Wino w cieniu katedr

To nic, że Ty chciałbyś wykorzystać te kilka dni urlopu na obcowanie ze sztuką, a Ona raczej wolałaby odkryć kilku nowych producentów i skosztować ich win. Są takie miejsca, w których z łatwością pogodzicie obie pasje.

Jeśli czasu macie niewiele, wybierzcie się szlakiem romańskich katedr cesarzy, który – nie przypadkiem – wiedzie wskroś najważniejszych regionów winiarskich Niemiec.

Z Krakowa do Moguncji jedzie się niewiarygodnie szybko i wygodnie. Nieco ponad 900 kilometrów pokonać można – nie zjeżdżając ani na kilometr z autostrady – w niespełna dziewięć godzin. Moguncja zaś stanowi doskonały punkt wypadowy dla naszej wyprawy. I to nie tylko dlatego, że usytuowana jest w sercu niemieckiego zagłębia winiarskiego, na granicy czterech regionów winiarskich: Nadrenii, Rheingauregion winiarski w południowo-zachodnich Niemczech, leżąc..., Hesji Reńskiej i Nahe – zaledwie 100 kilometrów od doliny Mozeli oraz 50 kilometrów od Palatynatu. Jej ważnym atutem jest niebywałe wprost nasycenie starego miasta urokliwymi winiarniami. Wszystkie tętnią życiem. Wypełnione są do ostatniego miejsca, a skosztować w nich można radosnych mozelskich rieslingów po 1,5–2 euro za kieliszek. Pamiętać trzeba, że niemiecki kieliszek to 200 ml!

W najbliższym otoczeniu mogunckiej katedry (IX–XIII wiek) warto polecić gwarną i stylową Augustinerkeller, nieco spokojniejszy szachulcowy Weinhaus zum Spiegel z przyzwoitym dornfelderem i smacznym winnym serem z cebulką, Weinstube Hottum – klimatem przypominającą piwiarnię u Fleków w Pradze, oraz Heiliggeist – urządzone we wnętrzach gotyckiego lazaretu.

A otaczać katedrę moguncką nie tylko warto, ale i trzeba, i to wielokrotnie. Obudowano ją bowiem starannie kilkupiętrowymi kamienicami i pawilonami. Nie sposób docenić jej zewnętrznego uroku inaczej, jak właśnie obchodząc dookoła, najlepiej szlakiem mogunckich winiarni. Jedynie wschodni chór św. Stefana – może ze względu na swoją wypukłość – umknął uwadze niemieckich urbanistów i można go podziwiać z bliska, z Liebfrauenplatz, spod samego wejścia do muzeum Gutenberga – kolejnej ważnej atrakcji w stolicy Nadrenii. Sam chór zresztą, widziany od wewnątrz, zapiera dech w piersiach surową monumentalnością, pogańską wręcz prostotą i ciężkością.

Wormacki smok i mleko Najświętszej Panienki

Jeśli mamy do dyspozycji cały kolejny dzień, warto z samego rana wyskoczyć na autostradę i znaleźć się w niespełna godzinę pod drugą z cesarskich perełek – katedrą św. Piotra w Wormacji (niem. Worms). Jest to – piszę to ze świadomością głębi własnej ignorancji – najcudowniejsza świątynia w całym chrześcijańskim świecie.

Podobnie jak w Moguncji, rozpięta jest między dwoma masywnymi chórami umocnionymi czterema wieżami, które sprawiają wrażenie wyciągniętych w niebo – pardon – teleskopów, gotycką kaplicą i portalem przylepionymi do głównej nawy i prawdziwie rzymską, niczym wyciętą z antycznej bazyliki fasadą nawy bocznej. Całość sprawia wrażenie gigantycznego smoka ułożonego do snu w sercu miasta, które stało się areną zmagań z XII-wiecznej Pieśni Nibelungów.

Wszystko to nie przeszkodziło – rzecz jasna – urbanistom niemieckim w zabudowaniu zachodniego chóru do tego stopnia, że balkony pawilonów mieszkalnych z lat 70. niemal dotykają murów kościoła.

Opuszczamy Wormację, zaglądając jeszcze na chwilę do dzielnicy żydowskiej, gdzie znajduje się najstarszy żydowski cmentarz w Europie – Heiliger Sand. W jej północnej części natrafiamy na niezbyt wysokie wzgórze otoczone pasem winnic, na szczycie którego wyrasta rozwlekły późnogotycki kościół. Ta dla koneserów sztuki niezbyt ciekawa świątynia stanowi wyjątkową atrakcję dla koneserów wina. Jest to bowiem Liebfrauenkirche – kościół Najświętszej Marii Panny, od którego pochodzi nazwa słodkawych win, co prawda dziś już niesłychanie miernych, ale mających swoje ważne miejsce w historii europejskiej kultury winnej. Bo iluż Polaków po raz pierwszy sięgnęło po winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) tylko dzięki błękitnej butelce i cenie 11 złotych? Czy nam się to podoba, czy nie – wina z serii LiebfrauenmilchLiebfraumilch (Liebfrauenmilch) to typ niemieckiego wina ja... (z niem. – Mleko Najświętszej Marii Panny) nauczyły nas, podobnie jak wcześniej Amerykanów, których rynek zalały w latach 70. ubiegłego wieku, że na letnie upały białe słodkawe wino jest najlepsze.

