Wołają mnie Nikt

Rozmowa z Peryklesem Drakosem, szefem eksportu koncernu Tsantali

WOJCIECH GOGOLIŃSKI: Cóż, trzeba zacząć chyba od kryzysu, nie da się inaczej. Będziecie mieli nowy rząd…
PERYKLES DRAKOS: Ano, nie da się. Ale nic ciekawego raczej ci nie powiem, widzisz, jak wygląda kraj. Nowy rząd nic tu nie zmieni, ludzie muszą się zmienić, cały system.

Bardzo to poturbowało Waszą firmę?
Właściwie nie, choć każdy pracownik powie ci, że bardzo ucierpiał. Połowa naszych win trafia na eksport i nie są to najdroższe wyroby na obu półkulach. W kraju ludzie są przywiązani do naszych marek, nie odczuwamy jakichś drastycznych zawirowań. Może tylko eksport rośnie wolniej, niż byśmy chcieli.

Przez te kilka dni wiele razy podkreślałeś słowo „marka”. To określenie trochę ze sfery alkoholi mocnych. Pod jedną marką można zrobić wiele win?
O to chodzi! To był genialny pomysł Evangelosa Tsantalisa, założyciela firmy – budowanie marek win. Nie odmian, apelacji, regionów, lecz marek. Widzisz – jedna z największych greckich firm wymyśliła nazwę Moschofilero dla swojego wina. Odniosła gigantyczny, ale chwilowy sukces. Dziś każdy może to produkować, bo moschofilero to nazwa odmiany – nie mogli więc jej zarejestrować. Klient widzi na półce tańsze moschofilero, więc sięga po nie – cóż, kryzys.
Evangelos postanowił tworzyć nazwy w różnych regionach, a po jego śmierci – my wszyscy kontynuujemy tę tradycję.

Fot. TsantaliRapsani to jednak apelacja…
Apelacjakontrolowana nazwa pochodzenia.., ale nasza! (śmiech) Rzeczywiście – odkryliśmy ten starożytny, niewielki kawałek ziemi i zaczęliśmy tam robić winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) w klasycznym tamtejszym stylu. Rapsani to apelacja, ale każdy musi skojarzyć ją natychmiast z firmą Tsantali. Jest to więc nasza kolejna marka.

Evangelos Tsantalis miał też wyjątkowe podejście do kwestii firmowych winnic.
To był kolejny jego przebój. Czasem myślę, że po prostu był wizjonerem. Od początku skupowaliśmy owoce, jak wszyscy. Ale oprócz tego on chciał mieć też własne. Dlatego dziś jesteśmy największą winnicą w Grecji. Kiedy inne duże firmy mają w tej chwili problemy ze skupem owoców, bo część rolników pozbywa się winogradów za dopłaty z Unii, my mamy ich pod dostatkiem.

Znam z setkę opinii o retsinie i właściwie dalej nie mogę sobie wyrobić zdania na temat tego wina. To Wasza przeszłość, czy przyszłość? Narzekacie na nią, ale ciągle ją produkujecie i eksportujecie. Nie chcecie jej, a jednocześnie jesteście z niej dumni. To jakieś fiksum-dyrdum!
Robimy ją, bo świat tego od nas żąda, bez przerwy się jej domaga. Wydawało się, że kiedy poziom naszego winiarstwa wzrośnie, retsinabiałe (rzadziej różowe) wino greckie o antycznych korzen... (...) sama zniknie, odejdzie w niebyt historii, będziemy o niej uczyć dzieci w szkole. Ale tak się nie stało po części przez nas samych, bo wielu, nawet młodych, jest z niej dumnych, chce ją pić, jak to czynili ich ojcowie.
Z drugiej – każde dziecko kojarzy nasz kraj z retsiną. I chce jej spróbować. Nie dlatego, że akurat mu smakuje, ale dlatego, że Grecy ją piją, więc jeśli idą do greckiej restauracji, to już od progu wołają o retsinę. Bo innych naszych win zupełnie nie znają, nie pamiętają żadnej nazwy.
Więc jeśli coś się sprzedaje, to logiczne jest, że znajdą się wytwórnie, które to produkują. My też. Nie możemy przecież obrazić się na rynek. Jesteśmy końcu firmą usługową… W restauracji włoskiej nie pytasz o tequilę, a w chińskiej o grappę.

Powiedziałeś, że ludzie piją retsinę w restauracjach, czyli do różnych potraw. Do czego najlepiej ją podać?

Do bardzo różnych dań, np. do ryby z rusztu lub w oliwie z ziołami. To klasyczne połączenie.

Faktycznie – bez sensu pytam o połączenia. To, co jesz w towarzystwie retsiny, nie ma większego znaczenia…
Wiesz – u nas ludzie często piją do ryby po prostu ouzo.

Do ouzo można zjeść wycieraczki samochodowe! I tak nic się nie poczuje!
Przesadzasz. Pomyśl – każdy kraj ma swoje tradycje, zwyczaje. Nikt nikogo nie zmusza, jeśli ludzie chcą owoce morza zapijać ouzo czy retsiną – to tak robią. Tak się przyzwyczaili, tak pili ich rodzice i to im sprawia po prostu przyjemność. Co z tego, że inni się dziwią. Grecy się dziwią, że Japończycy jedzą surowe ryby, a Polacy surowe mięso.

