Wymowna nonszalancja

 

Z przyczyn oczywistych dość często słyszę pytanie o dodatkowe profity związane z moją pracą. Wiele osób postronnych mogłoby pomyśleć, że najprzyjemniejszym z nich jest stały dopływ butelek wprost pod moje drzwi.

 

Choć – jak zapewne większość recenzentów książek – również i my, piszący o winie, potrafimy być okropnie rozpuszczeni, jeśli chodzi o darmowe próbki przysyłane do nas w nadziei na przychylną recenzję.

Inną niewątpliwą korzyścią wynikającą z bycia recenzentem win jest pretekst do podróżowania w najbardziej urokliwe zakątki świata. Ja jednak myślę, że aspektem mojej pracy, który najbardziej sobie cenię, jest możliwość odwiedzania najbardziej podziwianych i oddanych swej pracy producentów wina tej planety.
Czasami wydaje mi się, że za sprawą jakiegoś niezwykłego zrządzenia losu mam dostęp do ludzi i miejsc, do których dojścia nie można kupić za pieniądze. Kocham te wizyty również dlatego, że dzięki nim mam okazję spróbować jednych z najlepszych win świata. Kolejnym ogromnym atutem jest to, że producenci tych ambrozji są zazwyczaj niezwykle wyjątkowymi i fascynującymi postaciami.

Prawdopodobnie najbardziej intrygującym producentem wina, jakiego odwiedziłam, jest Jean-François Coche z Domaine(fr.) posiadłość, majątek, gospodarstwo.. Coche-Dury w Meursault. Za jego grand cru(fr.) zbiór, obszar uprawy, parcela, działka.Przeważnie n... Corton-Charlemagne płaci się i kilka tysięcy funtów za butelkę. Jego premier cru Meursault Perrières osiągnął czterocyfrową cenę w funtach za butelkę. Za to sam producent jest cudownie obojętny na sprawy tego świata. Doprawdy niewiele obchodzi go to, co nie dotyczy jego drogocennych win i beczek.

Dla niektórych producentów win międzynarodowe uwielbienie jest jedną z największych atrakcji ich pracy. Jeżdżą po całym świecie, śledzą sukcesy swoich win i pławią się w bijącym od nich blasku sławy. W odróżnieniu od nich Jean-François Coche robi wrażenie osoby o horyzontach niekoniecznie wykraczających poza teren jego winnicy. Pozwala na wizyty nadzwyczaj niechętnie. Spotkania umawiane są z zasady w godzinach, gdy jest już zbyt ciemno, by pracować w winnicy.

Przy okazji moich przedostatnich odwiedzin pozostawiono mnie bez żadnych wyjaśnień samą na dziedzińcu, podczas gdy winiarz odjechał swoim małym 2 CV załatwić jakąś pilną sprawę związaną z winem czy winoroślą. Z kolei moje ostatnie odwiedziny zbiegły się w czasie z wizytą jego londyńskiego importera i kilku klientów z Prowansji. Pan Coche oznajmił nam chłodno, że w przyszłości powinniśmy starać się nie przyjeżdżać do niego w listopadzie, bo teraz jest zbyt dużo pracy. Po czym podał każdemu z próbujących niewielkie naczynie, jakby spłaszczony kieliszek do brandy, nalał po próbce i podał czerwone wiaderko do spluwania.
Żadnych zdjęć. Żadnych teatralnych mów o cechach rocznika, jak to ma miejsce w większości posiadłości. Żadnego plucia, chyba że do przenośnej spluwaczki mozolnie dźwiganej od piwnicy do piwnicy (koniecznie muszę zaproponować, że kupię mu nową). I żadnego kwestionowania porządku degustacji. Gospodarz posępnie, i tylko jeden raz, wypowiada nazwę każdego nowego wina. Kontrast między jego sztywnym schematem i nabożną czcią, z jaką każdy wytrawnyokreślenie wina, w którym, teoretycznie, cały cukier na d... miłośnik wina traktuje choćby kroplę jego Perrières, nie mógłby być większy.

Winiarz rozluźnia się dopiero pod koniec degustacji, gdy już spróbowano wszystkich jego czerwonych win (o wiele lżejszych niż jego wina białe). Wtedy, o ile naprawdę dobrze się zachowywałeś, podejdzie do niewielkiej kolekcji otwartych butelek znajdującej się w kącie piwnicy i wybierze jedną, dwie, a nawet, jak miało to miejsce podczas mojej ostatniej wizyty, cztery. Trafne zidentyfikowanie wina może zapewnić powtórną wizytę. Na co też mam nadzieję. Przyjazd tutaj ma naprawdę posmakposmak jest ostatnim wrażeniem, jakie pozostawia w ustach k... (...) odwiedzin miejsca świętego i to nie tylko ze względu na wyjątkowo klasztorne obejście Jeana-François.

Tłumaczenie: Magdalena Mirecka-Liana