Jak Polka z Irlandii w Portugalii wino robi

tekst ukazał się w „CW” 97, luty – marzec 2019 | kup ten numer | prenumerata | e-wydanie

Natalia Jessa | fot. J. Korn-Suchocka
Natalia Jessa | fot. J. Korn-Suchocka

Mieszkając w Polsce, nie piła alkoholu, nawet gdy jeszcze jako licealistka została przedstawicielem handlowym koncernu sprzedającego mocne trunki. W 2003 roku pojechała z przyjaciółkami na krótkie wakacje do Irlandii i została tam na osiem lat. Kolejnym przystankiem w jej życiu stało się Porto. Z Natalią Jessą – pierwszą i wciąż jedyną Polką produkującą wina w Portugalii – rozmawia Justyna Korn-Suchocka.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z winem?

Od Seven Up! W Irlandii po pracy idzie się na drinka, nie na kawę – nie lubiłam alkoholu, więc na początku do piwa czy wina dolewano mi właśnie Seven Up. Z czasem coraz mniej, aż przestał być potrzebny. Przez pierwsze trzy lata pracowałam w eleganckim pubie, gdzie serwowano również wina. Kiedyś klient zgłosił wadę korkową, a ja nie miałam pojęcia, o co chodzi. Poza tym pewien pan na randkach zamawiał winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) za mnie, mówiąc: „ja wiem, co lubisz”. A że nie należę do osób, które łatwo godzą się, by ktoś za nie decydował, znalazłam kurs winiarski WSET. Zapisałam się od razu na drugi poziom i tak złapałam bakcyla. Pan poszedł w odstawkę, a ja zostałam asystentką kupca win w irlandzkim oddziale Tesco, po drodze zdając egzamin WSET Diploma.

„Wino zbliża ludzi, wyzwala w nich dobrą energię, poczucie wspólnoty. To jest dla mnie najważniejsze.” – Natalia Jessa | fot. J. Korn-Suchocka | anim. © Czas Wina
„Wino zbliża ludzi, wyzwala w nich dobrą energię, poczucie wspólnoty. To jest dla mnie najważniejsze.” – Natalia Jessa | fot. J. Korn-Suchocka | anim. © Czas Wina

Dlaczego Portugalia?

Luisa Seabra poznałam podczas wyjazdu winiarskiego do Porto. U Niepoorta, gdzie wtedy pracował jako enolog, oprowadzał naszą grupę z klubu absolwentów WSET. Przed degustacją uśmiechnął się do mnie, mówiąc: „ja wiem, co lubisz” – tym razem nie protestowałam. No cóż, Luis jest nie tylko świetnym enologiem, ale i czarującym mężczyzną (śmiech). Prowadziłam wtedy firmę dystrybuującą produkty spożywcze w Europie, ale miałam już dość pracy na sukces cudzych marek. Postanowiłam stworzyć własną, nazwałam ją Gota, co oznacza „kropla”. Pierwszy rocznik win (2008) wypuściłam na rynek w 2010 roku. A potem przeprowadziłam się na stałe do Portugalii. Do moich win i Luisa.

Jaki był Twój pomysł na biznes?

Wina portugalskie, prócz porto, nie były wtedy zbyt rozpoznawalne w świecie. Pomyślałam, że czas to zmienić. Miałam ogromne doświadczenie w sprzedaży, znałam się całkiem nieźle na winach, ale niespecjalnie chciałam zostać producentem przywiązanym do jednego kawałka ziemi. Portugalia to 29 regionów, wielka różnorodność odmian i stylów – zamarzyłam o kolekcji win, które pokażą to bogactwo, a jednocześnie będą smakowały klientom poza Portugalią. Wiesz, Portugalczycy mają bardzo określony gust winiarski, robią wina „do jedzenia”, nie piją go poza posiłkami. A ja robię wina także „do picia” (śmiech).

Nie masz własnych winnic?

Nie, Luis pomógł mi znaleźć dobrych winiarzy w kilku regionach. Mamy z nimi bardzo bliskie relacje, to nasi znajomi i przyjaciele, co bardzo ułatwia komunikację i w rezultacie pracę.

