Nie zawsze w słońcu

Tego września sycylijscy winiarze z obawą spoglądali w niebo. Co jakiś czas gromadziły się na nim ciemne chmury wyraźnie sugerujące rychłe załamanie pogody. Jasne, że deszcz jest w rolnictwie potrzebny, ale przecież nie w czasie winobrania! A ono właśnie trwało w najlepsze.

Na Sycylii winobranie zaczyna się już w połowie sierpnia – wtedy ruszają zbiory niektórych białych odmian winorośli – a kończy się w październiku, kiedy winnice opuszczają ostatnie grona nero d’avola. Ujmując rzecz bardziej precyzyjnie: ostatnie zbiory mają miejsce we wschodniej części wyspy, w okolicach Etny, gdzie panuje

trochę inny mikroklimat. W przewodnikach turystycznych przeczytamy, że od maja do października na Sycylii nigdy nie pada, ale jak się okazało od tej reguły zdarzają się wyjątki. Na szczęście w przypadku wyspy deszcz w czasie winobrania wzbudza tylko umiarkowany niepokój, bowiem rychle wychodzące zza chmur ostre południowe słońce szybko osusza winogrona, eliminując ryzyko rozwinięcia się pleśni.

Z lwem w herbie

– Wygląda na to, że wiele dzisiaj nie zbierzemy, a mieliśmy skończyć z grecanico – z filozoficznym spokojem stwierdził Gianfranco Lombardo, stojąc na jednym z licznych wzniesień należących do posiadłości Regaleali. Pomyślałam, że jako agronom może powinien się nadciągającym deszczem bardziej denerwować. Niebo jest poszarzałe, ale jeszcze nie pada. Wokół roztacza się nieprawdopodobny widok na winnice należące do rodziny Tasca d’Almerita. – Diabli nadali te chmury, zazwyczaj z tego miejsca jest najpiękniejszy widok. Dlatego cię tu przywiozłem – dodał.

Być może panorama w promieniach słońca byłaby jeszcze piękniejsza, ale nie czuję się rozczarowana – pod czapą z chmur prezentuje zagadkowy, mroczny urok. Jak okiem sięgnąć, rozciągają się winnice, gaje oliwne, drzewka migdałowe i eukaliptusowe, w oddali majaczy sztuczne jezioro. Spośród roślinności wyłania się olbrzymia zabytkowa budowla wzniesiona w stylu mauretańskim.

Regaleali – nazwa całej posiadłości – wzięła się właśnie od arabskiego określenia domu Alego. Obecnie wszystko zajmuje „tylko” 500 hektarów, tyle pozostało z 1200 kupionych przez braci Lucio i Carmelo Mastrogiovanni Tasca w 1830 roku. Wcześniej winnice należące do rodziny okalały Villę Tasca w zabytkowej części Palermo. Kiedy miasto zaczęło się rozrastać, trzeba było przenieść produkcję winiarską. Wybór padł na niegdysiejszą twierdzę Regaleali położoną na granicy prowincji Palermo i Caltanissetta. W 1950 roku miała miejsce reforma rolna, na mocy której rozparcelowano ziemię obszarników i przydzielono ludziom po 350 hektarów, aby dać wszystkim możliwość uprawy ziemi i zapewnić źródło utrzymania. Proceder skądinąd dobrze nam znany, tyle że w latach 50. i 60. ludność z rolniczego południa kraju zaczęła masowo przemieszczać się na znacznie bardziej uprzemysłowioną północ. Widząc, że okoliczne ziemie leżą odłogiem, rodzina Tasca d’Almerita zaczęła je skupować. Tym sposobem do przydziałowych 350 hektarów dołożyli dodatkowe 150, co dało obszar obecnie zajmowany przez posiadłość.

Regaleali stanowi centrum dowodzenia winiarskiego biznesu Tasca d’Almerita i tutaj przetwarzane są winogrona z prawie wszystkich winnic należących lub zarządzanych przez rodzinę.

Chociaż chmury nie opuszczają nas ani na chwilę i deszcz wisi w powietrzu, cały czas jeszcze jest sucho. Spieszymy się zatem, aby zastać ekipy zbieraczy przy pracy. Tego dnia pracują dwie, obydwie przy zbiorach grecanico. Składają się z mieszkańców okolicznych wiosek i – co ciekawe – tylko i wyłącznie mężczyzn.

– Tutaj jest taka tradycja – odpowiada na moje zdziwione spojrzenie Gianfranco. – W innych regionach Sycylii winobraniem trudnią się również kobiety, u nas nigdy. To domena płci męskiej.

