Z wizytą w Kraju Przylądkowym

Nie spóźnić się na umówioną wizytę w południowoafrykańskiej winiarni nie jest łatwo. Ale wyjść o ustalonej przez dziennikarski grafik porze – to już zupełna niemożliwość. Gościnność tutejszych właścicieli i winiarzy przekracza granice przyzwoitości.

Trudno odmówić kolejnej etykiecie, nie sposób nie sprawdzić najnowszego rocznika prosto z beczek, nie ma rady, gdy lunch niespodziewanie rozciąga się na kolację, a pożegnaniom nie ma końca.

Libby’s Pride

Fot. Michał BardelLinton Park to posiadłość z wielką historią. W 1699 roku Willem A. van der Stel, gubernator Przylądka Dobrej Nadziei, przekazał tę farmę jednemu z francuskich hugenotów Louisowi Fourie. W przepięknych wnętrzach odrestaurowanego w XIX wieku dworku można z bliska przyjrzeć się oryginałom dokumentów potwierdzających, że już w XVIII wieku w posiadłości produkowano winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...). Obecny brytyjski właściciel odkupił majątek dopiero w 1994 roku, ale na betonowych tankach można znaleźć inskrypcje świadczące o tym, że były w użytku od 1922 roku. Tanki, poddane renowacji, do dziś służą do fermentacji i dojrzewania win na równi ze stalowymi.
Hennie Huskisson pracuje tu jako główny winemaker(ang.) twórca, kreator wina.Termin szeroko określający os... (...) od 2001 roku. Wcześniej terminował m.in. w Château Margaux i w miejscowych sławach: Fairview oraz Nederburgpołudniowoafrykańska firma winiarska, producent wina z okr... (...). Wprowadził w winiarni zwyczaj degustowania beczkowych, wciąż dojrzewających próbek „w ciemno”. Nie – jak robi się to zwykle – przy konkretnej beczce, z pełną świadomością, że to czy tamto wino pochodzi z lepszej/gorszej parceli. Ten surowy system oceny pozwala na szybką modyfikację technik produkcji i natychmiastowe naprawianie błędów.
W Linton Park, choć to niemała wytwórnia (64 ha pod uprawą) zbiorów dokonuje się wyłącznie ręcznie zarówno dla wielkich win, jak i tych z podstawowej linii, jaką jest Liby’s Pride. Liby to przesympatyczna, korpuletna, wiecznie uśmiechnięta współwłaścicielka Linton Park, a dokładnie współudziałowiec spółki w ramach rządowych programów Black Economic Empowerment.
Wspólnie degustujemy linię win noszącą jej imię. – That is my favorite! – powtarza przy każdym niemal kolejnym winie. Zaczynam rozumieć dlaczego  seria bezbeczkowych, uderzających miłą owocowością win nosi taką, a nie inną nazwę: „Duma Liby”.

Phambili

Fot. Michał BardelInkquebela Phambili Empowerment Trust to związek założony w 2004 roku przez 18 ciemnoskórych wieloletnich pracowników Wellington Wines – jednej z największych spółdzielni w nowo powstałym podokręgu Wellington. Związek ma 24 proc. udziałów w całym przedsiębiorstwie i zajmuje się przede wszystkim logistyką, dystrybucją oraz promocją swojej etykiety z biegnącym kurczakiem (w języku khosa phambili oznacza „naprzód”), doglądając także samej produkcji. Etykieta ma zresztą ciekawą historię: pierwotna jej wersja, opracowana przez afrykańską artystkę Sumi Gous, przedstawiała mężczyznę goniącego za kurą, ale szwedzcy importerzy – w trosce o zbyt ich zdaniem drastyczny wydźwięk obrazka – poprosili, by usunięto goniącego. Został kurczak biegnący w bliżej nieokreślonym celu, z bliżej nieokreślonego powodu, w każdym razie – zgodnie z mottem – do przodu.
Już w przyszłym roku, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, wina z serii Phambili zaczną przynosić zysk, a otrzymane w ten sposób pieniądze zostaną zainwestowane w polepszenie warunków mieszkaniowych czarnych i kolorowych pracowników winiarni oraz pomogą w stworzeniu szans na lepszą edukację dla ich dzieci. Na tym ostatnim szczególnie zależy Nondumiso Pikashe, która – zanim podjęła pracę w Wellington Wines – była nauczycielką. Wraz z Elvisem Sobhuwą, który dogląda fermentacji w sekcji win czerwonych, współtworzą zarząd związku. Ich wspólne marzenie to udowodnić, że czarnoskórzy współwłaściciele potrafią równie skutecznie zarządzać sprzedażą i produkcją, jak ich biali koledzy. Praktyka mówi jednak, że potrzeba na to sporo czasu.    

