Winnice pośród kanałów

Kiedy Anglicy na zlecenie rządu argentyńskiego budowali kolej patagońską, jedna ze stacji wzdłuż drogi żelaznej powstała niedaleko osady General Roca. Podobnie jak inne – służyła jako miejsce odbioru owoców od producentów.

Tu konkretnie dokonywano załadunku jabłek i gruszek z dużej posiadłości ziemskiej należącej do señora Humberto Canale, przedsiębiorcy pochodzącego z Włoch.

– Wszyscy się z tego śmieją – wspomina Guillermo Barzi, gdy zwracam mu uwagę, na zbieżność nazwiska dziadka z wykonywaną przez niego pracą, budową nawadniających suchą ziemię kanałów. Guillermo od prawie 30 lat stoi na czele rodzinnego przedsięwzięcia, które ponad sto lat temu zakładał jego stryjeczny dziadek.

Rieslingbiała odmiana winogron uważana za jedną z najlepszych i n... na pergolach

Fot. W. GogolińskiRodzina Canale przybyła do Argentyny z włoskiej Genui pod koniec XVIII wieku. Przywieźli z rodzinnych Włoch tradycję wypieku chleba i ciastek, szybko więc zainstalowali w centrum Buenos Aires małą piekarnię. Z tej małej, narożnej manufaktury po latach wyrosła wielka firma produkująca ciastka i krakersy, dziś obecne w każdej restauracji w Buenos Aires. Kilka lat temu rodzina zdecydowała się sprzedać to piekarnicze imperium, gdy amerykański kolos Kraft Foods zdecydował się wybulić zań majątek.
Humberto Canale był jednym z wielu dzieci José Canale i Blanki Vaccaro. Po zakończonych studiach inżynieryjnych dostał pracę przy nawadnianiu Patagonii. W okolicy Neuquén trwały wielkie prace hydrologiczne mające przekształcić suchą dolinę w zieloną oazę. Widząc to, Humberto postanowił dołączyć do grupy plantatorów i zainwestować pieniądze w ponad 300 hektarów ziemi w Alto Valle de Río Negro, czyli w górnej części doliny rzeki Negro. To dla niego Anglicy zbudowali przy torach oddzielną sortownię, do której zwoził tony jabłek.
– Widzisz – tłumaczy Guillermo – ludzie lubią, jeśli jabłka są czerwone, a o to bardzo trudno w Argentynie. By skórka się zaczerwieniła, potrzebne są zimne noce, a w pozostałej części Argentyny zdarzają się one rzadko. Tutaj na południu, w Patagonii noce są bardzo chłodne, dzięki czemu jabłka się czerwienią.
Oprócz sadów jabłoni i grusz Humberto ma też winnice. Obsadził winogradem ponad 150 hektarów ziemi. Obok nich do dziś przetrwała niewielka 2-hektarowa parcela zasadzona w tamtych czasach. Prowadzona jest na pergolach, zupełnie inaczej niż nakazuje dzisiejsza sztuka winogrodnicza. Historyczna winnica to w większości krzewy rieslinga. Guillermo Barzi zastanawia się, czy nie wypuścić wkrótce na rynek 100-procentowego rieslinga z tych starych krzewów. Byłoby to emblematyczne winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) tej najstarszej w Patagonii winiarni.

Winnice końca świata

Fot. Archiwum Humberto CanaleChłodne patagońskie noce są tym, czym zainteresował się współczesny winiarski świat zmęczony mocnymi, nadmiernie skoncentrowanymi i zbyt tanicznymi winami. Ciągle trwają poszukiwania chłodniejszych miejsc, które mogą dać bardziej wyrafinowane i złożone wina.
– U nas w Patagonii wina mają dość czasu, by ich taniny stały się dojrzałeokreślenie degustacyjne stwierdzające, że wino osiągneł... (...) – snuje swą opowieść Guillermo. – Winogrona zawsze najpierw osiągają dojrzałość biologiczną, ale taniny dojrzewają jakiś tydzień później. Jeśli jest zbyt ciepło, to owoce przejrzeją, a wino zamiast szczycić się elegancją, przypominać będzie lekko przegotowany kompot. Tak zdarza się często u naszych kolegów z północy, dlatego Patagonia ostatnio stała się tak modna – dodaje z zadowoleniem.
Rzeczywiście, dolina Río Negro wydaje się idealna do uprawy winogron. Dni są tu gorące, noce zaś rześko chłodne, okres wegetacyjny dużo dłuższy niż w Mendozie, co pozwala winogronom spokojnie dojrzeć.
A teraz, gdy winiarski świat powoli odwraca się od potężnych, muskularnych win, los ponownie uśmiecha się do winiarzy z końca świata. Bo stąd dalej na południe jest już tylko pustynia i przylądek Horn.