Wysokie loty Kangurów

Prawie dwieście trzydzieści lat temu kapitan Cook zatknął brytyjską flagę na wybrzeżu Australii.

Potwierdził tym samym przyłączenie wyspy do Zjednoczonego Królestwa. Wtedy w londyńskich salonach odkorkowywano wina – francuskie wina. Anglicy zawsze je lubili. Owszem, ze względów politycznych zdarzało się im przestawiać na Portugalię czy Hiszpanię (w ten sposób przyczyniając się do rozwoju porto i sherry), niemniej Francja była zawsze ulubionym źródłem win angielskich lordów. Tak było aż do roku 2002.

„Ten years on the top” (czyli „Dziesięć lat na szczycie”) nazwano w tym roku doroczny londyński przegląd win australijskich, gdyż od dziesięciu lat to Australia nieprzerwanie dzierży palmę pierwszego dostawcy win do Zjednoczonego Królestwa. W eleganckich salach wystawowych galerii Saatchi & Saatchi na Sloane Square zgromadzili się wszyscy najważniejsi winiarze antypodów. Osiem godzin degustacji to zdecydowanie za mało, by spróbować chociażby połowy przedstawionych win, ale wystarczająco dużo, by wyrobić sobie opinię o tym, co współcześnie dzieje się w australijskim winiarstwie. A dzieje się wiele ciekawych rzeczy.

Szczęśliwie już ponad dwadzieścia lat temu Australijczycy porzucili produkcję win wzmacnianych – na wzór porto czy sherry – i włączyli się we współczesny trend win wytrawnych. Na międzynarodowe rynki wdarli się przebojem, produkując bardzo owocowe, a przy tym potężnie zbudowane wina przez wielu trochę lekceważąco zwanych blockbusters.

Europejscy winiarze, a w szczególności francuscy, zawsze zarzucali im (podobnie zresztą jak wszystkim winom z Nowego Światapopularne, zbiorcze określenie pozaeuropejskich państw win...) niewystarczające ukierunkowanie na terroir – że wina nie odwzorowują siedliska, w którym powstają, że wszystkie są podobne do siebie, nie noszą unikatowych cech regionu i terenów, na których powstają. Czy tak było? Może i tak, ale to już przeszłość.

Problemem australijskich winiarzy był zawsze gorący klimat i brak wody. Jest on odpowiedzialny za wysoką zawartość alkoholu i tanin, potężną budowę oraz efekt „przegrzania”, kiedy w winie czujemy raczej przegotowany kompot niż świeżą owocowość. Australijczycy ruszyli więc na poszukiwanie chłodniejszych terenów. Obok Barossy znaleziono dolinę Edenu położoną znacznie wyżej i dającą świetne siedlisko dla win białych. Niedaleko Canberry zaczęto sadzić winnice w regionie Orange, gdzie czerwone wina mają czysty i wyrazisty owoc.

Bardziej ambitni pojechali na Tasmanię. Tam świetnie udają się północnoeuropejskie odmiany: pinot noirjedna z najbardziej rozpowszechnionych i najstarszych czerwo... (...), chardonnayfrancuska odmian białych winogron, jedna z najbardziej rozp... (...), pinot gris czy riesling. Do pracy zaangażowano geologów. Ci przed nasadami dokładnie studiowali charakter gleby i na podstawie tych danych podejmowano decyzję o wyborze szczepów.

Australia jest krajem o największym zużyciu gazów szlachetnych przy produkcji wina. Wykorzystuje się je na różnych etapach produkcji: zarówno podczas zbiorów, transportu, jak i przy winifikacji. Wszystko po to, by chronić winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) przed niepożądanym utlenieniem. Zmienia się również struktura przemysłu winiarskiego Australii. Obok tradycyjnych gigantów, produkujących tysiące hektolitrów wina, jak grzyby po deszczu powstają małe, ambitne, rodzinne winiarnie. Wśród nich również także te o swojsko brzmiących polskich nazwiskach. Młode pokolenie Australijczyków wchodzi na wielką scenę.

Kangury latają wysoko.