Kwadratowa Spira i najstarsze wino świata

Wormację od Spiry (niem. Speyer) dzieli tylko 40 kilometrów. Stajemy zatem przed trzecią ze słynnych katedr niemieckich cesarzy – zbudowanym w XI wieku największym romańskim kościołem świata. Urbaniści niemieccy wykazali w Spirze daleko idącą powściągliwość i oto wreszcie mamy do czynienia z katedrą wolnostojącą. Więcej! Otoczoną pięknym parkiem, który pozwala podziwiać ją w całej okazałości. Choć brak w niej zmysłowych, zwierzęcych krągłości poprzednich świątyń i pewnie bliżej jej do kanciastych normańskich katedr w Anglii, podziw budzi jej ogrom i uporządkowanie. A także i to, że prócz wież w XII wieku nic tu niemal nie dobudowano, nic nie zmieniono.

W dodatku wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Zaraz po przeciwległej stronie placu, jakieś sto metrów od przepięknie zdobionego portalu katedry, znajduje się wejście do Muzeum Historycznego Palatynatu (niem. Pfalz), a w nim trafimy do osobnego skrzydła z miłym i przytulnym muzeum winiarstwa. Obok kunsztownych baryłek i beczek, starych pras do wina i mnóstwa historycznych zdjęć znaleźć tu można rzadkość nad rzadkościami – najstarszą w świecie butelkę wina pozostawioną w okolicy przez roztargnionego Rzymianina około roku 325. W jej wnętrzu zachowało się nieco galaretowatej masy wymownie zadającej kłam twierdzeniom, że wino im starsze, tym lepsze – przynajmniej jeśli ktoś przykłada wagę do wyglądu.

Rhodt pod Rietburgiem i Niemiecki Szlak Wina

Porą zimową, poprzez ogołocone z liści drzewa w parku otaczającym spirską katedrę, dostrzec można kolejną rzecz niezwykłą – Boeinga 747 stojącego sobie jak gdyby nic… na dachu pobliskiego Muzeum Techniki. Z tego między innymi powodu warto okolice te odwiedzać raczej w cieplejszym sezonie: zielony mur drzew skutecznie ochroni nas przed pokusą myszkowania we wnętrzach pasażerskich samolotów i autentycznego U-boota U9.

O ileż piękniej bowiem możemy spędzić czas, udając się w stronę Landau, i następnie włączyć się – mniej więcej w połowie – w Niemiecki Szlak Wina ciągnący się od Schweigen-Rechtenbach przy francuskiej granicy na północy aż po Bockenheim. Przez kolejne kilkadziesiąt kilometrów będziemy jechali wśród winnic ciągnących się po horyzont. Jeśli nie mamy całego dnia do dyspozycji, zatrzymajmy się przynajmniej w uroczej wiosce winiarskiej Rhodt unter Rietburg. Krótki spacer wąskimi uliczkami sprawi na nas wrażenie – w dużej mierze zgodne z rzeczywistością – że mieszkają tu wyłącznie winogrodnicy.

Każdy metr kwadratowy obejścia jest tu spożytkowany w słusznym celu, za domem, przed domem, na podwórku, choćby po pięć nasadzeń kernera czy müller-thurgau. W miejscowej weinstube pochłaniamy regionalną wątrobiankę, popijając ją suchym i wzniośle cierpkim regentem. Przed nami ulotka z kalendarzem winno-kulturalno-religijnych imprez rozpisanych do końca 2010 roku! Nie ma jednego wolnego dnia bez eventu, w którym wino pełni co najmniej drugoplanową rolę – samych festiwali winnych w Rhodt pod Rietburgiem naliczyliśmy grubo ponad dziesięć!

Zamki nad Renem i Niemiecka Szpica

Trzeciego, ostatniego już dnia podróży szlakiem wina i katedr, wyruszamy na poszukiwanie mozelskich rieslingów. Trasa wiedzie przez najpiękniejsze rejony zachodnich Niemiec.

Do Koblencji docieramy doliną Renu. Kręta droga wije się wzdłuż samej rzeki i stanowi niespodziewaną przeszkodę dla kierowcy pokonującego kolejne kilometry ze wzrokiem utkwionym w malowniczych zamkach rozsianych po okolicznych wzgórzach. Ich bliskość i liczba tworzą wrażenie, jakby stanowiły jedną społeczność, współistniały po sąsiedzku, pozwalając niemal zaglądać sobie nawzajem w okna. No i te winnice Rheingau! – potężne, wysokie, wspinające się tarasowo na wzgórza wokół Rüdesheim am Rhein.