Chronus – wina tworzone przez Natalię Jessę
Chronus – wina tworzone przez Natalię Jessę | zobacz w zestawie

Na przykład Pedro, mój winiarz od vinho verde, zna tam wszystkich winogrodników i ich winnice. Jednocześnie wie, jakie są moje oczekiwania, jakie wina lubię, co chciałabym osiągnąć. Kupuje dla mnie winogrona i winifikuje według moich i Luisa zaleceń. W tym przypadku dojrzewanie odbywa się w betonowych zbiornikach, które dzięki mikroporom delikatnie dotleniają wino. Moje vinho verde powstaje w winiarni wartej siedem milionów euro i zatrudniającej ponad 40 osób, ale ja płacę tylko za tę część produkcji, którą zamówiłam. To ogranicza koszty, bez utraty kontroli nad finalnym produktem, który sygnuję własnym nazwiskiem i nazwą mojej firmy.

Współpraca z tak znanym enologiem jak Luis Seabra otwiera wiele drzwi w Portugalii.

Tak, ale również zobowiązuje. Robiąc wina, mam w tyle głowy, że jednak jestem tu kojarzona z nim i nie mogę wypuścić żadnych bubli. Luis jako bardzo doświadczony enolog pomaga mi w ocenie próbek nowego rocznika, wspólnie tworzymy kupaże. On potrafi sobie wyobrazić, jak degustowane wino będzie smakować za kilka miesięcy czy lat. Ja natomiast umiem przewidzieć, czy będzie się dobrze sprzedawać. Luis przede wszystkim mówi mi: „to źle, tamto źle” – taka prywatna krytyka konstrukcyjna. A, znów coś palnęłam. No tak, mój polski czasami zawodzi.

Świetnie mówisz po polsku jak na osobę od kilkunastu lat na co dzień posługującą się tylko angielskim i portugalskim. W jakim języku rozmawiasz ze swoimi współpracownikami?

Teraz już tylko po portugalsku. Kiedy tylko zorientowali się, że coś zaczynam rozumieć, przestali się do mnie odzywać po angielsku.

detal butelki Chronus Reserva
„Dão to moja miłość. Daje wspaniałe możliwości dzięki położeniu, klimatowi…” | detal butelki Chronus Reserva

A jak cię odbierają? Kobieta z dalekiej Polski narzuca miejscowym, jak mają robić wino?

Już się z tym pogodzili (śmiech). Luis jakiś czas temu poszukiwał winnic w Dão dla klienta, dla którego pracuje jako konsultant. Rozpytywał o stare krzewy, interesowały go białe odmiany. Jeden z winogrodników opowiedział mu o pewnej Polce, która zaczęła robić u niego białe wina, zupełnie inne niż miejscowi zwykli wytwarzać. Taka ekscentryczna cudzoziemka (śmiech). Ale ja to traktuję jako zaletę. Portugalczycy uważają, że wszystko co portugalskie jest najlepsze na świecie, a ja umiem spojrzeć na Portugalię i tutejsze winiarstwo z boku.

Produkujesz wina w Tejo, Alentejo, Douro, Dão i Vinho Verde. Który z tych regionów jest Ci najbliższy?

Dão to moja miłość. Daje wspaniałe możliwości dzięki położeniu, klimatowi, który jest zdecydowanie chłodniejszy niż np. w Douro. W Dão zimą zdarza się śnieg, winnice już na wysokości 400 metrów n.p.m korzystają z dobrodziejstw chłodniejszych nocy, okres wegetacji jest wydłużony, a owoce mogą tu dojrzewać harmonijnie. Podobnie jak w Douro, z powodu ukształtowania terenu nie sposób wprowadzać do winnicy maszyn. Wszystko robi się ręcznie, a ludzi do pracy brakuje. To jest zresztą znak czasu – kiedyś Portugalczycy najmowali się w winnicach Francji, dziś sami chcą zatrudniać pracowników z innych krajów, ale nie ma chętnych.

Douro, Dão i nie tylko – czytaj więcej tekstów o Portugalii.

Gdzie jest teraz twoje miejsce na ziemi?

W Porto i w Douro, gdzie Luis ma winnice i gdzie spędzamy sporo czasu, pracując w winiarni. Co rok na zbiory przyjeżdża do nas grupa znajomych i przyjaciół z całego świata, także z Polski. Gotuję wtedy ogromne ilości jedzenia, po pracy siadamy wspólnie przy stole i cieszymy się swoją obecnością. Niewiele śpimy, ale to cudowny czas. Wino zbliża ludzi, wyzwala w nich dobrą energię, poczucie wspólnoty. To jest dla mnie najważniejsze.

Polskie producentki wina. Ich pasje i inspiracje