No cóż, co terytorium, to obyczaj. Bez trudu zauważam, że podział pracy nie do końca jest sprawiedliwy. Najlepiej ma traktorzysta, który tylko siedzi i czeka, aż zbieracze wypełnią winogronami niewielką przyczepkę. W tym czasie też mógłby coś zebrać, ale nie jest nadgorliwy.

Rodzinne porozumienie

Gianfranco sprawuje pieczę głównie nad winnicami leżącymi w obrębie Regaleali. Ale oprócz nich do rodziny Tasca należą również winogrady Capofaro na wyspie Salina, winnice na wyspie Mozia, Sallier de La Tour w prowincji Palermo oraz posiadłość w okolicach Etny. Nad każdą z posesji czuwa człowiek za nią odpowiedzialny, będący po części agronomem, a po części enologiem. Tak jak Mario Licari zajmujący się Sallier de La Tour, sympatyczny, młody człowiek mający, jak to zwykle bywa w czasie zbiorów, pełne ręce roboty.

Na stałe pracują tu tylko trzy osoby, stąd ciężar spoczywających na nich obowiązków mocno daje się odczuć. Szczególnie że ta winiarnia to stosunkowo nowy projekt, bowiem zaledwie dwa lata temu na mocy podpisanego porozumienia pomiędzy kuzynostwem – książęcą rodziną Sallier de La Tour i hrabiowską rodziną Tasca d’Almerita – ta ostatnia przejęła zarządzanie winnicami, winiarnią, procesem tworzenia wina i jego dystrybucją.

W tym momencie część z 50 hektarów winnic czeka wykarczowanie i nowe nasadzenia. Dla Sallier de La Tour nadchodzi nowa era. Już teraz powstające tam wina wzbudzają zainteresowanie. To miejsce można bez trudu odwiedzić, opuszczając Palermo autostradą w kierunku Sciacca, i wcale nie trzeba się długo przedzierać w głąb sycylijskiego interioru drogami pozostawiającymi sporo do życzenia. Na 34 kilometrze trzeba tylko zjechać na Camporeale, a potem już wjeżdżamy w palmowo-oliwkową aleję prowadzącą wśród winnic do serca posiadłości – zbudowanej pod koniec XIX wieku winiarni La Monaca, zaprojektowanej przez architekta Antoine’a De Fry.

Bogactwo południa

Wyjeżdżając z Palermo w kierunku południowo-zachodnim, po około 30 kilometrach roztoczy się nam przed oczami przepiękna panorama Valle dello Jato z górującą nad okolicą Monte Jato. Po obu stronach góry rozlokowały się malutkie bliźniacze miasteczka San Giuseppe Jato z jednej strony i San Cipirello z drugiej. A w kontekście win sycylijskich – gdy pada nazwa San Cipirello to już wiadomo, o jaką winiarnię chodzi. Naturalnie o Cantine Calatrasi.

Wzmianki o niej znajdziemy prawie we wszystkich przewodnikach winiarskich. Jest wymieniana obok Tasca d’Almerita, Donnafugaty, Planety, Benanti i Cosumano jako jedna z najważniejszych. Jej znaczenie jeszcze wzrosło po londyńskim konkursie International Wine and Spirit Competition, podczas którego przyznano jej tytuł najlepszego włoskiego producenta win.

Calatrasi to potężna, prężnie rozwijająca się firma, dzieło życia pokoleń rodziny Miccichè, której marzenia przybrały realny kształt w 1980 roku dzięki wizjonerskiemu projektowi braci Giuseppe i Maurizia. Ich przodkowie zajmowali się uprawą winorośli już w połowie XVIII wieku, kiedy przenieśli się tu z południa Sycylii.

Z biegiem lat rodzina wchodziła w posiadanie coraz większych obszarów ziem, doskonale nadających się pod uprawę winorośli. Ale chyba najważniejsze było przekazywanie w genach winiarskiej pasji kolejnym pokoleniom. Dr Vincenzo Miccichè, ojciec Maurizia, wyczuł ogromny potencjał ziem w okolicach mostu Calatrasi. W latach 60. XX wieku rodzina weszła w posiadanie 450 hektarów ziem na wzgórzach Ginestra. Obecnie wina z serii Terre di Ginestra święcą triumfy na międzynarodowych konkursach winiarskich. Kolejnym krokiem był zakup ponad 200 hektarów ziem na wysokości ponad 600 m n.p.m. pomiędzy miasteczkami Campofiorito i rozsławionym przez Mario Puzo Corleone.