Dobra. Powiedz mi o Maronii (Μαρώνεια) – to Wasz największy hit ostatnich lat.

Ha! I to jaki! Tego nam było trzeba, wino sprzedaje się jak ciepłe bułeczki, na pniu. To także idea Evangelosa, choć wymyślona już bez niego, w ostatnich latach. Poszliśmy śladem jego idei, idei tworzenia marki, nowego brandu – jak to się dziś mówi fachowo.

Fot. TsantaliGrecka Tracja to zapomniany obszar na pograniczu Bułgarii i Turcji. Nikt tam w zasadzie nie inwestuje, nie prowadzi tam nawet autostrada z Sołunia. Jesteście liderami, moglibyście na tak dziewiczym obszarze starać się o stworzenie apelacji – maronia…
Ty masz jakąś paskudną obsesję na punkcie tych apelacji. Po co mielibyśmy to robić i sami sobie narzucać prawne normy. Maronia to projekt rozwojowy, ciągle eksperymentujemy, sadzimy nowe odmiany, w tym międzynarodowe, kupażujemy. Przy apelacji już nie moglibyśmy tego robić swobodnie, bo powstałyby ścisłe normy.
Chcemy, by konsumenci kojarzyli nas – jak zwykle – z marką. Bo co, jeśli za chwilę pojawi się ktoś inny, sprytny i zacznie też robić dobrą maronię? Nasze inwestycje w promowanie wina Kanenas (Κανένας) trafiłby szlag!  

Skąd ta dziwna nazwa – Kanenas? Nawet ludzie o wykształceniu klasycznym nie skojarzyliby chyba od razu tego terminu z klasycznej greki.
W Grecji jest dość znany, na winach eksportowych wyjaśniamy tę nazwę na kontretykiecie. Przyznam, że robi to potężne wrażenie, bo o Odyseuszu i Homerze słyszał każdy. Ale nie o to chodzi – spora część sukcesu tego wina wiąże się z genialnym pomysłem. Wiedzieliśmy, że miejsce (starożytna Maroneia) jest związane z kultem Dionizosa i peregrynacjami Odyseusza. Ale na świecie są tysiące tanich win odnoszących się do greckiego boga, odbywają się setki imprez. Mieliśmy już ustalone zasady produkcji, kupażowania, były butelkityp butelek o różnym kształcie, pojemności i kolorze, pr..., zaplanowana kampania reklamowa, a ciągle nie mieliśmy nazwy wina!!! Istny koszmar, ludzie w firmie chodzili ze zwieszonymi na kwintę nosami. I wtedy do biura wpadł dyrektor sprzedaży i krzyknął od progu: „Kanenas! Cholera, dlaczego nie Kanenas???”. I to chwyciło od razu.

We wszystkich knajpach, które odwiedziłem, przynajmniej na połowie stołów stało to wino – łatwo poznać, bo butelki są nietypowe, niczym do porto. To dziwne opakowanie dla stosunkowo młodego wina.

To bardzo dobre wino, ma oryginalną butelkę (nie od porto – na uwadze mieliśmy stare amfory), umiarkowaną cenę. Jest nowe i się podoba.

Podobny numer jak z Kanenasem wycięliście na Athosie?
O Athosie opowiem ci na miejscu, to trzeba zobaczyć, każdego słowa szkoda…


Tsantali (Τσάνταλη)
właściwie Evangelos S.A.

Największy grecki koncern winiarski z główną siedzibą i wielką winiarnią w Agios Pavlos (Święty Paweł) w Halkidiki (Południowa Macedonia), około 30 kilometrów od Salonik. Następna co do wielkości produkcji firma winiarska jest ponad dwukrotnie mniejsza.
Firmę założył w 1890 roku Evangelos Tsantalis, pochodzący z wywodzącej się z Tracji rodziny o winiarskich korzeniach. Do dziś wytwórnia jest w rękach familii.
Posiada pięć własnych winiarni w różnych częściach Grecji, ale oferta winiarska obejmuje produkty z wielu innych części kraju. Jest także największym właścicielem winnic w Grecji – łącznie prawie tysiąc hektarów. Dodatkowo skupuje owoce od niezliczonej liczby małych, kontraktowych winogrodników. Aby im pomóc utrzymać jakość, Tsantali dysponuje armią wyszkolonych agronomów, którzy im doradzają.
Firma produkuje rocznie około 11 milionów litrów wina. Jej obrót zamyka się w kwocie 36 milionów euro. Produkty eksportuje do 50 krajów, wśród których największymi odbiorcami są Niemcy, Kanada i Holandia. Słynie również z wyrobu ouzo (oύζο) – tradycyjnej greckiej anyżówki (i jest jego największym wytwórcą) oraz tsipouro (τσίπουρο) – greckiej wersji grappy.

 

Spotkanie Odyseusza z Cyklopem

To mówił, a jam pełną podał mu ochotnie,
I tak trzykroć nalaną pił głupiec trzykrotnie.
Lecz gdy mocniej ów napój jął mu łeb zawracać,
Zacząłem pochlebnymi słowy z lekka macać:
– Chcesz wiedzieć? Więc ci powiem, jakie miano noszę;
N i k t (gr. kanenas) – to moje nazwisko; Niktem woła matka,
Woła rodzony ojciec i woła czeladka.  

Homer, Odyseja, ks. IX, przekł. Lucjan Siemieński, PIW, seria Bibliotheca Mundi, 1990