Bałaguły i medoki

tekst ukazał się w „CW” nr 102, sierpień 2019 | kup ten numer | prenumerata | e-wydanie

człowiek na wozie
„Zatem bałaguły były rodzajem nieformalnej poczty i zarazem środka przewozu; zawsze gotowe do jazdy, zawsze solidne – i wobec postępu cywilizacji skazane na zniknięcie. ” | fot. ilustracyjna Randy Fath
Marek Bieńczyk
Marek Bieńczyk | fot. Krzysztof Dubiel

Ten wiersz o bałagułach pochodzi z roku 1881, jego autorem jest Bolesław Czerwieński:

Niedługo już, a ziemię całą
Żelaznych szyn opasze sieć
W zakątku każdym lokomotyw
Ognisty rumak będzie grzmieć…

W sto lat, gdy o żydowskich budkach
Kto wykład powie – wzbudzi śmiech.
Kto pojmie czym furmanki były –
I bałagułów zacny cech?!…

„Nie wiesz, co to bałaguła? Twoje prawo nie wiedzieć” – powiedział mi mój przyjaciel Olek Nawarecki, z którym winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) piję od trzydziestu lat. Napisał o bałagułach piękny tekst, który parę dni temu przypomniał mi się z pewnego winiarskiego powodu.

Pojęcie „bałaguła” oznaczało w tamtych dawnych czasach zarówno woźnicę, jak i – częściej – zaprzęg. O bałagułach tak pisał Stanisław Vincenz: „W naszym kraju właścicielami, a jednocześnie woźnicami i konduktorami bałagułów są Żydkowie kuccy, kosowscy, delatyńscy, a nawet kołomyjscy, przez całe życie, ba, przez kilka pokoleń poświęcający się zadaniom komunikacyjnym (…). Taki furman od każdego przyjmie list, pieniądze, przyjmie pakunek ciężki lub lekkie zawiniątko do wręczenia w drodze (…), przyjmie zlecenie, choćby przekazanie jednego słowa, pamięta bez notatek, załatwi dokładnie, choćby po miesiącach”.

Zatem bałaguły były rodzajem nieformalnej poczty i zarazem środka przewozu; zawsze gotowe do jazdy, zawsze solidne – i wobec postępu cywilizacji skazane na zniknięcie. Skończył się dziewiętnasty wiek, skończyło się i bałagulstwo. Tylko słowo jeszcze trwało w języku, przyjmując zresztą różne znaczenia.

Obraz dawnych bałaguł powrócił parę dni temu podczas rozmowy o winach z Bordeaux, o przemianach stylistycznych w ostatnim dwudziestoleciu, o tym, co nazywamy modernizacją medoków czy „medokiem nowej ery”. Nagle przypomniało mi się moje wino-fetysz, absolutny medokański wyjątek. „Bałaguła – powiedziałem – dziewiętnastowieczna bałaguła”.

Ileż to kpin w dawnych latach naczytałem się o tym medokańskim nestorze, ileż przytyczków do jego kupażu, do jego staromodnej, właśnie „dziewiętnastowiecznej” maniery…

Próbowałem dostać się do tej mojej legendy w roku 2004 i w roku 2005; bezskutecznie. A to ktoś nie odpowiedział na telefon, a to był zajęty, adresu mejlowego nie było. W 2006 po raz pierwszy i ostatni w życiu zobaczyłem butelkę w jakimś małym sklepiku na Prawym Brzegu. 25 euro za rocznik 1995. Ale akurat terminal się popsuł i nie mogłem zapłacić kartą, do banku było daleko, przyjaciel kierowca gdzieś się śpieszył. Słowem, nigdy tym bałagułą nie pojechałem.

Chodzi o pana Jean-Pierre’a Boyera i jego Château Bel Air Marquis d’Aligre w Margaux (w skrócie zwykło się nazywać tę posiadłość BAMA). Ileż to kpin w dawnych latach naczytałem się o tym medokańskim nestorze (ponad 60 roczników na koncie!), ileż przytyczków do jego kupażu (obok merlotjedna z bardziej rozpowszechnionych i popularnych czerwonych... (...)cabernet sauvignonfrancuska, klasyczna, najbardziej rozpowszechniona i popular... (...) bardzo dużo i cabernet francczerwona odmiana winogron, jedna z bardziej rozpowszechniony... (...), i petit verdot, a nawet carménère(hiszp. czarne liście) francuska odmiana czerwonych winogro...), do jego staromodnej, właśnie „dziewiętnastowiecznej” maniery, i w zachowaniu się, i w stylu wina, i w wyglądzie piwnicy z głębokiej przeszłości. Jeśli coś w niej się świeci, to tylko oczy degustujących.

Wina stąd nie zaznają pieszczot ani nowej, ani starej beczki, do końca leżakują w betonowych kadziach. Do końca, to znaczy przez trzy–cztery lata. I przez kolejnych kilka w butelce. Dopiero wtedy – gdy inne posiadłości zdążyły już wypuścić i sprzedać parę roczników – wino pana Boyera wypływa na światło dzienne. Dopiero wtedy, to jeszcze za szybko powiedziane: samo butelkowanie wina trwa w BAMIE niezwykle długo, dziesięć razy dłużej niż gdzie indziej, niemal kropla po kropelce. Tak się na Lewym (ani na Prawym) Brzegu nie robi, takich rzeczy w Bordeaux nikt nie widział od mniej więcej dziewiętnastego wieku.

Już wkrótce kolejne felietony Marka Bieńczyka na czaswina.pl! Czytaj więcej…

Tymczasem w ostatnich latach dziennikarze winiarscy nagle poczuli miętę do BAMY. Stali się łaskawsi, otwarci na jej smak i wygląd: jasna, bardziej burgundzka szata, aromaty nieobciążone starzeniem w drzewie, lżejsze, jakby prawdziwsze. Ta nagła łaskawość wynika zapewne z wahnięcia się wahadła w drugą stronę: wraz z modą na wina lżejsze, mniej „dębowe”, bardziej „burgundzkie” i wraz z modą na wina organiczne (BAMA jest prowadzona czysto, choć nie ma żadnego certyfikatu) i naturalne, łatwiej – oraz bardziej poprawnie i politycznie – jest docenić staroświeckość tego wina.

Na etykietce BAMY pan Boyer umieszcza niezmiennie napis „Grand Cru(fr.) zbiór, obszar uprawy, parcela, działka.Przeważnie n... Exceptionnel de Margaux”. Od dawien dawna nie ma takiej kategorii, powstała na krótko w roku 1932, gdy klasyfikowano crus(fr.) zbiór, obszar uprawy, parcela, działka.Przeważnie n... bourgeois. Nie ma, ale jest. Wina z BAMY niczym widma bałaguły przelatują po autostradach nowoczesnego winiarstwa i widzą je tylko oczy tych, którzy nie chcą zapominać. Choć przyszłość paradoksalnie może się okazać dla nich łaskawsza niż dla furmanek kursujących z Kołomyi do Krzyworówni.

Czasami tylko pośród nocy,
Odziany tajemniczą mgłą,
Wypłynie jakiś zaprzęg dziwny
Na niebios rozmarzone tło.

„Wio! Kary! Wio!” Bicz trzaska żywo,
Kół ciężkich się rozlega huk.
Ah! To ostatni bałaguła
Upiorem szuka dawnych dróg.

Château Margaux 2002