Kumkani

Fot. Thandi WinesKumkani to także „ciemnoskóry” brand większej spółdzielni, a właściwie trzech połączonych w całość winiarni: Thandi (pierwsze wina certyfikowane jako Fair Trade na świecie!), 50 Chapters oraz Stellenboschmiasto w południowo-zachodniej części Kraju Przylądkoweg... (...) Winery. Ale brand niemal całkowicie samodzielny: produkcją wina zarządza tu ujmująca ciemnoskóra winemakerka Allison S. Adams-Witbooi. Wcześniej pracowała w Stellenbosch Winery: dziś nie tylko tworzy linię Kumkani słynącą ze świetnych sauvignon blancjedna z najbardziej rozpowszechnionych na świecie białych ... (...) oraz pinotage’a – ma także 50 procent udziałów w całej kompanii.
Allison potrafi robić znakomite wina i dobre interesy. Właśnie urządza piękną salę do degustacji wina, obok której powstanie mniejsza – bar do degustacji ginu (to jej druga, zaraz po winie, pasja). Ukończyła enologię w Stellenbosch, praktykowała w Rustenbergu i Groote Post, pracowała dla The Winery of Good Hope, Wines of South Africa oraz Meinert Wines. Od 2009 roku należy do elitarnego klubu The Company of Wine People, który patronuje także winom z serii Kumkani.
Linia ta powstaje niejako obok serii Thandi, również opartej o wina jednoodmianowe, typowe dla regionu Stellenbosch (sauvignon, chardonnayfrancuska odmian białych winogron, jedna z najbardziej rozp... (...), chenin blancfrancuska odmiana białych winogron, obecnie jedna z najbard... (...), shiraz, pinotagepołudniowoafrykańska odmiana czerwonych winogron, krzyżó... (...), cabernet sauvignonfrancuska, klasyczna, najbardziej rozpowszechniona i popular... (...)). Wina spod ręki Allison uderzają nadzwyczajnym wręcz uporządkowaniem. Jeśli istnieje coś na kształt kobiecej ręki do wina, tu przybiera ona postać zupełnie wyraźną. – Złożone wino wcale nie musi być winem ciężkim – powtarza Allison. Jej wina rzeczywiście takie są: eleganckie, lekkie, a przy tym niebanalne.

