Legenda Lafite

Ci z nas, którzy czytają magazyny winiarskie, prawdopodobnie są przeświadczeni, że kryterium decydującym w kwestii sprzedaży wina jest jego jakość. Sporo miłośników wina żywi też głębokie przekonanie, iż cena jest co najmniej równie ważna.

Osobiście odżegnuję się od dostrzegania bezpośredniego związku między ceną i jakością, będąc przekonaną, że na ryn­ku aż się roi od win o sztucznie zawyżonych cenach i – z drugiej strony – od niedocenionych prawdziwych perełek.
Z pewnością moja ostatnia wizyta w Chinach dobitnie uświadomiła mi potęgę, jaką na winiarskim rynku może mieć marka, co odróżnia go od sytuacji panującej na potężnym rynku piwa, wódki oraz innych napojów zdominowanych przez garść potentatów i wielkie budżety marketingowe.
Nie da się ukryć, że w Chinach nazwa „Lafite” ma wprost nieprawdopodobny wy dźwięk. Na tyle niesamowity, że Carruades de Lafite, będące drugim winem Château Lafite­-Rothschild i czasami po prostu niespecjalnym, jest sprzedawane w cenie wyższej niż zupełnie wyjątkowe Château Cos d’Estournel. A właściciele należącej do Lafite linii Légend, będącej linią podstawowych win bordoskich, sprzedają je do Chin po niezwykle wysokich cenach tylko i wyłącznie z powodu magicznego słowa „Lafite” widniejącego na etykiecie.

Zakręty mandaryńskiego

Château Lafite napisane chińskimi znakami/A. TęsiorowskaWidziałam ich podstawowe winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...), rocznik 2005, z nazwą „Lafite” umieszczoną pod słynnymi pięcioma strzałami – symbolem Lafite­-Rothschild – w cenie 950 juanów (około 70 funtów) za butelkę w karcie win supermodnej restauracji Grand Hyatt Beijing. Warto zauważyć, że w tej samej karcie win jego odpowied­nik z innej linii Rothschild – Mouton – kosztował „zaledwie” 350 juanów. Jak wytłumaczyć tę rozbieżność pomiędzy dwoma winami pochodzącymi niemal z identycznych posiadłości w Bordeaux?
Właśnie w Chinach zdołałam rozwiązać tę frapującą zagadkę – dlaczego jedno wino spośród innych premier crus(fr.) zbiór, obszar uprawy, parcela, działka.Przeważnie n... classés: Mouton­Rothschild, Margaux, La­tour i Haut­Brion na tym konkretnym rynku bije je na głowę pod względem popularności i ceny.
Myślę, że na początku musimy zdać so­bie sprawę, iż Chiny są rynkiem bardzo podatnym na obrazy i dla Chińczyka zakup wina, czy to w restauracji, czy też jako prezentu, świadczy o jego statusie. Z tego też powodu Chiny są świetnym celem dla rozmaitych wyrafinowanych marek. Jeśli pojedziesz do Chin i wystarczająco skutecznie wmówisz ich mieszkańcom, że twój produkt jest najlepszy, masz 1,3 miliarda ludzi w kieszeni.
Tylko że moje badania nie zdołały tak naprawdę ujawnić niczego, co zostałoby dokładnie, z zimną krwią, zaplanowane. Jechałam do Chin przez Hongkong, więc już tam zaczęłam badać, czemu Lafite zawdzięcza swą renomę. Wszystkie odpowiedzi były cokolwiek wymijające.
Najlepsze uzasadnienie zdołałam uzyskać od pierwszej Azjatki mogącej poszczycić się tytułem Master of Wine – Jeannie Cho Lee, urodzonej w Korei i wykształconej w Ameryce. Jej wytłumaczenie było proste – „Lafite” łatwiej wymówić w języku mandaryńskim niż nazwy innych posiadłości zaliczanych do premier crus classés. Ale mnie, osobie, dla której język mandaryński z całą pewnością nie jest językiem ojczystym, trudno było uznać to wyjaśnienie za zadowalające.
Kiedy już znalazłam się w Chinach, nie omieszkałam popytać rozmaitych osób, łącznie z Marcusem Fordem – menedżerem restauracji Bund w Szanghaju, który również, chociaż bez specjalnego przekonania, napomykał coś o trudnoś­ciach w wymowie nazw pozostałych premier crus classés. Nie do końca potrafił rozwiać moje wątpliwości, chociaż z powodzeniem od lat kupował, podawał i sprzedawał w Chinach wina. Zdołał jednak zwrócić moją uwagę na to, że Lafite wyjątkowo sprytnie wylansowało swoją markę w Chinach i że linia Légend (według mnie o zbyt wygórowanych cenach) znana jest tu jako Little Lafite. Genialne! Od początku powinni byli tak ją nazwać.

