Bordeaux. Godzina zero

tekst ukazał się w „CW” nr 104, październik 2019 | kup ten numer | prenumerata | e wydanie

Cité du Vin
Cité du Vin | fot. shutterstock / Elena Pominova

Żaden region winiarski w ostatnim trzydziestoleciu nie żył w takim rozedrganiu. Nazwę to mocniej: w takiej schizofrenii. Ukochany, znienawidzony, znowu ukochany, wyszydzany i na powrót hołubiony. Najnowsze dzieje Bordeaux to historia afektów.

Kiedy w połowie lat 90. ubiegłego wieku przyszła moda na wina chilijskie, region został zdradzony przez szarych konsumentów, którzy na długie lata, właściwie do dziś, stracili do niego zaufanie; wina Nowego Światapopularne, zbiorcze określenie pozaeuropejskich państw win... zdawały się zawsze dojrzałeokreślenie degustacyjne stwierdzające, że wino osiągneł... (...) i pełne smacznego, słodkiego owocu. Po serii wyjątkowo wielu słabych roczników w latach 90. stracili do niego zapał nawet niektórzy inwestorzy; zapotrzebowanie na wina klasyfikowane, grand cru(fr.) zbiór, obszar uprawy, parcela, działka.Przeważnie n... classé, było umiarkowane.

Fala wznosząca powróciła na początku tego wieku wraz z przesadną Parkerowską apoteozą roczników 2000 i 2003. Nawałnica chińskiego kapitału wywindowała ceny dla win z wybitnego rocznika 2005 do niebotycznych, wydawało się, szczytów. Wydawało się tylko: świetne roczniki 2009 i 2010 poprowadziły dalszą eskalację cenową. Mimo apeli co bardziej trzeźwych analityków właściciele najlepszej setki zamków nie potrafili ujarzmić swojej pazerności.

Bordeaux Godzina zero
fot. shutterstock / SpiritProd33

Wywołało to kolejną reakcję oburzenia i odrzucenia, tym razem przede wszystkim przez francuskich winomanów i zwłaszcza przez Paryż, gdzie snobistycznym gestem konsumenckim stało się niekupowanie i niezamawianie win bordoskich w restauracjach. Kiepskie trzy kolejne roczniki i stopniowe odejście azjatyckiego kapitału ostudziły spekulacje. Co gorsza, pojawiły się bardzo poważne raporty o wysokim stopniu zanieczyszczenia bordoskich winnic pestycydami. Rozkręciło się zjawisko zwane z angielska Bordeaux bashing (termin trafił już do słowników), czyli kompletne, mówiąc delikatnie, lekceważenie Bordeaux. Największy francuski dziennik „Le Monde” przeprowadził w lutym ankietę wśród 35 najbardziej znanych francuskich sommelierów: które winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) kochają najbardziej? Zdrada niesłychana: żaden nie wymienił bordeaux. Pokazywanie pleców winom z Bordeaux nie odbywa się tylko w kręgach paryskich; od wielu lat nie widziałem, jeżdżąc po świecie, by ktoś z winomańskiego towarzystwa, profesjonalnych w końcu krytyków, miał ochotę na bordeaux, gdy szliśmy do knajpy. Moi winiarscy przyjaciele w Polsce – gdy organizujemy degustacje – ostrzegają mnie: tylko nie bordeaux.

Przeczytaj więcej o historii wina w Bordeaux

Czy jest to jedynie kwestia mody, ideowej niechęci, ekologicznej poprawności, zemsty na winiarskim Panu Bogu, czy też to odrzucenie Bordeaux wiąże się z przemianami gustów, z ewolucją smaku, z nadto technicznym profilem tych win? Powodów jest wiele, ale Bordeaux przetrwało wszystko. Znowu jest na fali wznoszącej. Bardzo dobry, wręcz wybitny rocznik 2015, absolutnie wybitny 2016, bardzo dobry 2018 poprawiły sytuację. Ale one same by nie starczyły do korekty zbrukanego wizerunku.

Najważniejszą może przyczyną jest zdecydowana poprawa stanu winnic, także w winiarstwie tradycyjnym, o wiele bardziej uważnym niż niegdyś; lecz przede wszystkim coraz bardziej powszechna konwersja na winiarstwo organiczne czy biodynamiczne, zarówno na poziomie najwyższym win klasyfikowanych, jak i zwykłych bordeaux. Tego wymaga obecnie rynek winiarski i Bordeaux – choć nie ma ku temu dogodnych warunków klimatycznych – zaczęło słuchać jego głosu. Jakość podstawowych win bardzo wzrosła; do nich właśnie warto wrócić przede wszystkim. Nagle okazuje się, że ceny bordeaux, bordeaux supérieur, a nawet nieklasyfikowanych medoków, stały się bardzo konkurencyjne wobec win z innych „rasowych” apelacji, także niefrancuskich, na przykład włoskich jak Chianti, czy hiszpańskich jak Riojahiszp. czer. DOCa z regionu Rioja, prod. z wszystkich czerw.... (...).

Jakość podstawowych win z Bordeaux bardzo wzrosła; do nich właśnie warto wrócić przede wszystkim. Nagle okazuje się, że ceny bordeaux, bordeaux supérieur, a nawet nieklasyfikowanych medoków, stały się bardzo konkurencyjne wobec win z innych „rasowych” apelacji jak Chianti czy RiojaLa Rioja – Hiszpania – reg. winiarski w pn.-środ. Hiszp....

Poprawiła się również komunikacja, czyli sposób medialnego docierania do konsumentów, do dziennikarzy i restauratorów. Region się zdemokratyzował; nie ma już takiego jak wcześniej zadzierania nosa, robienia łaski. Drzwi w châteaux są szerzej otwarte, wzorem winiarskiej Kalifornii w mieście Bordeaux wybudowano – pomyślane w duchu zupełnie nieszowinistycznym, nietypowym dla Francuzów – Cité du Vin, które przyciąga tysiące enoturystów i stało się wrotami do wizyt w regionie; wraz z Cité du Vin powstało wiele inicjatyw przybliżających wina bordoskie – nawet te sklasyfikowane, elitarne – prostemu ludowi konsumenckiemu. Skończył się terroryzm punktów parkerowskich, wyznaczający w dużej mierze sposób produkcji i dystrybucji win przez ostatnich trzydzieści lat.

Może więc trzeba zaryzykować tezę o nowym otwarciu, o come backu Bordeaux, nowej godzinie zero. Moje wyrywkowe degustacje win z ostatnich roczników, nawet tych najprostszych, były zaskakująco dobre, więcej niż obiecujące. Odnajdowałem z przyjemnością nieco zapomniane smaki, niepowtarzalną jakość garbników, które, gdy grona dojrzeją, nie mają sobie równych. Dajmy więc Bordeaux nową szansę. Sam w każdym razie postanowiłem, że przez cały rok nie będę już na nań fukać.

Nowy numer

Czas Wina 104

#104

październik 2019