Na archipelagu maltańskim (bo to wbrew pozorom wcale nie jest jedna wyspa) jest tylko kilkunastu winiarzy, w tym trzech, o których warto wspomnieć, bo ich wina wzmiankowane są w międzynarodowych przewodnikach. Łącznie pod uprawą znajduje się tu jednak aż 700 hektarów winogradów. Apelacje są dwie: DOK Gozo i DOK Malta, do tego jedno wino regionalne: maltese islands.

W pewnym sensie to cud, że na skalistej Malcie w ogóle jeszcze robi się wino. Brak jakiegokolwiek wsparcia ze strony rządu i pół wieku, kiedy to produkowano tu wyłącznie bardzo kiepskie wino na potrzeby miejscowego rynku, cofnęły wyspę w winiarskim rozwoju. Dopiero w latach 80. ubiegłego wieku, pod wpływem boomu turystycznego, coś drgnęło w miejscowym winiarstwie. Brytyjscy emeryci potrzebowali czegoś lepszego niż dosładzane, niedorobione i często zupełnie „zielone” wina. Maltański rynek dostrzegł szansę i potrzebę odnowienia sztuki winiarskiej na wyspie. Brakowało tylko… winnic, wiedzy enologicznej, odpowiednich odmian winogron oraz winiarzy.

Na miejscu były natomiast niezłe warunki klimatyczne. Niedobór wilgoci (deszcze padają tu tylko od października do kwietnia) łatwo zrekompensowano sztucznym nawadnianiem. Trudniej poradzić sobie z upalnymi nocami (latem temperatura spada zaledwie do 24°C), ale i tę niedogodność łagodzi nieco chłodny wpływ północnego mistrala studzący znacznie tutejszą ciepłotę i zmniejszający wilgotność. Uboga gleba też winu nie przeszkadza. Ziemia przykrywająca litą skałę jest tu głęboka najdalej na trzy łopaty. Ktokolwiek buduje dom, sklep czy garaż, ma obowiązek wcześniej, pod specjalnym nadzorem, wywieźć ziemię w odpowiednie miejsce. W ten sposób powstają areały uprawne, nie tylko pod wino. A że buduje się na Malcie na potęgę, gwałtownie zmienia się tam także układ geologiczny…

Dlaczego maltańskie winogrodnictwo i winiarstwo nie potrafiły się podnieść po klęskach filoksery (1919) i II wojny światowej? Z dwóch powodów: pierwsza przyczyna to brytyjska kolonizacja. Anglikom zupełnie nie zależało na inwestycjach w miejscowe wina, w których jakość po prostu nie wierzyli. Drugi to śródziemnomorska mentalność starszego – dziś już odchodzącego – pokolenia winiarzy, którą można streścić w tezie: „zasady są po to, by je łamać”. Jakiekolwiek próby wprowadzenia regulacji jakościowych w miejscowej produkcji wina nie miały szans na sukces. Przynajmniej do końca XX wieku. I jeszcze trzeci powód – również znaczący: tradycja. Przypadające na 8 września święto Narodzin Najświętszej Maryi Panny wyznaczało winiarzom przedwczesny czas zbioru. Tutejsza ġellewża pełną dojrzałość osiąga mniej więcej w połowie września. Zbierana i przetwarzana przed Il-Vitorja, dawała wino zbyt lekkie, mało ekstraktywne i wymagające szaptalizacji.

Porzeczkowo-borówkowa ġellewża to jedna z dwóch endemicznych odmian Malty. Druga to delikatna i krucha girgentina. Nie wszyscy jednak winiarze zawracają sobie nimi głowy. Najbardziej zasłużona winiarnia, Meridiana Estate, stworzona przy współudziale rodziny Antinorich, opiera się wyłącznie na odmianach międzynarodowych.

Artykuły na temat wybranego regionu

Nowy numer

Czas Wina 101

#101

lipiec 2019

E-WYDANIE

Zamów e-wydanie miesięcznika Czas Wina

Czytaj na telefonie i tablecie

Prenumerata

Zamów prenumeratę miesięcznika Czas Wina

Zawsze prosto do twojej skrzynki pocztowej

Newsletter

Strona zawiera informacje handlowe dotyczące napojów alkoholowych i przeznaczona jest dla osób pełnoletnich.

Czy akceptujesz te warunki i masz ukończone 18 lat ?