VieVinum 2018. Zawiłości sukcesów

tekst ukazał się w „CW” 97, luty – marzec 2019 | kup ten numer | prenumerata | e-wydanie

Fragment plakatu, który opisuje w tekście W. Gogoliński| fot. materiały AWMB
Fragment plakatu, który opisuje w tekście W. Gogoliński| fot. materiały AWMB

W tym roku odbyły się jubileuszowe, dwudzieste targi winiarskie VieVinum 2018. Jedną z prezentacji – jak zwykle – prowadził szef austriackiego Weinmarketingu (AWMB) Willi Klinger. Chyba nikt nie podejrzewał, że będzie to jego ostatnie wystąpienie w tej roli.

Na jednym z oficjalnych plakatów AWMB widzimy butelki i kieliszki z winem, stare, mocno zużyte pracą w winnicy rękawiczki, drewniane skrzyneczki na flaszki i wstążki do ich opasania. Jednak wprawne oko zauważy na pierwszym planie luźno zapisaną kartkę czerpanego papieru, a przy niej pióro z obsadką. To oczywiście słynny Mont Blanc Le Grand model Meisterstück. I właśnie te ostatnie określenia: „Le Grand” (po polsku „wielki”) i „Meisterstück” (polskie „arcydzieło”) najbardziej charakteryzują podwójną kadencję na czele AWMB. Czy na pewno?

Narodziny targów

Kiedy w 1996 roku po raz pierwszy winiarsko jeździłem po Austrii, teoretycznie AWMB już istniał (od 1986), i choć to nawet ta instytucja mnie zaprosiła, nie poznałem żadnego z jej urzędników. Dojechałem do Wiednia, zgłosiłem się w hotelu, dostałem bilety na targi winiarskie i na posiłki. Targi to były dziwne – jeszcze nie VieVinum, a odbywały się w ogólnych halach targowych Messegelände poza centrum Wiednia. Winiarze stali, gdzie chcieli, nie było spluwaczek, a popołudniami atmosfera przypominała bawarski Oktoberfest.

Pod rządami Willego Klingera VieVinum pęka w szwach, a na jubileuszową edycję w zeszłym roku sam AWMB zaprosił ponad tysiąc gości. Wydaje się więc, że nawet Hofburg wkrótce nie pomieści wszystkich chętnych.

Jednak dwa lata później wystartowało już właściwe VieVinum, takie, jakie znamy do dziś. Imprezę od razu ulokowano w Hofburgu, czyli najważniejszym miejscu w Austrii, gdzie historia przeplata się z biurami kancelarii urzędującego prezydenta Austrii. Szefem AWMB był już dwumetrowej wysokości i nienagannie z angielska się noszący Berthold Salomon, kierownik słynnej rodzinnej słynnej winiarni Salomon Undhof z Krems. Stałym gościem imprezy i innych wydarzeń nad Dunajem stała się zaś Jancis Robinson MW. Ten ciąg wydarzeń sprawił, że austriackie winiarstwo zaczęło być postrzegane we właściwej perspektywie. Taką ideę rozwoju austriackiego winiarstwa kontynuował Michael Thurner, kolejny szef AWMB i wreszcie, od 2007 roku, Willi Klinger.

Mam wrażenie, że samo VieVinum zrazu miało stać się najważniejszą imprezą ogólnowiniarską w tej części Europy. I tak to się zapowiadało, ale się nie stało. Z początku liczba wystawców zagranicznych była całkiem spora, z czasem zaczęli jednak oni szybko znikać. Powody były co najmniej dwa: jakość austriackiej oferty kasowała w przedbiegach tę, z którą przyjeżdżali „obcy”. Dwa – Prowein w Düsseldorfie przejął niemal cały europejski i światowy biznesowy obrót winem.

Willi Klinger | fot. AWMB
Willi Klinger | fot. AWMB

Ale VieVinum się obroniło – choć AWMB corocznie organizuje wielki salon na Proweinie, bo Niemcy to gigantyczny i największy rynek zbytu dla Austriaków. Obecność w Wiedniu na przełomie maja i czerwca to jednak mus – trzeba tam być nie ze stoiskiem, ale towarzysko. Zjawiają się tu zatem największe osobistości świata wina, są także, ze względu na „wystawę” najlepszych win świata organizowaną przez najbardziej wpływowy niemieckojęzyczny magazyn winiarski „Falstaff”, ich wytwórcy. „Obcy” się nie wystawiają, ale chętnie wynajmują sale na swoje krajowe lub regionalne warsztaty, które są tak oblegane, że zapisy trwają na miesiące naprzód. W dodatku Hofburg to nie dalekie przedmieścia Bordeaux, gdzie ciągle odbywa się Vinexpo – to samo centrum Europy, gdzie w pięć minut można przysiąść w najlepszych kawiarniach świata, o innych atrakcjach nie wspominając. W każdym razie pod rządami Willego Klingera VieVinum pęka w szwach, a na jubileuszową edycję w zeszłym roku sam AWMB zaprosił ponad tysiąc gości. Wydaje się więc, że nawet Hofburg wkrótce nie pomieści wszystkich chętnych.