Maurizio Miccichè nie zatrzymuje się nawet na chwilę. Ciągle jest w biegu, nieustannie podróżuje. Do taksówki wsiada z taką samą częstotliwością, jak do samolotu. Gdybym miała podać pierwsze skojarzenie dotyczące jego osoby, bez chwili zastanowienia rzekłabym – wulkan energii. Przebogatą historię swej rodziny wyrzuca z siebie z prędkością karabinu maszynowego i jest mu najzupełniej obojętne, w jakim języku się wypowiada – ojczystym włoskim, angielskim czy francuskim. Ciekawy świata, wypytuje szczegółowo o Polskę, nasze zwyczaje i upodobania.

W jego towarzystwie nie można się nudzić. Widać, że uwielbia to, co robi, i z wielkim wizjonerstwem wprowadza swe pomysły w życie. Przede wszystkim zależy mu na rozsławieniu w świecie potencjału regionu śródziemnomorskiego jako obszaru produkcji doskonałych win. Stąd wszystkie jego biznesowe posunięcia ograniczają się do basenu Morza Śródziemnego. Wystarczyło spędzić z Mauriziem kilka godzin, aby najzupełniej zrozumiałe stały się kolejne inwestycje, takie jak joint venture z tunezyjską winiarnią Domaine(fr.) posiadłość, majątek, gospodarstwo.. Neferis, nabycie ponad 200 hektarów winnic w okolicach Salento w Apulii czy winnic nad morzem w Mazara del Vallo. W tej sytuacji widniejąca na materiałach reklamowych pełna nazwa firmy – Calatrasi Mediterranean Domains nabiera właściwego znaczenia.

U wrót Alcamo

Współczesna winiarska Sycylia to nie tylko olbrzymie firmy o wielowiekowych tradycjach. Pod dostatkiem jest tu także niewielkich winiarni odnoszących coraz więcej sukcesów na międzynarodowym rynku. Rodzina Antonello Cassarà do winiarskiego świata wkroczyła po pomoście z beczek. Zamieszkiwali okolice miasta Alcamo, czyli obszary jak najbardziej związane z uprawą winorośli i tworzeniem wina. Tyle że dziadek Antonella zamiast uprawą winnych gron trudnił się bednarstwem.

Ale jako że przez nitkę do kłębka, to już jego synowie dzięki kontaktom handlowym bez trudu zaczepili się w winiarstwie. Wówczas nie było ono może jeszcze najwyższego lotu, ponieważ w latach 50. Sycylia trudniła się głównie dostarczaniem wina luzem na północ kraju i produkcją moszczu. Najważniejsze jednak, że ojciec Antonella zdecydował się nabyć kilkadziesiąt hektarów winnic. Ten zakup umożliwił synowi start w winiarskim biznesie, który od zawsze był jego powołaniem. Wśród rodzeństwa konkurencji nie miał żadnej – wszyscy zdobyli solidne wykształcenie, ale nikt nie pomyślał nawet o wkroczeniu na winiarski szlak.

Swoimi winnicami Antonello zajmuje się sam, jest bowiem dyplomowanym agronomem. Z enologiem Pietro Parrinellim współpracuje już od 11 lat i dogadują się doskonale, czego dowodem są osiągnięcia wychodzących spod ręki tej spółki win. Początkowo winiarnia znajdowała się w samym centrum Alcamo, ale wraz z rozrastaniem się miasta konieczne było jej przeniesienie. Na pytanie, co znajduje się teraz w jej miejscu Antonello, niefrasobliwie odpowiada: – Cóż, wybudowałem tam nowoczesne osiedle mieszkaniowe. Oprócz winiarstwa zajmuję się jeszcze budownictwem.

Może dlatego niewiele czasu zajęło mu wybudowanie nowej winiarni pośród swych winnic. Teraz jadąc z Palermo autostradą, nie sposób jej przeoczyć. Ciekawa byłam, czy na co dzień mu nie przeszkadza to zbyt bliskie sąsiedztwo, ale Antonello stara się na wszystko patrzeć optymistycznie. – Z jednej strony w latach 70. zrobili nam niezłą niespodziankę, wytyczając przez nasze ziemie autostradę – mówi. – Ale z drugiej strony teraz każdy widzi nazwę firmy, bo jadąc drogą, nie da się jej nie zauważyć. Z marketingowego punku widzenia nie ma co narzekać – dodaje z uśmiechem. Słysząc to, po raz kolejny uświadamiam sobie, że najważniejsze w życiu to umieć dostrzec pozytywne strony każdej sytuacji.

 

O Sycylii przeczytaj jeszcze:

Wielka metamorfoza

Dar słonecznej wyspy

Turystyczna Ziemia Obiecana

Udo baletnicy