Pierwsze „premiere”

Chiński rynek winiarski zdominowany jest przez trzech dystrybutorów skaczących sobie do gardeł. Największym z nich, cieszącym się najmocniejszą pozycją, jest ASC prowadzony przez ojca i syna, noszących takie samo imię – Don St. Pierre. W czasie jednej z imprez o charakterze charytatywnym usiadłam obok Don Pierre’a seniora i rozpoczęłam dochodzenie, dlaczego Lafite, dystrybuowane przez jego najpotężniejszego rywala Summergate’a, sprzedaje się na rynku chińskim o wiele lepiej niż importowane przez niego samego inne wina premier crus classés, takie jak Château Latour, Château Margaux i Château Haut­Brion (dopiero potem zdałam sobie sprawę, że owo indagowanie nie było zbyt grzeczne…).
Słysząc to pytanie, mój rozmówca wzruszył ramionami i unosząc jednocześnie brwi oraz załamując ręce, w końcu bezradnie stwierdził: „nie mam najmniejszego pojęcia”. Chociaż, będąc człowiekiem Zachodu sprzedającym Chińczykom wina dłużej niż ktokolwiek inny, wskazał na znaczenie, jakie dla Chińczyków ma klasyfikacja z 1855 roku. Trzeba mieć na uwadze, że chociaż Chińczycy w zdecydowanej większości nie posługują się biegle językiem angielskim, nie wspominając już o umiejętności poruszania się w kwestii przyznawanych punktów i rozmaitych rankingów, żywią wielki szacunek dla długowieczności bordoskiej klasyfikacji.
A jak wiadomo Château Lafite, historycznie rzecz ujmując, pojawiło się jako pierwsze na liście pięciu premier crus classés. W tej kolejności mój rozmówca doszukiwał się czynnika sprawczego szczególnego uwielbienia, jakim Chińczycy darzą Lafite.

Château Lafite jako chińska tortura

Kolejną przesłuchiwaną przeze mnie osobą był Ian Ford, amerykański szef Summergate z Szanghaju – szczęśliwego importera kilku setek kartonów Château Lafite, imponującego morza Carruades i oceanu Little Lafiterocznie. Jakim cudem, zastanawiałam się, Lafite bije na głowę swoich „ziomków” na tym potencjalnie największym winiarskim rynku świata?
Chińczycy stoją murem za Lafite/Fot. PQ„Nie wiem – odpowiedział Ian z rozbrajającą szczerością – zapewne to kwestia marki, ale nie przypisuję sobie zasług w tej materii. Z pewnością nie jest to kwestia smaku”.
Zgodziłam się z tym stwierdzeniem bez oporów. Na pewno jestem większą zwolenniczką smaku Lafite niż przeciętny Chińczyk. To bardzo wytrawneokreślenie wina, w którym, teoretycznie, cały cukier na d..., niemal surowe, o pięknym bukiecie i eleganckim stylu wino musi być szczególnie trudne w odbiorze dla nowicjuszy w winiarskim świecie. A już na pewno torturą musi być picie go w towarzystwie większości potraw charakterystycznych dla kuchni chińskiej bez względu na to, czy mamy do czynienia ze słodko­kwaśnymi lub pikantnymi daniami rozmaitych chińskich prowincji, czy z wyszukanymi, pełnymi trufli i foie gras daniami podawanymi w luksusowych restauracjach hotelo­wych, gdzie większość butelek Lafite zapewne jest otwieranych przez wyrastających jak grzyby po deszczu chińskich milionerów.
„Ale – kontynuował mój rozmówca – trzeba przyznać, że Lafite zaangażowało się w ten rynek od samego początku. Prezes spółki Christophe Salin pierwszą podróż do Chin odbył w 1992 roku. Sama nazwa „Lafite” nie jest trudna do wymówienia dla Chińczyków, a rodzina Rothschildów bardzo uważnie obserwo­wała rynek chiński. Syn barona Erica de Rothschilda nawet uczy się języka man­daryńskiego. No i mają świetną stronę internetową w języku chińskim”.
A więc tu Cię mam, bratku! Oto kilka wskazówek, jak odnieść sukces na nowym rynku – znaleźć się na nim przed innymi, mieć łatwą do wymówienia nazwę i koniecznie nie zapomnieć o stronie internetowej!

Tłumaczenie Dorota Romanowska

Śródtytuły pochodzą od redakcji

Jancis Robinson

Jeden z największych autorytetów winiarskich na świecie. Autorka wielu książek, w tym redaktorka i współautorka monumentalnego The Oxford Companion to Wine – biblii wszyst­kich winomanów. Nasza współpracowniczka. Jej sylwetkę przedsta­wialiśmy obszernie w artukule: Jancis Robinson