Amani Wines

Czyż można milej spędzić zimowe popołudnie, niż sącząc jedne z najlepszych win Nowego Światapopularne, zbiorcze określenie pozaeuropejskich państw win... przy wesoło skrzącym kominku, w towarzystwie młodej i pięknej winemakerki o światowej renomie? Tak, tak, zimowe, bo w Afryce Południowej właśnie trwa zima, kominek jest więc jak najbardziej na miejscu, a zdolna i urocza winiarka to Carmen Stevens, historycznie pierwsza „kolorowa” winemakerka w RPA.
Carmen rozpoczęła studia enologiczne w Elsenburgu w 1993 roku jeszcze na rok przed wyborami, które położyły oficjalny kres polityce apartheidu. Była jedyną studentką w grupie (przyjmowano bowiem wówczas tylko jedną kobietę na każdy rok), a kolor skóry zdecydował o tym, że dostała się na wymarzone studia dopiero za czwartym razem (choć oficjalnie jako powód podawano wówczas… nieuregulowany stosunek do służby wojskowej – bo nie zna życia, kto nie służył w marynarce…).
Fot. Michał BardelCarmen to pierwsza „kolorowa” winemakerka, ale nie pierwsza „czarna” winiarka, a to ważna różnica! Do „kolorowych” zaliczano w różnym okresie segregacji rasowej mieszanych potomków kolonizatorów oraz rdzennych Afrykańczyków, do pewnego czasu także Azjatów, choć już np. Japończycy uznawani byli za „białych” (tzw. „honorowych białych”!). Pierwsza „czarna” winemakerka ukończyła studia enologiczne w Stellenbosch znacznie później, bo w 2004, a nazywała się i wciąż nazywa Ntsiki Biyela (jej portret kreśli Dorota Romanowska).
W Amani Wines, gdzie produkcją wina zarządza Carmen, najbardziej przypadły mi do gustu syrahy. Jeden z nich zresztą, Pendana Shiraz 2009, nasi Czytelnicy znajdą w lipcowym zestawie konesera – piękne wino zbudowane w najlepszym północnorodańskim stylu (właściwie powinno się nazywać Pendana Syrah), pikantne jak trzeba, zmysłowe, nieprzesłodzone w nosie, niepopsute beczką. Duże wrażenie zrobiło też na mnie białe wino Kamili 2009, w połowie złożone z chardonnay, w drugiej zaś z viogniera. Silne, taniczne (tak, tak, viognier w tym klimacie lubi mieć trochę garbników), świetnie kwasowe, o budowie bardziej czerwonego niż białego wina.
Choć większość win z portfolio Amani to wina jednoodmianowe, tak naprawdę każde z nich to precyzyjnie wymierzony kupaż, w którym główny szczep reprezentowany jest co najmniej w 85 procentach. Nawet jednak wówczas, gdy wino zrobione jest rzeczywiście z jednej odmiany (jak świetne Amani Chardonnay 2010), w istocie składa się na nie wiele składników: a to część zbioru poddano spontanicznej fermentacji, inną nieco utleniono, jeszcze jedną potraktowano nową beczką, w innej dopuszczono odrobinę redukcji. A następnie, z aptekarską precyzją, wymierzoną dla konkretnego rocznika, połączono rzecz w znakomitą całość (9,6 proc. tego, 4,1 proc. innego…). Za to aptekarstwo najbardziej lubię Carmen – w efekcie wszystko: kwasowość, owoc, beczkaużywanie beczek w winiarstwie jest osobną sztuką, podobni... (...) są na swoim miejscu.
Sądziłem, że smaczniejszych win już raczej nie znajdę podczas mojej afrykańskiej podróży tropem ciemnoskórych wytwórców. Została mi bowiem jedna już tylko winiarnia. A jednak! A jednak!

