Najbiedniejszy prezydent świata

Posiada wiejski domek, psa bez nogi oraz volkswagena garbusa z 1987 roku. 90 procent swojej prezydenckiej pensji oddaje na cele charytatywne. Nie zgodził się na przeprowadzkę do rezydencji należnej sprawującemu urząd prezydentowi.

Wraz z żoną, senator Lucia Topolansky, nadal mieszka w starym domu na farmie pod Montevideo. Twierdzi, że jest spełnionym, zadowolonym z życia człowiekiem i nie potrzebuje luksusów, by być szczęśliwym. José Mujica – prezydent Urugwaju.

Siedemdziesięciosiedmioletni Mujica, nazywany w Urugwaju Pepe, został właśnie nominowany do pokojowej Nagrody Nobla. Bynajmniej nie z powodu zadziwiającej jak na polityka skłonności do życia w biedzie – holenderska organizacja pozarządowa, która zgłosiła jego kandydaturę, w uzasadnieniu wniosku podkreśla jedynie zasługi dla procesu legalizacji marihuany. Urugwaj bowiem, pod rządami Pepe, jako pierwszy kraj na świecie zalegalizował sprzedaż „trawki” (w aptekach) oraz zezwolił na posiadanie sześciu krzaków w przydomowych ogródkach. W roku 2014 nominowano do Pokojowej Nagrody Nobla rekordową liczbę osób, w tym papieża Franciszka i prezydenta Putina. Mujica nagrody pewnie nie dostanie, ale zrobiło się przy okazji wyjątkowo głośno o nim i Urugwaju. Dziennikarze, skuszeni kontrowersyjnym tematem legalizacji narkotyków, ze zdumieniem przecierali oczy, zagłębiając się w biografię i poglądy Mujicy.

Mały kraj wielkich przemian

Fot. Archiwum Ambasady Republiki Urugwaju w PolsceFenomen Mujicy nie byłby jednak możliwy bez ponad stuletniej tradycji demokratycznej Urugwaju, silniejszej niż w jakimkolwiek kraju Ameryki Południowej. Na początku XX wieku nastąpił tu faktyczny rozdział państwa od Kościoła, przyznano wszystkim mieszkańcom prawa wyborcze, stworzono publiczny system ubezpieczeń. Już przed II wojną światową nazywano Urugwaj „drugą Szwajcarią” – dostawy żywności do wyniszczonej wojną Europy wzmocniły jeszcze bardziej gospodarkę tego niewielkiego kraju. Kryzys społeczny wywołany przez próby ekspansji komunistycznej w Ameryce Łacińskiej, nadszedł w latach 60. Uruchomił dobrze znaną z Argentyny czy Chile lawinę przemocy po obu stronach konfliktu. W Urugwaju skala represji była jednak mniejsza. W 1980 roku odbyło się zaskakujące referendum, w którym wojskowi będący przy władzy zapytali społeczeństwo czy… nadal chce być gnębione. Nietrudny do przewidzenia wynik dał początek przemianom. Od roku 2005 rządzą tu liberałowie z partyzancką przeszłością Tupamaros.

Od partyzanta do prezydenta

José nie zawsze był pacyfistą – zaczynał jako członek partii narodowej, potem zmienił poglądy i walczył z bronią w ręku w radykalnej, komunistycznej partyzantce Tupamaros, która również miała na sumieniu napady na banki, porwania i morderstwa. W roku 1973 trafił do więzienia. Za kratkami spędził 14 lat – większość wyroku w zupełnej izolacji. Był również, podobnie jak jego przyszła żona, bity i torturowany. Swoich oprawców, skazanych na więzienie dopiero w roku 2005, teraz najchętniej widziałby w areszcie domowym: „Nie po to walczyłem, żeby trzymać w więzieniu starców” – zwykł mówić. „Są w życiu długi, których nie da się odzyskać” (cytuję za Arturem Domosławskim).
Od połowy lat 80. zaangażowany w odbudowywanie demokracji w Urugwaju – jako senator i minister zasiadał w parlamencie i rządzie. W 2010 wygrał wybory prezydenckie, ale na drugą kadencję się nie zapowiada. Nie wszystkie decyzje Mujicy przypadły do gustu jego wyborcom. Prócz ustawy o legalizacji marihuany, sporo kontrowersji wzbudziło również prawne uznanie małżeństw jednopłciowych i legalizacja aborcji. Wszystko wskazuje na to, że kolejnym prezydentem Urugwaju zostanie jego poprzednik Tabaré Vázquez, a wiceprezydentem… żona Mujicy.
Plotka o tym, iż José Mujica planuje po przejściu na emeryturę zaadoptować gromadkę dzieci, by uczyć je uprawy roli, została zdementowana w prasie urugwajskiej przez samego zainteresowanego. Wcześniej jednak zaczęła żyć własnym życiem, przekazywana przez kolejne agencje prasowe jako ładna pointa „bajki o dobrym El Presidente”.
Swoją drogą, szkoda, że nie ma on również w planach poprowadzenia ochronki dla byłych i obecnych prezydentów, oligarchów, despotów i dyktatorów. Istnieje obawa, że nikt z nich nie przeżyłby pierwszych pięciu minut w gościnie u Mujica – szok na widok skromnych warunków, w których żyje „najbiedniejszy prezydent świata”, mógłby okazać się zabójczy. Nie tylko dla Janukowycza…