Wysłałeś paczkę z winem – twoja wina

legalne czy nie, wylewanie wina to zbrodnia i tyle | fot. Horus2017 / shutterstock
legalne czy nie, wylewanie wina to zbrodnia i tyle | fot. Horus2017 / shutterstock

Świat winiarski zbulwersowały doniesienia z USA o niszczeniu przez firmy kurierskie przesyłek z winem lub wyjmowaniu z nich butelek i ich… wtórnej sprzedaży. Jednak najdziwniejsze jest to, iż wszystko odbywa się legalnie.

Tak stanowią amerykańskie przepisy. To pokłosie faktu – z czego być może nie zdajemy sobie sprawy – iż Stany Zjednoczone to de facto związek niezależnych państw, gdzie tylko najważniejsze sprawy są regulowane przez ustawy federalne. Jeszcze w latach 30., a nawet 50. ubiegłego wieku istniały listy produktów, których nie wolno było wwozić do poszczególnych stanów, a inne były clone na granicach. Wiele takich przepisów – czasami archaicznych (jak zakaz wwożenia słodyczy typu „Kinder niespodzianka”) – obowiązuje do dziś. Ale zupełnie niearchaiczne są te dotyczące alkoholu.

Niektóre stany godzą się na sprzedaż internetową, inne absolutnie nie. Tutaj sprawa rozbija się o rzecz zasadniczą – niemożność ustalenia wieku odbiorcy. Nie może tego zrobić poczta, bo nie ma uprawnień policyjnych, więc listonoszowi nie wolno wylegitymować odbiorcy pod kątem wieku, a jedynie adresu. Zaś zamawiający telefonicznie lub przez internet może wszak podać numer ubezpieczenia lub jakiegoś innego dokumentu dowolnej osoby, na przykład swoich rodziców.

W USA wiek dopuszczający konsumpcję to 21 lat i to prawo jest bezwzględnie przestrzegane, a w dodatku konsekwencje (i to największe) ponosi dostawca alkoholu „nieletniemu” 20-latkowi. To po prostu przestępstwo.

Sprawa, która zbulwersowała media, dotyczy Nowego Jorku. Otóż z tego miasta (a dokładnie jego aglomeracji) nie wolno w żaden sposób legalnie wysyłać wina. Popularny i bardzo aktywny nowojorski serwis wysyłkowy – Wine Express – uprzedza lojalnie, iż jego oferta dotyczy tylko miasta i okolic. Mało tego – czego klienci zapewne nie doczytali – firma kurierska, która znajdzie butelki w przesyłce (a często są one prześwietlane), ma obowiązek je zniszczyć. Może też je wyjąć i odsprzedać, co się zdarza. Nie musi nawet informować o tym fakcie nadawcy. I to niezależnie od ceny butelki, więc jeśli wyślemy flaszkę o wartości tysiąca dolarów, to możemy być po prostu „krótsi” o ową sumę, a i niedoszły odbiorca nie będzie nam specjalnie wdzięczny.

źródła własne, „Decanter”, wine-searcher.com