Wschód jest czerwony

Ze stwierdzeniem, że chińska gospodarka jest dziś jedną z najdynamiczniej rozwijających się na świecie, zgodzi się chyba każdy. Ale czy ta dynamika dotyczy również sektora winiarskiego? Wydaje się to mało prawdopodobne. A jednak.

Na wieść, że wybieram się do Chin, wielu znajomych unosiło w zdziwieniu brwi: – Ty wybierasz się do Chin? A po co? Przecież tam się nie robi wina – mówili. Od dobrych kilku lat przyzwyczajeni są do moich licznych podróży, ale dotychczas ograniczały się one zdecydowanie do krajów winiarskich. Eskapada do Chin wydawała się wszystkim niezrozumiałą ekstrawagancją. – A właśnie, że się robi – odpowiadałam. Tyle że nie do końca byłam co do tego przekonana. W gruncie rzeczy nie miałam pojęcia, jak wygląda tamtejsze winiarstwo ani jakie są jego efekty.

Galopująca ekspansja

Fot. K. WangGdy spojrzymy na mapę, trudno się specjalnie dziwić, że Chińczycy wzięli się również do uprawy winorośli i produkcji wina, jako że odpowiednich do tego warunków na olbrzymiej przestrzeni ich państwa nie brakuje. Prowincja Shandong w północno-wschodnich Chinach leży na tej samej szerokości geograficznej co kalifornijska dolina Napa. Inny obszar uprawy winorośli – północna prowincja Hebei – znany jest jako wschodnie Bordeaux, co tłumaczy położenie na tej samej szerokości geograficznej co najsłynniejszy francuski okręg winiarski.
Chociaż niektórym trudno w to uwierzyć, Chiny zajmują dziś szóste miejsce wśród producentów wina na świecie (pod względem ilości). Według raportu opublikowanego przez Berry Bros & Rudd, najstarszą brytyjską firmę handlującą winem, w roku 2058 staną się numerem jeden. W tym samym raporcie czytamy również, że liczba chińskich winiarni z około 400 wzrośnie ponad dziesięciokrotnie w ciągu najbliższych 50 lat. Obecnie obszar uprawy winorośli w Chinach wynosi ponad 300 tysięcy hektarów i nieustannie się powiększa. To już teraz znacznie więcej niż w Grecji, Portugalii, Bułgarii czy na Węgrzech, czyli w tradycyjnych krajach winiarskich.

W pobliżu świętej góry

Chociaż na razie nie należy traktować wycieczki do Chin w kategoriach podróży enoturystycznej, to będąc na miejscu, warto odwiedzić jakieś winiarnie, szczególnie że niektóre mieszczą się w pobliżu stolicy (Château Changyu) lub w samym Pekinie (Dragon Seal). Jeśli ktoś się wybiera na południe, polecam wizytę w winiarni Château Huadong-Parry w prowincji Shandong.
W winnicach założonych w połowie lat 80. ubiegłego stulecia przez Michaela Parry’ego – angielskiego marszanda winiarskiego z Hongkongu – uprawiane są różne szczepy. Wina robi się jednak przede wszystkim z dwóch: chardonnayfrancuska odmian białych winogron, jedna z najbardziej rozp... (...) i caberneta sauvignon. To właśnie tutaj powstały pierwsze chińskie wina odmianowe. Winiarnia mieści się w pobliżu Qingdao, znanego z produkcji świetnego piwa Tsingdao, najlepszej chińskiej marki eksportowej.
Fot. K. WangDroga z tej byłej niemieckiej kolonii do winiarni zajmuje niespełna 40 minut. Po drodze mijamy dynamicznie rozwijające się miasteczka uniwersyteckie i malownicze wzgórze Laoshan – jedną z najświętszych chińskich gór. Otoczona wzniesieniami winiarnia przywodzi na myśl europejskie château. Dopóki na powitanie nie wyjdzie młodziutka hostessa o orientalnych rysach twarzy, można ulec złudzeniu, że znajdujemy się we Francji. Ale czar szybko pryska w momencie, gdy dziewczę zaczyna recytować wyuczony tekst, po czym prowadzi do sali kinowej, w której odbywa się projekcja filmu przedstawiającego historię winiarni. Następnym punktem programu jest zwiedzanie winnic. Najlepiej powstrzymać się od zadawania pytań, bo chociaż Chinka mówi całkiem płynnie po angielsku, nie dysponuje wiedzą umożliwiającą udzielenie odpowiedzi.
Z podobną sytuacją miałam do czynienia już wcześniej w Château Changyu, zatem nie pozostawało nic innego, jak przyjąć to jako standard. Na razie chińskie winiarnie nastawione są na podejmowanie swoich obywateli, którzy nie zadają jeszcze kłopotliwych pytań o podłożu enologicznym.
W czasie degustacji również należy porzucić nadzieję na uzyskanie odpowiedzi na jakiekolwiek pytanie; winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) trzeba zdegustować i ocenić samemu. Zapewniam, że nikt nie będzie nam sugerował, jakie aromaty czy smaki powinniśmy wyczuwać. Można się delektować w spokoju. I bardzo dobrze, bo zarówno tutejsze chardonnay, jak i podane po chwili cabernety warte są uwagi. Może gdyby w czasie wizyty udało się natknąć na Lincolna Sauera, Australijczyka pełniącego funkcję głównego winemakera w winiarni Huadong, wizyta nabrałaby rumieńców, ale chiński scenariusz najwyraźniej nie przewidywał takiej sytuacji.

