało kobiety za picie wina. W praktyce postępek taki utożsamiano wręcz z cudzołóstwem (zakładając tu nieuchronny związek przyczynowy), a w niektórych relacjach historycznych wyczytać możemy, że kobiety winne popijaniu mogły zostać ukarane śmiercią. Starożytny zwyczaj całowania się na powitanie miał wziąć się właśnie z dawnego rzymskiego obyczaju, dzięki któremu gość mógł dyskretnie sprawdzić, czy gospodyni nie zasłużyła przypadkiem na karę główną.

Talmud był pod tym względem o wiele bardziej wyrozumiały, choć dość jednoznacznie stawiał sprawę. Możemy w nim przeczytać, że kobietę bardziej niż wino ucieszy… nowy ciuszek. Byli wszakże pośród mędrców Talmudu i tacy, którzy uważali, że w pewnych momentach życiowych – na przykład po urodzeniu dziecka (!) – winno się kobiecie pozwolić na odrobinę tego napoju.

Wina z Ziemi Obiecanej. Spróbuj najsłynniejszych win z Izraela.

Jednak, co za dużo…

Starożytny sympozjon, traktowany jako wydarzenie należące do kultury wysokiej, nigdy zaś jako zwykła balanga, podnosił nietrzeźwość do rangi metafizycznej (Platon uczył, że do pełnej nietrzeźwości trzeba dorosnąć, przysługuje ona mężczyznom po czterdziestce), czerpiąc skądinąd ważne inspiracje z tradycji misteriów dionizyjskich. Także żydzi mieli (i mają) swoje święto sankcjonujące rodzaj uroczystego i chwalebnego pijaństwa. Podczas purymu każdy pobożny żyd ma obowiązek – i jest to obowiązek par excellence religijny (micwa) porządnie się upić.

Zdawano sobie oczywiście sprawę ze szkodliwości nadmiernej konsumpcji wina. Rzymscy senatorowie nie raz skarżyli się publicznie na permanentną nietrzeźwość urzędników państwowych i co jakiś czas głosowali odpowiednie ustawy mające na celu ograniczenie zbytku stolicznych uczt. Także i w kulturze żydowskiej rozumiano potrzebę zachowania umiaru. Midrasz powiada, że cztery kubki wina wypitego podczas uczty sederowej może wywołać u niektórych ból głowy od Paschy do Szawuot, czyli Pięćdziesiątnicy, a u innych sam zapach wina może wywołać nieprzyjemne zawroty głowy. W Talmudzie znajdziemy testy na trzeźwość – kto wypił włoskie wino (szczególnie mocne), musi je „rozchodzić” pokonując trzy mile na piechotę.

Jak to smakowało?

Shivi Drori | fot. archiwum S. Drori
Shivi Drori | fot. archiwum M. Bardel
Jedną z największych i najbardziej intrygujących zagadek starożytnej historii winiarstwa pozostaje pytanie o smak ówczesnego wina. Wciąż niewiele na ten temat wiemy. Istnieją, co prawda, zaawansowane próby dotarcia do antycznych odmian winorośli – od wielu lat na Ariel University doktor Shivi Drori*, były komandos i zarazem doskonały enolog, przewodzi grupie zapaleńców, którym udało się już – dzięki testom DNA i długim miesiącom terenowych poszukiwań – odnaleźć kilkanaście odmian winorośli tożsamych z tymi, których ślady odnaleziono w amforach z czasów króla Dawida. Udało się im także (podobne próby podjęto m.in. na Sycylii) wyprodukować z nich wina – tylko czy my na pewno wiemy, jak tysiące lat temu wino wytwarzano?

Możemy się jedynie domyślać, których technik – dziś powszechnych – wówczas nie stosowano i na tej podstawie zgadywać, jaki charakter miały wina tysiące lat temu. Możemy podejrzewać, że były cięższe, mocniejsze i słodsze od współczesnych – alkohol i cukier pozwalały im bowiem przetrwać w świecie nieznającym chłodu piwnic na wino. Podejrzewamy również, że były z zasady mocno utlenioneokreślenie wina, które zbyt długo przebywało w kontakcie... (...) – białe wina raczej nie miały barwy słomkowej, ale bursztynowopomarańczową: raz za sprawą oksydacji, dwa: ponieważ wątpliwe jest, by podczas fermentacji oddzielano skórki od moszczu.

Z pewnością wina były aromatyzowane i to niemal z zasady. Zioła (mastyks, mięta, płatki róży), sól, miód oraz żywica pozwalały podreperować nieco smak, a dzięki własnościom antyseptycznym przedłużały znacznie żywotność wina. Jeśliby dziś szukać jakichś dalekich analogii, które choć trochę zbliżyłyby nas do smaków i zapachów starożytnego wina, należałoby pewnie pomyśleć o greckiej retsinie (wyrazisty zapach i smak żywicy sosnowej), wermucie i maderze. Z osobna wszystkie trzy rekomendacje brzmią nawet zachęcająco. Szkopuł w tym, że by zbliżyć się choć trochę do Dawidowych win sprzed 3000 lat powinniśmy wszystkie te gatunki wyobrazić sobie… łącznie.

*Wywiad z dr. Drorim publikowaliśmy w magazynie „Czas Wina” nr 77 (10/11 2015).