Zachwyty i musiaki

tekst ukazał się w „CW” nr 104, październik 2019 | kup ten numer | prenumerata | e wydanie

Zachwyty i musiaki
Marek Bieńczyk
Marek Bieńczyk | fot. Krzysztof Dubiel

Nigdy nie wiemy, skąd i kiedy przyjdzie zachwyt. A może nawet na nas spadnie, gdyż zachwyt jest jak kapryśna łaska, która pojawia się, kiedy chce.

Idziemy na obiad do trzygwiazdkowej restauracji, lecz zachwycimy się smakiem fantastycznego chleba z masłem, którym uraczymy się wieczorem na dobranoc. Wbiegamy do muzeum obejrzeć wspaniały obraz Rembrandta, lecz tego dnia porwie nas tylko widok dzieci gapiących się w żurawie, gdy wracać będziemy wiejską drogą do hotelu. Przynosimy do przyjaciół na bardzo okrągłe urodziny w słonecznym ogrodzie rieslinga grand-cru Brand od samego Zinda-Humbrechta, châteauneuf-du-pape Clos des Papes, Leovillé-Poyferré, czyli więcej niż przyzwoite grand cru(fr.) zbiór, obszar uprawy, parcela, działka.Przeważnie n... classé z wybitnego 2005 roku, niczego nie poskąpiliśmy (bo to wyjątkowo dobry przyjaciel), lecz winem dnia okazuje się polski musiak.

Ten ostatni przykład jest akurat prawdziwy, przeżyty kilka dni temu pod Brokiem. Wszystko było smaczne, lecz prawdziwie zachwyciło – choćby punktów miało „obiektywnie” o wiele mniej niż pozostałe – to jedno winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...), wino musującewino zawierające dwutlenek węgla.CO2 może znaleźć się ... (...) produkowane tzw. méthode ancestrale. Nie znajdziecie go na półkach, bo nie ma go w sprzedaży. Nie ma go w sprzedaży, bo producent zrobił ledwie kilkadziesiąt butelek, dla zabawy, a nawet dla żartu. I pewnie zbyt szybko kolejnych nie stworzy. Nawet dla żartu.

Przypadek czy nie przypadek, trudno powiedzieć. Mariusz ma smykałkę do grzebania w glebie i uprawy roślin, już w dzieciństwie wolał coś zasiać, niż bawić się w gangsterów i policjantów. W zeszłym roku wyrosły mu najlepsze – nie przesadzam – melony, jakie jadłem w życiu, również fantastyczna papryka, w tym roku będą figi i nawet szafran. Posadził ostatnio na wariata drzewka oliwkowe. Jestem jednak pewien, że kiedyś coś z nich wyciśnie. Bo czego się nie tknie, mu wychodzi. Wina przede wszystkim; od dobrej dekady z trójką przyjaciół prowadzi winnicę nad Wisłą, na pięknie eksponowanej skarpie nieopodal Bydgoszczy; butelkityp butelek o różnym kształcie, pojemności i kolorze, pr... są wypijane na miejscu, rozdawane kumplom, czysta strata i czysta przyjemność. Nie piszę więc kroniki reklamowej; Winiarze Dolnej Wisły (bo tak się nazwali) sprzedaży jak dotąd – a zawiązali się tyle lat temu – nie prowadzą, może dopiero w tym roku wejdą gdzieś na rynek z kilkuset raptem butelkami.

Zachwyt zdarza się wbrew podręcznikom, wbrew naszej winiarskiej edukacji, wbrew wydanym kwotom, wbrew kursom i tabelkom, wbrew całej logice rzeczy. Dlatego wino pozostaje tajemnicą i wciąż ma przyszłość: przyszłość nieoczekiwanych zachwytów.

Którejś pięknej jesieni Mariusz postanowił więc zrobić z białych gron wino musujące. Z jednej parcelki przed domem (single vinyard, he, he); grona hibernala, kernera i solaris dały winu bazowemu tak wysoką kwasowość, że na wytrawneokreślenie wina, w którym, teoretycznie, cały cukier na d... były zbyt wytrawne i Mariusz zaryzykował. Trzy lata na osadzie, bez dégorgement, czyli bez finalnego usuwania osadu przed zabutelkowaniem, żadnej chemii poza siarką. Wino, jak przewiduje metoda, jest nieco zamglone, na pierwszy rzut oka niewykończone, zamknięte kapslem, bez etykietki. I bez cukru resztkowegoekstrakt cukrowy.Niesfermentowany cukier pozostały w winie .... Kumple Mariusza kręcili nosem, produkt wyjściowy im nie smakował, uważali pomysł za zbytek czy marnotrawstwo. Tymczasem trzy lata później zamusowało nam w głowach totalnie, ochom i achom – i tym amatorskim, i tym bardziej zawodowym – nie było w ogrodzie końca, urodziny od strony winiarskiej (jagnięcina się przypaliła) udały się wyjątkowo.

No więc ten zachwyt. Złapany tam, gdzie go być nie powinno, grający z nami w chowanego: szukamy go w głośnej butelce, a on wychyla łepek z flaszki skazanej właściwie na nicość i anonimowość. Przy winie zdarza się to częściej, niż zwykło się sądzić, lecz niekiedy wstydzimy się przyznać przed innymi czy nawet przed sobą samym. Bo to zdarza się wbrew podręcznikom, wbrew naszej winiarskiej edukacji, wbrew wydanym kwotom, wbrew kursom i tabelkom, wbrew całej logice rzeczy. Dlatego wino pozostaje tajemnicą i wciąż ma przyszłość: przyszłość nieoczekiwanych zachwytów.

Myślę jeszcze o tym musiaku: przypadek zatem, nie przypadek? Wszystko było przeciw niemu: pierwszy eksperyment, odmiany dla win musujących raczej niezbyt atrakcyjne, metoda u nas niestosowana. Udało się, ale – myślę teraz – to nie był przypadek. To było serce Mariusza, a bez serducha nic się prawdziwie nie uda.