Zjawiskowość nie do pobicia

Zapytana o najpiękniejsze winnice na świecie, z odpowiedzią nie waham się nawet przez chwilę; tak bardzo oczywiste jest dla mnie, że są to obsadzone winoroślą obszary położone w dolinie rzeki Douro w północnej części Portugalii.

Chociaż nad Mozelą też jest pięknie, a i winnicom Wachauokręg winiarski w Dolnej Austrii (Niederösterreich), leż... (...) urody odmówić nie sposób, te znad Douro wygrywają pod każdym względem. I bynajmniej nie dlatego, iż pochodzą z nich winogrona przeznaczone do wyrobu legendarnego porto. Dzieło matki natury w połączeniu ze żmudną działalnością człowieka dały nad Douro chyba najbardziej spektakularny efekt. Winnice posadzone na tarasach pieczołowicie wznoszonych na przestrzeni trzech wieków na stromych brzegach tej niegdyś nieujarzmionej rzeki, w połączeniu ze wszechogarniającym spokojem tworzą głęboko zapadającą w pamięć całość – na dodatek przez wiele dekad niemal nieodkrytą przez resztę świata. Nawet dziś, kiedy wiele porozrzucanych wśród winnic posiadłości oferuje pokoje dla gości i z roku na rok coraz więcej przybyszów zagląda w te strony – spokój tego przepięknego zakątka nie został zatracony.
Fot. Dorota RomanowskaChyba najlepszym sposobem na poznanie okolicy jest wyprawa łódką w górę rzeki, do Pinhão, a najlepiej jeszcze dalej, w rejon górnego Douro, gdzie krajobraz jest bardziej nieokiełznany, a na brzegach nie widać nawet śladu dróg. Dopiero przeprawa przez kilka wzniesionych na rzece zapór wodnych daje wyobrażenie o jej pierwotnym charakterze. Nawet obecnie, pomimo pozornego uregulowania, charakter Douro pozostał niepokorny – niemal co roku rzeka występuje z brzegów, zalewając położone na jej brzegach wioski i miasteczka. Ta przypadłość nie omija także Ribeiry, nadbrzeżnej dzielnicy Porto, czy położonych po drugiej stronie rzeki terenów miasta Vila Nova de Gaia, gdzie oznaczenia poziomu, do którego doszła woda, nie przestają zadziwiać odwiedzających piwnice z leżakującym porto turystów.
Zwiedzałam już Douro i wydawało mi się, że znam ten region. Dopiero w czasie ostatniej wizyty dotarło do mnie, w jak wielkim byłam błędzie. Dotychczas, jak większość przybyszów, wizytę kończyłam w okolicach środkowego biegu rzeki, zupełnie ignorując tereny wyłaniające się zza kolejnych jej zakrętów i ciągnące aż do granicy z Hiszpanią. Zatrzymując się na nocleg w jednym z tamtejszych domostw, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że znajdujemy się na końcu świata, tak błogi panuje tu spokój. Taka odskocznia od cywilizacyjnego szaleństwa od czasu do czasu jest chyba marzeniem każdego. Dobrze jest przekonać się, że ów „koniec świata” znajduje się bliżej, niżby się nam kiedykolwiek wydawało.