Wiek niewinności

tekst ukazał się w „CW” nr 102, sierpień 2019 | kup ten numer | prenumerata | e wydanie

„Skrzydełko czy nóżka” (1976)
Louis de Funès w „Skrzydełko czy nóżka” (1976) | źródło: IMDB

Louis de Funès zmienił styl życia. Wprowadził rygorystyczną dietę, rzucił palenie, zrezygnował z teatru i nie rwał się przed kamerę. Ledwo wygrzebał się z zawału, nikt nie dziwił się emeryturze. Ale nie Claude Zidi – człowiek-instytucja francuskiej kinematografii, który uwiódł aktora własnym scenariuszem, tematem aktualnym i… misyjnym, choć, oczywiście, komediowym.

Łukasz Modelski | fot. J. Poremba
Łukasz Modelski | fot. J. Poremba
U szczytu kariery był wówczas Coluche – aktor, komik, późniejszy założyciel sieci charytatywnych jadłodajni i kandydat na prezydenta Francji (tak dobrze mu szło, że musiał zrezygnować – od ludzi, którzy karierę polityczną traktowali poważnie, dostawał równie poważne listy z pogróżkami; wygrał Mitterand). De Funès zagrał więc z Coluche’em. Był rok 1976 (ten, w którym w Langwedocji znów strzelali do winiarzy), film wszedł na ekrany pod tytułem Skrzydełko czy nóżka.

Oczywiście dziesięć lat wcześniej powstała już Sławna restauracja – de Funès był współautorem scenariusza – hołd złożony francuskiej gastronomii (bombastyczny nieco, prawda, bo i tamta francuska gastronomia niewolna od patosu) z czasów sprzed nouvelle cuisine i rewolucji panów Gault&Millau. To tam Monsieur Septime uczy kelnerów płynnego podawania w kultowej scenie tańca synchronicznego oraz pozwala sobie na zaskakujące dzisiaj łączenie Hitlera z… Niemcami. Rok 1976 to już jednak inne czasy. Dwa lata wcześniej do władzy dochodzą Valery Giscard d’Estaing i Helmut Schmidt, po roku mówi się już o „parze francusko-niemieckiej”, Niemców w historii z Hitlerem zastępują naziści, a francuska gastronomia ma zupełnie inne zmartwienia niż synchronizacja serwisu. Oto bowiem tożsamość gastronomiczna Francji jest w niebezpieczeństwie. Co więcej– wróg najwyraźniej odpowiada na tzw. potrzeby społeczne. Jednym słowem: wszystkim pasuje. Wróg nazywa się Jacques Borel, jest człowiekiem, który na jedenaście lat przed siecią McDonald’s wprowadził do Francji pierwszego hamburgera.

Sławna restauracja
Louis de Funès w „Sławnej restauracji” (1996)

W roku 1957 ukazują się Mitologie Rolanda Barthesa ze słynnym esejem o steku i frytkach jako esencji, istocie, żywym symbolu francuskości. W tym samym roku, na rue de Colisée, rzut kamieniem od Pól Elizejskich, Jacques Borel otwiera pierwszą l’Auberge Express. Francja, nieznająca pojęcia „szybkiego posiłku”, traci dziewictwo. Borel ma ambicje obsługiwać „12 klientów na minutę, czyli jednego w pięć sekund”, jak ogłasza. Sukces.

„Take you to the cinema and leave you in a Wimpy Bar” – śpiewał zespół Jethro Tull w 1971 roku. Wimpy, najbardziej kultowa sieć fast foodu w historii, była wówczas tak popularna, że jej nazwa weszła do potocznej angielszczyzny. Hamburgery z Wimpy nie były postrzegane jako jedzenie „gorsze”, „niezdrowe” czy „zastępcze”. Nie – w Wimpy podawano zdobycz nowych czasów: jedzenie łatwe, szybsze, tanie – po prostu inną formę kuchni. Sieć, która powstała w Chicago w 1934 roku, 20 lat później wypełniła gastronomiczną pustkę wciąż powojennej Brytanii. Przed kontynentalną Europą zatrzymał ją kanał La Manche.

Jacques Borel pierwszego hamburgera tej sieci zjada w roku 1949 podczas stażu w Chicago. W roku 1961, w samym centrum Paryża, otwiera jej pierwszy francuski lokal. To Wimpy, ale Borel nazywa go „Kawiarnią roku 2000”. Tak, taka będzie przyszłość. Sukces. Wkrótce we Francji działa 20 lokali Wimpy (możliwość wzięcia dowolnej ilości ketchupu i musztardy przekonuje społeczeństwo) i działałoby więcej, ale Borel wpada na kolejne koncepty. Restauracje za bony, restauracje nad autostradami, hotele. Na to wszystko potrzeba pieniędzy. Tylko dlatego przedsiębiorca nie inwestuje w Wimpy. W roku 1969 restauracja w Saint-Albain, nad burgundzką częścią Autostrady Słońca, obsługuje dziennie ponad 14 tysięcy gości. To rekord. To sukces. Najważniejszą jednak inwestycją Borela jest grupa zakupowa, która wykorzystując potęgę skali, wprowadza zunifikowany standard produktu podawanego we wszystkich restauracjach biznesmena. Siekana wołowina Borela jest 6–7 razy tańsza od Barthesowskiego befsztyka. Standard jest niski, ale powtarzalny, koszt składników – bardzo niski, przez to marża większa. I o tym właśnie jest Skrzydełko czy nóżka.

„Skrzydełko czy nóżka” (1976)
„Skrzydełko czy nóżka” (1976) | źródło: IMDB

Zidi, de Funès i Coluche ruszają w roku 1976 na ratunek tradycyjnej francuskiej gastronomii. Pamiętacie tortury, jakie funduje właścicielowi przewodnika gastronomicznego zdeklasowany (pozbawiony dwóch gwiazdek) były właściciel włoskiej restauracji? Nasz bohater musi zjeść sałatę, ślimaki, ostrygi, cassoulet, choucroute i kurę z rosołu z warzywami. Zdesperowany Włoch wmuszający w niego to wszystko, wmuszając, płacze niemal. Wie, że to fatalne jedzenie (nie przebiera w słowach), ale on tylko podgrzewa to, co przychodzi z centrali, od „wielkiego szefa”. A wielki szef to złowrogi Jacques Tricatel – rysy Jacquesa Borela są u niego oczywiste.

Skrzydełko czy nóżka to ostatnie świadectwo wieku niewinności, kiedy 20 restauracji Wimpy było powodem do niepokoju. Cztery lata później we Francji otworzył się pierwszy lokal sieci McDonald’s, która dziś jest tam pod ponad 1400 adresami. Jacques Borel w roku 2008 otrzymał Legię Honorową za walkę na rzecz obniżenia podatku VAT w sektorze HORECA. A nieoczywiste Château Leoville Las Cases 1953, które pozbawiony smaku Louis de Funès rozpoznaje w filmie bez wąchania i kosztowania, wygłaszając przy okazji pochwałę grandeur francuskiego winiarstwa, można jeszcze kupić za 1500–2000 złotych.