Najlepsze winnice świata?

tekst ukazał się w „CW” nr 103, wrzesień 2019 | kup ten numer | prenumerata | e-wydanie

Bodegas Garzón
Bodegas Garzón

Jancis Robinson MW
Jancis Robinson
Znany jest Wam pewnie ranking „World’s 50 Best Restaurants” (50 najlepszych restauracji świata). To coroczny harmider, który w 2002 roku wyśnili Chris Maillard i Joe Warwick z brytyjskiego magazynu „Restaurant”. Od tego czasu impreza niezmiennie zyskuje na popularności. Ma wielki rozgłos i przyciąga więcej sponsorów, niż można sobie wyobrazić.

Cały ten pomysł budzi mój sceptycyzm. Każdego roku zespoły sędziów o bardzo różnym poziomie kompetencji i doświadczenia wybierają 50 restauracji na całym świecie tylko po to, aby później „zwycięzca” mógł wypełnić ogrom przestrzeni w prasie i internecie. Nie jest jednak możliwe, aby w ciągu 12 miesięcy ktokolwiek był w stanie odwiedzić chociaż raz każdą z tych 50 restauracji, nie mówiąc już o rzetelnej ocenie ich jakości. Bo jak, do licha, można w jednej kategorii umieścić proste, lecz fantastyczne restauracje rodzinne z tymi, które walczą o gwiazdki Michelina?

To prawie tak niedorzeczne, jak robić podobny ranking dla poszczególnych win…! Chwila. Właśnie sobie przypomniałam, że „Wine Spectator” wypluwa co roku listę Top 100. Cóż…

A teraz mamy też „World’s Best Vineyards” , coroczny ranking 50 najlepszych winnic świata. W tym roku wystartują w lipcu pod freskami Rubensa w Londyńskim Domu Bankietowym. Wszystko to wymyślił Andrew Reed, dyrektor zarządzający firmy William Reed, odpowiedzialny za organizację targów i wydarzeń. Sama firma w branży winiarskiej prawdopodobnie najbardziej znana jest jako aktualny właściciel konkursu „International Wine Challenge”. Sprzedali swoje związane z alkoholami tytuły prasowe, w tym magazyn „Restaurant”. Idą z duchem czasu, myślałby kto.

Ranking 50 najlepszych restauracji świata jest prawie tak niedorzeczny, jak podobny ranking dla poszczególnych win…! Chwila. Właśnie sobie przypomniałam, że „Wine Spectator” wypluwa co roku listę Top 100. Cóż…

Reed uzasadnia przyznawanie nagród w następujący sposób: „Winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) produkowane jest w przeszło sześćdziesięciu krajach na całym świecie i ma ogromne znaczenie dla gospodarki wielu z nich. W samych Stanach Zjednoczonych około 17 procent wszystkich podróżujących w celach wypoczynkowych wybiera miejsca związane z kuchnią i winem. »The World’s Best Vineyards to Visit« (Najlepsze winnice świata, które trzeba odwiedzić) to wydarzenie, które nie tylko wyróżnia te wspaniałe miejsca, ale też przyciąga turystów z kraju i zagranicy. W czasach, kiedy młode pokolenie pragnie wyjątkowych i oryginalnych doświadczeń, te winnice są obowiązkowym punktem na mapie podróży”.

Organizacja wydarzenia jest właściwie zbliżona to tego związanego z restauracjami: ceremonie wręczania nagród odbywają się w różnych miejscach na całym świecie, a lokalne panele sędziowskie zgłaszają swoje propozycje. Jak mówi Reed: „Sędziowie nie dysponują żadnym ściśle określonym zestawem kryteriów, bo to by dało schematyczne wyniki. Chodzi o równowagę pomiędzy miejscem, winem i tym, jak się ich doświadcza. Innymi słowy, najważniejsze jest ogólne wrażenie konsumenta. Dobrze, jeśli można zacząć od doskonałego wina, ale nie tylko o to chodzi. Dobre wrażenie przyciągnie turystów do winnicy, pozwoli im dzielić magię tego miejsca, popularyzować winnicę i region wśród znajomych”.

W rzeczy samej turystyka to obszar, w którym świat wina miałby jeszcze bardzo dużo do zaoferowania (nawet jeśli podróże budzą wiele kontrowersji w związku z opłakanym stanem naszej planety i jej przyszłością). Zdaje się, że są nawet konferencje na temat enoturystyki. Dobrze widziane jest, kiedy winnica może pochwalić się dobrą restauracją i szeroko otwartymi drzwiami piwniczki, gdzie odwiedzającym oferuje się przepyszne pamiątki z przemiłej, miejmy nadzieję, wizyty. Nowe nagrody są zatem przedstawiane światu winiarskiemu jako coś, co wygeneruje zarówno sławę, jak i wzrost sprzedaży.