Krótki przystanek uczyńmy w Koblencji (niem. Koblenz) – to tu w XI wieku trewirscy biskupi zbijali fortuny na handlu winem. Tu zaczyna się (a w zasadzie kończy, wpadając do Renu) Mozela. Skrzyżowanie obu rzek to słynna niemiecka szpica (Deutsches Eck), trójkątna promenada w cieniu ponurego i brudnego pomnika cesarza Wilhelma, na który natychmiast należy się wdrapać. Jest to bowiem jedyna możliwość, by go nie oglądać, a za to spoglądać wyłącznie na wzniosły coitus najpiękniejszych niemieckich rzek.

Opactwo nad wulkanem i Królowa Wina z Piesportu

Bazylika św. Kastora nie robi już tak piorunującego wrażenia jak katedry cesarskie. W cieszącej się ogromną popularnością kawiarence zjadamy pospieszne śniadanie z obowiązkowym sektem w smukłym kieliszku na polepszenie krążenia.

Tak zaopatrzeni ruszamy na północny zachód, gdzie od 1220 roku czeka na nas benedyktyńskie opactwo Maria Laach. Położone nad jeziorem wypełniającym krater wygasłego wulkanu, samotne, piaskowo-czarne, wyrastające okrągłymi wieżami ponad linię drzew… ma w sobie coś z drzemiącego w trawie lwa. Fontannę z lwami spotykamy zresztą w przepięknym arkadowym dziedzińcu, przylepionym do kościoła i osobliwie jakoś mauretańskim.

Tyleż samo czasu (sporo) spędzamy we wnętrzu kościoła, gdzie zaskakuje nas nieco groteskowa mozaika Pantokratora, ile w pobliskim… sklepie z dewocjonaliami. Otóż przepiękne to są dewocjonalia! Że wspomnę tylko wysmukłe brązowe flaszeczki z efektem benedyktyńskiej pracy mnichów (firmowy rieslingbiała odmiana winogron uważana za jedną z najlepszych i n... i blauburgunder). Ale także piękne przecież albumy z wyblakłymi fotografiami ich poprzedników sprzed wieku.

Kręte drogi wzdłuż Mozeli pokonujemy znów ze wzrokiem zawieszonym na najbardziej stromych ponoć winnicach Europy. Późnym wieczorem docieramy do celu – małej miejscowości Wintrich, położonej mniej więcej w dwóch trzecich drogi do Trewiru.

Weingut(niem.) winnica, gospodarstwo winiarskie.Termin odnosi się ... (...) Geierslay ma numer 1 i rzeczywiście wita nas już na rogatkach miasteczka. W przytulnej sali degustacyjnej podziwiamy liczbę rieslingów w ofercie winiarza. Powoli dociera do nas, że jesteśmy oto w miejscu magicznym, w którym rieslinga wysysa się z mlekiem matki i skutkiem tego każdy szanujący się mieszkaniec okolicznych wiosek będzie od winiarza oczekiwał tego wina w jedynym i niepowtarzalnym stylu. Subtelności umykające naszej uwadze zapewne stanowią tu zasadniczy temat dyskusji w mroźne i długie zimowe wieczory.

I oto w połowie naszej konwersacji, mniej więcej gdy z różu powoli przelewaliśmy się w czerwień półwytrawnych portugieserów magia nadmozelskiej winiarni zaczęła działać. Przywitała się z nami w ojczystym języku znienacka objawiona młodziutka brunetka o rzucającej się w oczy urodzie. Wymieniliśmy kilka uwag, z których wynikało, że nasza rodaczka mieszka na stałe w pobliskim Piesport.

Jakież było nasze zdumienie (podobne zapewne temu, którego doświadczył Anchizes, dowiedziawszy się pewnego ranka, że spędził noc z samą Afrodytą), gdy w kupionym następnego dnia przewodniku po rejonie Mozeli ujrzeliśmy zdjęcie znajomej twarzy z koroną na głowie i podpisem: Strahlend schön: die Piesporter Weinkönigin („Promieniste piękno: Królowa Wina z Piesportu”). Dopełniła się magia mozelskiej krainy – wracaliśmy do kraju tak uradowani, że z zupełnie niejasnych powodów, oprócz skromnych próbek dla celów handlowo-badawczych, nie zabraliśmy ze sobą na własny użytek ani jednej butelkityp butelek o różnym kształcie, pojemności i kolorze, pr... urzekających win (a żadne nie kosztowałoby nas więcej niż 3 euro!).

Cóż, każda baśń ma widać swoje miejsce i swój czas.

Adresy:

Augustinerkeller Mainz
Augustinerstrasse 26
55116 Mainz
tel. +49 6131 22 26 62
www.augustinerkeller-mainz.de

Heiliggeist
Mailandsgasse 11
55116 Mainz
tel. +49 6131 22 57 57
www.heiliggeist-mainz.de

Weingut Geierslay
Moselweinstrasse 1
54487 Wintrich – Mosel
tel. +49 65 34 1 82 11
www.weingut-geierslay.de