Co się działo w Roku Smoka

Umawiając się na turystyczną wizytę w Dragon Seal w Pekinie, powinniśmy się przygotować, że na dobry początek zostaniemy w ekspresowym tempie przegonieni po muzeum prezentującym dokonania winiarni. W czasie takiej akcji co bardziej zaawansowanym wiekowo jednostkom wyraźnie staje przed oczami miniona epoka, w której obfitość różnego rodzaju akademii gloryfikujących zdobycze socjalizmu była na porządku dziennym.
Również w czasie tej rundy pytań zadawać nie należy, bo przewodnik po muzeum ma opanowane tylko wybrane kwestie. Ale już po chwili, w osobnej sali czeka niespodzianka – profesjonalna prezentacja przedstawiająca długą historię winiarni zakończona degustacją. Nad całością tutejszej produkcji czuwa francuski winemaker(ang.) twórca, kreator wina.Termin szeroko określający os... (...) wspomagany przez dwóch wykształconych we Francji enologów chińskich. Podczas prezentacji jeden z nich nie kryje dumy z sukcesów odniesionych przez powstałe w Dragon Seal wina – Chardonnay przyznano srebrny medal na konkursie „Chardonnay du Monde” w Burgundii, a Huailai Reserve Red (kupaż caberneta z syrah) – brązowy medal w konkursie bordoskim. Medale zdobyte w lokalnych konkursach trudno zliczyć. Najwyraźniej wpływ Roku Smoka, w którym światło dzienne ujrzały pierwsze butelkityp butelek o różnym kształcie, pojemności i kolorze, pr... sygnowane jako Dragon Seal miał tu niebagatelne znaczenie.

Fot. D. RomanowskaChâteaux w chińskim wydaniu

Wspomniane wina są jak najbardziej godne uwagi. Ale niestety dominującą pozycję na rynku Państwa Środka mają produkty gigantów takich jak Changyu, Dynasty czy Great Wall – to ich produkty spotkamy w sklepach jak Chiny długie i szerokie. Kupując butelkę takiego wina i chcąc się przekonać, na jakim etapie jest obecnie chińskie winiarstwo, ten i ów nabędzie przekonanie, że tamtejsze wina raczej słabo nadają się do picia. Niestety, ale im dalej na południe, tym większy problem stanowi znalezienie butelki z Dragon Seal, nie wspominając nawet o Huadong-Parry. Te wina można kupić w prowicji Shandong, gdzie powstają, oraz w dobrych hotelach i modnych klubach.
Wina robione przez wykształconą w Bordeaux Emmę Gao Yuan w winiarni Silver Heights w regionie Ningxia są praktycznie nie do zdobycia; ponad połowę niewielkiej produkcji kupują luksusowe hotele, część rząd w Pekinie, a tym, co zostało, mogą się podzielić indywidualni odbiorcy. Wina z Château Bolongbao, pierwszej całkowicie organicznej winiarni chińskiej od jakiegoś czasu są dostępne w paryskich restauracjach.
Problem polega na tym, że chociaż coraz więcej chińskich producentów wzoruje się na europejskich winiarniach typu château, z wielką starannością traktując winnice, stosując najnowocześniejsze techniki winifikacyjne, mające na celu robienie coraz lepszych win, rynek zalewany jest przez masową, bardzo mało interesującą produkcję.
Jeśli nie kupimy odpowiedniej butelki w okolicach, w których wino degustowaliśmy, musimy się liczyć z tym, że nie dostaniemy jej w innych częściach kraju. Trudno nam będzie potem przekonać rodzimych sceptyków, że już teraz w Chinach powstają całkiem porządne wina. A pamiętajmy, że ten kraj jest dopiero na początku winiarskiej drogi. Być może za prorocze należy uznać słowa Wielkiego Mao, który ze szczytu Tai Shan, najświętszej chińskiej góry, obserwując zachód słońca, obwieścił: „Wschód jest czerwony”. Być może już wtedy przewidział nadchodzącą wielkimi krokami erę caberneta.