Bosman Wines

Lelienfontain – ta farma robi piorunujące wrażenie. Przepięknie położona, z gustowną, niezwykle ciepłą i przytulną salą degustacyjną tuż obok samej winiarni, z porozrzucanymi na zielonej przestrzeni kilku hektarów białymi jak śnieg domami, w których mieszkają kolejne pokolenia rodziny Bosmanów. Tu dziadkowie, tam ich wnuki – małe, urocze miasteczko należące do jednego rodu.
Fot. Bosman WinesPowstają tu wina z owoców zbieranych w trzech różnych regionach i w trzech różnych klimatach: Wellington, Hermon i Walker Bay. Jednak Bosman Wines to nie tylko winiarnia: to zarazem słynna i największa na półkuli południowej szkółka winorośli – stąd pochodzi 4/5 wszystkich nowych sadzonek w całej południowej Afryce. Ogromne wrażenie robi jej część, którą właściciele nazywają „biblioteką” albo „ogrodem winnym”. To 12 hektarów obsadzone 47 różnymi odmianami, jeden rząd przy drugim. Wspaniałe miejsce, by uczyć się odróżniać i porównywać między sobą szczepy winorośli, podglądać, jak i kiedy kwitną, owocują, dojrzewają.
Choć zarówno Bosmanowie, jak i winemakerka (mój Boże! Słuchałem Corlei Fourie z wypiekami na twarzy przez półtorej godziny, a wypieki moje nie były z pewnością wywołane winem, bom zapomniał w tym wszystkim wziąć go do ust…) to biali potomkowie hugenotów, w 2008 roku 260 czarnych pracowników Bosman Wines otrzymało swoje udziały nie tylko w wytwórni, ale – co nie zdarza się często – także w 420 hektarach należących do farmy. Nie robią żadnego konkretnego wina, nie są przypisani do etykiety ani odrębnej serii. Współzarządzają całą farmą na równi z białymi współwłaścicielami. I to jest być może najrozsądniejsze, najbardziej dalekowzroczne rozwiązanie problemu smutnego dziedzictwa apartheidu.
Bosman Wines jest akredytowany jako producent Fair Trade, choć używa niezbyt pięknych znaczków graficznych organizacji strzegącej praw pracowników winnic tylko w linii De Bos. – Taka była decyzja właścicieli – mówi mi Neil Büchner, brand manager Bosman Wines. – Zresztą, o ile pamiętam, wraz z otrzymaniem certyfikatu Fair Trade nie zmieniliśmy absolutnie nic w organizacji warunków pracy. Zawsze byliśmy Fair Trade.
Mógłbym, a nawet chciałbym, opisać wina, które kosztowałem przez cały wieczór. Opowiedziałbym o cudnym merlocie z owocowym atakiem o sile japońskich bombowców nad Pearl Harbor, o cabernetach pachnących świeżą figą i wiśniami w spirytusie, o winach – dziełach wprawnej i bardzo kobiecej ręki – o nieprawdopodobnej wręcz harmonijności i aksamitności. Mógłbym, ale – na szczęście – nie muszę: cztery z nich znaleźć można w naszych zestawach. Powiem tylko, że płakałem cicho, kiedy Neil, bardzo, bardzo późnym wieczorem gasił światło w sali degustacyjnej i zapalał silnik swojego volkswagena. Wszystko się kiedyś musi skończyć. Tylko dlaczego tak szybko?

 

Black Economic Empowerment

Fot. Bosman WinesBlack Economic Empowerment (BEE) to program utworzony przez rząd Republiki Południowej Afryki do walki z nierównościami społecznymi, które pozostawił po sobie apartheid. Ma na celu włączenie dyskryminowanych wcześniej grup obywateli w system ekonomiczny kraju. BEE nie zmierza do redystrybucji wytworzonego wcześniej majątku: jest strategią integracyjno-rozwojową, opartą na wykorzystaniu potencjału grup dotychczas upośledzonych ze względu na kolor skóry, płeć, wiek czy miejsce zamieszkania. W społeczeństwie południowoafrykańskim występują silnie zakorzenione nierówności. Rozwój gospodarczy pozbawiony mechanizmów wyrównujących szanse sprzyjałby pogłębianiu nierównowagi, a w konsekwencji osłabieniu stabilność politycznej kraju. Nadrzędnym celem jest oparcie gospodarki RPA na pełnym wykorzystaniu potencjału wszystkich osób i wspólnot w kraju.
Główne obszary aplikowania strategii BEE to własność, zarządzanie i kontrola, rodzaj pracy, zamówienia preferencyjne, rozwój przedsiębiorstw, rozwój społeczno-gospodarczy, małe i średnie przedsiębiorstwa. Istotnym elementem projektu jest system szkoleń, mających na celu wzrost poziomu edukacji, a także wsparcie czarnych obywateli poprzez opiekę mentorską. Silny nacisk został położony na wzrost zatrudnienia wcześnie dyskryminowanych obywateli. Należy podkreślić, że chodzi o zatrudnienie nie tylko na najniższych stanowiskach, ale przede wszystkim na pozycjach menadżerskich i zarządzających. System preferencji, również finansowych, sprzyja zmianom w strukturze rasowej kadry zarządzającej w przedsiębiorstwach istniejących i nowo powstających. Nie zapomniano także o rozwoju zaniedbanych obszarów wiejskich, tworzeniu tam miejsc pracy dla kobiet oraz zdecentralizowanych możliwości szkolenia i podnoszenia kwalifikacji.
Program BEE jest wdrażany również w przemyśle winiarskim, tradycyjnie zdominowanym przez białych (projekt The Wine Industry Transformation Charter).

Oprac. Monika Łazęcka