Grüner veltliner – tajna broń obosieczna

Kiedy po aferze z 1985 roku eksport austriackich win osiągnął punkt zerowy, i kiedy powoływano AWMB, by ten trend odwrócić, nie do końca było jasne, jak się do tego zabrać. Chodziło o wybór sposobu promocji miejscowego winiarstwa. Postawienie na jakość wydawało się oczywiste, ale wybór odmiany grüner veltlineraustriacka, najpopularniejsza w tym kraju odmiana białych w... (...) (GV) na narodowego flagowca był już obarczony pewnym ryzykiem. Szczep ten zajmował co prawda już wtedy prawie czterdzieści procent upraw krajowych, ale jego historyczność była tak mocno uzasadniona, jak w Polsce obecność karpia na wigilijnym stole.

Grüner veltliner świetnie zaczął się sprawdzać w kuchniach azjatyckich, a wiedeńskie targi zaroiły się od wizytujących z Chin, Japonii czy Korei. Kimchi okazała się podobna do sauerkrautu, zaś austriackie winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) wyborne do sushi.

GV na wielką skalę rozprzestrzenił się dopiero po II wojnie światowej, a dokładnie w latach 50. ubiegłego wieku, a w dodatku Austriacy wkrótce zdali sobie sprawę, że na poprawne wymówienie tej nazwy za oceanem nie ma szans – dziś ledwie około pięć procent konsumentów w Stanach spoza branży kojarzy tę nazwę z Austrią. AWMB czynił wiele wysiłków (i wydatków), by to zmienić, ale efekty są miałkie – Amerykanie nie mają ucha do języków. Łatwiej byłoby im pojąć, iż GV to austriacka wersja chardonnayfrancuska odmian białych winogron, jedna z najbardziej rozp... (...), niż literować etykiety w sklepie…

Jednak AWMB nie szczędził wysiłków – niezmienną orędowniczką GV była i jest Jancis Robinson, austriackie wina od lat skrupulatnie ocenia „Wine Advocate”, przez lata piórem słynnego Davida Schildknechta, a teraz Stephana Reinhardta.

Ten kłopot z nazwą nagle jednak gdzieś dekadę temu się odwrócił. Okazało się, że termin GV zupełnie nie przeszkadza na Dalekim Wschodzie. Odmiana świetnie zaczęła się sprawdzać w kuchniach azjatyckich, a wiedeńskie targi zaroiły się od wizytujących z Chin, Japonii czy Korei. Kimchi okazała się podobna do sauerkrautu, zaś austriackie wino wyborne do sushi.

Ale ten niebywały sukces spowodował także jeszcze jedną zupełnie zadziwiającą rzecz – nagle winogrady od Kalifornii po nowozelandzkie Marlborough zaroiły się od GV! Sadzi się go dziś w Argentynie i w północnych Włoszech, wraca także w miejscach, gdzie wcześniej był znany: w Czechach, na Węgrzech i Słowacji… W swojej nowej australijskiej posiadłości posadził go nawet wspomniany… Berthold Salomon!

Podziały i siedliska

Spytałem ostatnio Willy’ego Klingera, zresztą nie po raz pierwszy: jak ułożą się sprawy z austriacką klasyfikacją win? Specjalnie, bo wiedziałem, że go to zdenerwuje. Jedno, co udało się AWMB w tej dziedzinie zakończyć z sukcesem, to poukładanie win musujących w jasny słupek jakościowy. Reszta, ta ważniejsza (przynajmniej dla mnie), jest w rozsypce. Kiedyś, dwadzieścia lat temu, istniał ułomny, ale czytelny środkowoeuropejski podział: od win najprostszych, przez lepsze i najprzedniejsze, znane nam Beeren-, czy Trockenbeerenauslese, aż po Eisweiny. Nieco po nastaniu nowego tysiąclecia równolegle wszedł w użycie system DAC, na wzór apelacji z romańskiej części Europy. Został zainicjowany przez samych winiarzy, więc AWMB go wsparł. Nie objął wszystkich regionów i okręgów winiarskich, ciągle jest modyfikowany. W okręgu Wachauokręg winiarski w Dolnej Austrii (Niederösterreich), leż... (...) jeszcze wcześniej wytworzył się lokalny system klasyfikacyjny, z czasem zaakceptowany przez władze winiarskie, a nawet stawiany za wzór, głównie z uwagi na prostotę, ale bardzo podbudowany jakością tamtejszych win.

Od kilku lat dyskutowany jest system siedliskowy (lagen), znany z Niemiec czy też podobny do burgundzkich crus. Ale gdyby zaistniał – właśnie w Wachau – mielibyśmy jednocześnie aż cztery działające systemy klasyfikacyjne! Trochę dużo jak na jeden z najmniejszych obszarów winiarskich na świecie.

Niektóre regiony (Wiedeń) miały go już wprowadzać, ale nieoficjalnie właśnie Willi Klinger go zawetował. Na którymś ze spotkań, ze dwa lata temu, Klinger stwierdził wzburzony, że wyznaczanie lagen musi potrwać, musi iść własnym, spontanicznym trybem, że nie można go sztucznie przyśpieszać. Dodał też z przekonaniem, że za jego kadencji nie wejdzie on w życie.

Z końcem roku 2019 Willi Klinger przestanie szefować AWMB. Był (jest!) jedną z najlepiej do tej funkcji przygotowanych osób w Austrii. Był twarzą największej spółdzielni winiarskiej w Austrii – Freie Weingärtner Wachau, potem zaś pracował dla słynnego Angelo Gaji. Ciekawe, kto go zastąpi za rok. Nazwisko pewnie poznamy znacznie wcześniej. Poczekamy.

Wystawy winiarskie, czyli o zasadach targowania winem