Zakochałam się w Afryce

Moja przygoda z Afryką zaczęła się w 1993 roku podczas konkursu Miss Świata. To wtedy po raz pierwszy zobaczyłam RPA i zakochałam się w tym kraju. Ta miłość trwa do dziś. Byłam tam już wiele razy i mam nadzieję, że niebawem znów powrócę.

Jadąc pierwszy raz do Południowej Afryki, wyobrażałam sobie, że jest to nieco zacofany, brudny kraj, wiecznie borykający się z apartheidem i problemami społecznymi. Jak bardzo się myliłam, spostrzegłam już pierwszego dnia w Kapsztadzie, który okazał się wspaniałym miastem. Urzekł mnie starą kolonialną architekturą współgrającą z nowoczesnymi wieżowcami. Wtedy, 20 lat temu, wszystko to robiło na mnie ogromne wrażenie. Z pierwszego dnia na Czarnym Lądzie zapamiętałam jednak przede wszystkim wspaniałe ciepłe powietrze. Bo pojechałam do Afryki, gdy w Polsce zaczynała się zima, a tam – słońce i letnie upały.

W stronę drzewa

Fot. Archiwum autorkiMam to szczęście, że podczas kolejnych wyjazdów przemierzyłam RPA wzdłuż i wszerz. Od Kapsztadu do Port Elizabeth nad Oceanem Indyjskim, dalej przez Kimberly i Mafeking pod samą Botswaną. W sumie ponad 12 tysięcy kilometrów samochodem. Byłam w wielu  różnych miejscach, także w slumsach pod Johannesburgiem i w prawdziwej wiosce zuluskiej.
Podczas wędrówek zazwyczaj opierałam się na tym, co polecają przewodniki turystyczne. I zwykle ta metoda się sprawdzała. Tak jak wtedy, gdy dotarłam do jednych z najpiękniejszych jaskiń w Afryce – Cango Cave. Te jaskinie są fantastyczne! Można po nich wędrować i wspinać się godzinami. Ale zdarzyły się też rozczarowania, np. kiedy przez kilka godzin jechałam przez sawannę, by zobaczyć słynne drzewo księcia Williama. No i dojechałam, patrzę, jest drzewo, ale żeby ono było jakieś specjalne, warte wielogodzinnej podróży przez wertepy – to raczej nie.

Polacy przyjechali

Ostatnio w Afryce największe wrażenie wywarły na mnie nowe lotniska – w Johannesburgu i w Durbanie. Widać, że po ostatnich mistrzostwach świata w piłce nożnej Afryka Południowa bardzo się zmieniła. To nie tylko zjawiskowe wręcz stadiony czy porty lotnicze, ale też drogi i autostrady, o których my Polacy na razie możemy pomarzyć. Odnoszę też wrażenie, że jest tu coraz bezpieczniej. W wielu miastach można sobie pozwolić na spacer czy poranny jogging. Jeszcze kilka lat temu było to nie do pomyślenia.
W czasie każdego pobytu staram się spędzić kilka dni w Ballito. To niewielka miejscowość nad Oceanem Indyjskim – mało turystyczna, za to często odwiedzana przez Afrykanerów. Zatrzymuję się tam w pensjonacie należącym do zaprzyjaźnionych Polaków. Poznałam ich, będąc na jakiejś samochodowej eskapadzie, gdy podczas spaceru przez miasteczko zauważyłam na którymś z domów tabliczkę z napisem „puszcza”.
Widząc polskie słowo, wywnioskowałam, że muszą tam mieszkać Polacy. Nie myliłam się. Bez dłuższego namysłu zapukałam do drzwi. Mężczyzna, który mi otworzył, zagadał do mnie po angielsku. Ja na to zapytałam, czy mogę mówić po polsku? Człowiek, nic nie mówiąc, zmierzył mnie wzrokiem, a następnie zawołał do wnętrza domu: – Maryśka, chodź no tutaj, bo chyba jacyś Polacy przyjechali! I tak właśnie zaczęła się moja przyjaźń z Marysią i Stanisławem.
Fot. Archiwum autorkiW tym roku do Afryki zabrałam córkę. Chciałam pokazać jej miejsca, które odkrywałam przez wiele lat. Byłyśmy w kilku parkach. Podczas porannych i wieczornych safari udało nam się zobaczyć wielką afrykańską piątkę, czyli lwa, słonia, bawołu, lamparta i nosorożca. Co nie zawsze i nie wszystkim się udaje.
Byłam na safari już wielokrotnie, ale nadal zachwyca mnie widok dzikich zwierząt na wolności, w ich naturalnym środowisku. Stado słoni schodzące do wodopoju o zachodzie słońca może wydawać się niektórym nieco kiczowatą atrakcją, ja jednak uważam, że to naprawdę jeden z najpiękniejszych obrazów.
W RPA zawsze zachwyca mnie to, że ludzie są pogodni i przyjaźni. Może to klimat lub wspaniałe słońce sprawiają, że niemal wszyscy uśmiechają się do siebie na ulicy. Pozdrawiają się, mówią sobie dzień dobry. To trochę tak jak u nas w górach, gdy spotkasz kogoś na szlaku, choć go nie znasz – witasz się, uśmiechasz i pozdrawiasz. W Kapsztadzie czy Durbanie z takim zachowaniem można się spotkać niemal wszędzie – na ulicy, w parkach czy na plaży. Niezwykła otwartość! To sprawia, że człowiek patrzy bardziej optymistycznie na życie.