Rodzina Zuccardi
Sebastian, Julia, José Alberto i Miguel Zuccardi | fot. archiwum Familia Zuccardi

Dwa pierwsze miejsca w tegorocznej klasyfikacji przyznane zostały nowo powstałym posiadłościom w Ameryce Południowej: szalenie nowoczesnej winiarni Sebastiána Zuccardi położonej daleko na północ w argentyńskiej Dolinie Uco; oraz Bodega(hiszp.) piwnica, winiarnia, firma winiarska.. Garzón, winnicy i winiarni w Maldonaldo, południowo-wschodnim krańcu Urugwaju, pozostającej w rękach właścicieli o szalonej ambicji. Sebastián należy do trzeciego pokolenia Zuccardich, które zajmuje się winiarstwem. Wielu miłośników wina z całego świata dużo lepiej jednak pamiętać będzie jego żywiołowego ojca, José Alberto, który rezydował w ich pierwszej rodzinnej winiarni na przedmieściach Mendozy, gdzie jest o wiele cieplej. W tym czasie Sebastián tworzył nową winnicę i winiarnię, a do tego restaurację (korzystającą z lokalnych produktów, ale o tym już wspominać nie trzeba).

Garzón jest wytworem umysłu argentyńskiego milionera, magnata naftowego Alejandro Bulgheroni. Jego winiarnia z systemem grawitacyjnym otwarta została bardzo niedawno, bo w 2016 roku (choć pierwsze nasadzenia miały miejsce w roku 2008 na tysiącu odrębnych działek o łącznej powierzchni 200 ha; bułka z masłem). A już gotowe są hotel i pole golfowe.

Na liście najlepszych 50 winnic jest tylko siedem francuskich adresów. To zadziwiające, że kraj, który rzekomo produkuje więcej doskonałego wina niż jakikolwiek inny, nie sprzyja turystyce

Południowa Afryka wypełniła aż pięć miejsc w pierwszej dziesiątce nowego rankingu najlepszych „winnic” (a właściwie posiadłości winiarskich). Numery trzy i cztery to Hiszpania (López de Heredia) i Portugalia (Quinta do Crasto). Francuska posiadłość pojawiła się po raz pierwszy dopiero na miejscu 16. – bordoska Château Smith Haut Lafitte. Jej właściciele, Florence i Daniel Cathiard, w pełni zasługują na uznanie za to, co zrobili: wybudowali hotel, restaurację i spa. Jako pierwsi zastosowali podejście w pełni zrównoważone.

Na liście najlepszych 50 winnic jest tylko siedem francuskich adresów. To zadziwiające, że kraj, który rzekomo produkuje więcej doskonałego wina niż jakikolwiek inny, nie sprzyja turystyce (w Bordeaux to słowo przez długi czas uważane było za bardzo brzydkie).

Ale jeszcze dziwniejsze jest – pamiętając o ogólnej opinii (z mojego doświadczenia wynika, że zgodnej ze stanem faktycznym) na temat włoskiej gościnności – że w pierwszej 50 jest tylko jedna tamtejsza posiadłość: nowiutki przybytek Antinorich w Toskanii, na południe od Florencji. Urugwajskich posiadłości jest w rankingu dwa razy tyle.

Zdziwił mnie także fakt, że na liście zobaczyłam jedynie dwa amerykańskie nazwiska – Robert Mondavi i Opus Onewspólne przedsięwzięcie Robera Mondaviego („papieża”... (...) – zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Napa Valley była jak dotąd regionem przyciągającym najwięcej turystów, w dodatku dość zamożnych.

Wszystko to sprowadza się do wniosku, że lista ta, podobnie jak jej restauracyjny odpowiednik, pozostawia szerokie pole do dyskusji, krytyki i potencjalnych ulepszeń. Ale najprawdopodobniej właśnie o to chodzi.

Podejrzewam, że z komercyjnego punktu widzenia bezsprzecznym zwycięzcą jest William Reed. W roku inauguracyjnym głównym sponsorem był International Wine Challenge, również należący do Williama Reeda. Jak twierdzi Andrew Reed: „Chodzi przede wszystkim o to, aby podnosić prestiż turystyki winiarskiej na świecie, więc owszem, wierzę, że okazji do efektywnego sponsoringu nie brakuje”.

tłum. J. Boetzel