Dosięgnąć gwiazd

Istnieją na świecie miejsca jakby stworzone do obserwacji gwiazd, swojego rodzaju „rezerwaty ciemności” – obszary objęte ochroną przed zanieczyszczeniem światłem ciemności nocnej wyjątkowego środowiska naturalnego.

Chociaż certyfikowane Parki Ciemnego Nieba znajdują się głównie w Ameryce Północnej i Europie, to i w innych miejscach, jak choćby na urugwajsko-brazylijskim pograniczu, panują idealne warunki do prowadzenia gwiezdnych obserwacji. I to właśnie w takim magicznym miejscu, gdzie nikt wcześniej nie próbował uprawiać winorośli, bracia Francisco i Javier Carrau postanowili urzeczywistnić swój kolejny winiarski projekt i wybudować winiarnię, w założeniu najnowocześniejszą w całej Ameryce Południowej.

Odważna wizja
Fot. Dorota RomanowskaPrawdę mówiąc, pomysłodawcą tego pionierskiego przedsięwzięcia był ojciec braci – Juan Carrau – który już w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku postanowił robić w Urugwaju wina mogące rywalizować z powodzeniem na rynkach międzynarodowych. Zważywszy poziom, jaki wówczas prezentowało tamtejsze winiarstwo, zamierzenie to, choć nader ambitne, należałoby uznać za karkołomne. Carrau miał świadomość, że by dopiąć swego, będzie potrzebował winogron z najlepszych siedlisk w kraju. W tym celu wyekspediował swego drugiego z kolei syna – Javiera – aż pod granicę brazylijską z misją nabycia gruntów odpowiednich do uprawy winorośli. Javier spisał się na medal i w 1975 roku sfinalizował zakup 307 hektarów, do których wkrótce dodał kolejne 35. Posiadłość ochrzczono Cerro Chapeu czyli Wzgórze Kapelusz. Dlaczego akurat kapelusz? „Z powodu licznych, powstałych w wyniku erozji piaskowca wzniesień rozrzuconych po okolicy” – tłumaczy Javier.
Pierwsza, bardziej tradycyjna rodzinna winiarnia będąca własnością familii Carrau znajduje się w pobliżu stolicy kraju, Montevideo, tak jak przytłaczająca większość urugwajskich bodeg. Zaś do departamentu Rivera na północno-wschodnich rubieżach kraju trzeba naprawdę długo jechać. W najlepszym wypadku podróż zajmuje sześć godzin. Atrakcje po drodze są mocno umiarkowane; widać głównie swobodnie pasące się stada bydła, czasami strusie nandu. Za to po dotarciu na miejsce, do sielskiej posesji zdawałoby się na końcu świata, sowicie okraszonej jedynie niewysokimi pagórkami, wynagrodzone zostają wszystkie trudy nieco przydługiej wyprawy.

Sposób na odstresowanie
Uspokoić skołatane nerwy można tu na pewno. Okolica jest niemal pozbawiona zabudowań i bezludna – dookoła tylko bezmiar pastwisk i winnice, które można zwiedzać, przemieszczając się samochodem terenowym lub podziwiać z perspektywy końskiego grzbietu. Bodegi, ukończonej w 1998 roku i zaprojektowanej tak, by wtapiała się w otoczenie, praktycznie nie widać – jedynie wzgórze Cerro Chapeu jakby nakryte oktagonalnym, brązowym dachem – reszta jest pod ziemią. Na poziomie gruntu znajduje się miejsce do przyjmowania winogron i laboratorium, skąd nadzorowany jest cały proces winifikacji, poniżej są nowoczesne fermentacyjne tanki ze stali nierdzewnej w liczbie dwudziestu, jeszcze niżej – piwnice do leżakowania i dojrzewania win, głównie tannata, w dębowych beczkach. Cały proces tworzenia wina odbywa się tu metodą grawitacyjną, bez użycia pomp.

Po obu stronach granicy

Na szczycie innego wzniesienia zbudowano dom gościnny z dużym wewnętrznym dziedzińcem, basenem i najważniejszym chyba miejscem w każdej urugwajskiej posesji przeznaczonym do przyrządzania tradycyjnego asado czyli mięs z grilla. A tutejsza jagnięcina cieszy się zasłużoną sławą! Cała posiadłość po urugwajskiej stronie liczy 342 hektary, z których 40 stanowią winogrady. Kolejnych 60 należących do rodziny Carrau hektarów rozciąga się już w Brazylii, spośród których pięć obsadzonych jest winoroślą. Tutejsza bodega(hiszp.) piwnica, winiarnia, firma winiarska.. jest niemal na ukończeniu. Pozostałe grunty zajmują pastwiska dla bydła i owiec rasy cara mora oraz koni. Całości dopełniają gaje oliwne, choć dotychczasowe zbiory oliwek nie były zadowalające. Za to miód jest fantastyczny! W okolicy bynajmniej nie roi się od innych winiarni; kiedy w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku rodzina Carrau zdecydowała się na winiarską inwestycję w tych stronach, w regionie nie było żadnej innej bodegi. Obecnie ten stan nie uległ bynajmniej diametralnej zmianie – owszem, pojawiły się cztery, ale po drugiej stronie granicy, w Brazylii. Po stronie urugwajskiej jak dotychczas zanotowano powstanie jednej czy dwóch niewiele znaczących, malutkich winiarni. Zresztą ile by ich nie było, posiadłość Cerro Chapeu i tak pozostanie nie tylko jedną z najpiękniejszych, ale i najbliższą natury. Nawet obserwowane z tego miejsca gwiazdy – Krzyż Południa, Droga Mleczna czy Wielki Obłok Magellana – wydają się być w zasięgu ręki, tak genialnie je widać w bezmiarze niezakłóconej niczym ciemności. Jest to jedno z tych miejsc na ziemi, gdzie bez najmniejszego trudu można delektować się każdym, nawet najbardziej błahym aspektem życia.