Inne dyscypliny

A wina? Wina są wspaniałe! Jestem absolutnie zakochana w okręgu Stellenboschmiasto w południowo-zachodniej części Kraju Przylądkoweg... (...). Ale podróżując po kraju, próbowałam też win z innych miejsc – z uroczego Franschhoek, a także ze Swartlandu i Elgin. Najmilej wspominam jednak stare tradycyjne posiadłości w okolicach Stellenbosch. Tam po prostu jest przepięknie! Te wypielęgnowane ogrody, parki, niepowtarzalna architektura przylądkowa…
Gdy w domu sięgam po butelkę wina stamtąd, zawsze wspominam te miejsca. To powoduje, że winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) staje się jeszcze lepsze. Dawniej starałam się przywieźć ze sobą jak najwięcej butelek od odwiedzanych producentów. Mój rekord to 16 butelek w jednaj walizce! – oczywiście odpowiednio zabezpieczonych, pozawijanych w ręczniki, swetry i podkoszulki. Teraz już się tak nie męczę, bo większość najlepszych południowoafrykańskich win można już kupić w Polsce.
Fot. Archiwum autorkiNarodowym sportem Afrykanerów (poza rugby oczywiście) jest bry – czyli grillowanie. Specjalnie przygotowane do tego miejsca można znaleźć niemal na każdym kroku. Grillują wszyscy i wszędzie. Za każdym razem, gdy wracam z Kraju Przylądkowego, przywożę kolejne pomysły, które można zaadaptować u nas – co rzucić na nasz rodzimy ruszt. Zawsze zaopatruję się też odpowiedni zapas przypraw, które mają tu zupełnie inny, niepowtarzalny smak. Część mieszanek robię sama w domu.
Taką popularną kompozycją, którą każdy może sam przygotować, jest mieszanka z suszonego czosnku, imbiru i ziół (tymianek, bazylia, czarny pieprz, trochę rozmarynu, oregano i sól). Mieszankę można stosować do mięsa – natrzeć nim karkówkę lub polędwicę i odłożyć na noc do lodówki. Mięso dzięki temu dobrze skruszeje i nabierze niepowtarzalnego, nieco orientalnego smaku.
Można też wykorzystać do przygotowania mięsa na ruszt papaję. Wystarczy kupić dojrzały owoc (co w Polsce nie zawsze jest łatwe), wybrać łyżeczką miąższ, zmiksować go, a następnie taką pastą obłożyć mięso i zostawić je na co najmniej pół godziny w lodówce. Enzymy zawarte w papai spowodują, że mięso doskonale skruszeje, a po upieczeniu będzie miękkie i soczyste.
O takich afrykańskich pomysłach warto pamiętać zwłaszcza teraz, latem, gdy pogoda choć trochę upodabnia się do południowoafrykańskiej aury. Przygotujmy więc rybę lub dobrze zamarynowaną wołowinę, siądźmy wieczorem przy lampce chenin blancfrancuska odmiana białych winogron, obecnie jedna z najbard... (...) lub pinotage’a i poczujmy się jak w magicznej, cudownej Afryce…

 

Ewa Wachowicz
Otrzymała tytuły najpiękniejszej Polki w 1992 roku, III wicemiss konkursu Miss Świata oraz Miss Świata Studentek. Dziś jest producentką, prowadzi programy telewizyjne. Znana z cyklu Ewa gotuje emitowanego w Polsacie. W Polsat Café jest gospodarzem programów Gadżety kobiety i WySPA. Autorka kilku poradników i książek kucharskich.