Piękna pani w niezłej formie

Szépasszony-völgy – nikt z Polaków nie spamięta chyba tej nazwy, a odczytać też tego nie sposób.

Wszyscy, którzy tu byli, pamiętają z pewnością jej polską wersję: Dolina Pięknej Pani lub Dolina Pięknej Kobiety. Mowa oczywiście o Egerze, jednym z najbliższych granic Korony poważnym regionie winnym.

Kiedy pierwszy raz tam trafiłem, właśnie skończyła się komuna. Piękna barokowa zabudowa starego miasta pokryta była 40-letnim socjalistycznym kurzem. Tynki odpadały z fasad, chodniki straszyły dziurami, a większość sklepów i restauracji należała do lokalnych spółdzielców oferujących wszędzie to samo menu, wymyślone i zatwierdzone za jakimś budapeszteńskim biurkiem.

Jedyne wina dostępne w knajpach – dotyczyło to zresztą nie tylko Egeru – pochodziły z kombinatu winnego Egervin. Podawane były wszędzie w takich samych komicznie małych kieliszkach, co – biorąc pod uwagę ich jakość – nie odgrywało zresztą zasadniczej roli. Jedynym miejscem, gdzie kończył się monopol Egervinu, była Dolina Pięknej Pani. Tutaj swoje winiarnie prowadzili mali egerscy producenci. Epigoni winiarscy, którym komuna zezwoliła uprawiać spłachetek winnic i produkować na własne potrzeby winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...).

Wraz z końcem systemu pozwolono im sprzedawać swoje wina wprost z piwnic coraz liczniej przyjeżdżającym turystom. W ruch poszły butelkityp butelek o różnym kształcie, pojemności i kolorze, pr... po coca-coli, do których przelewano wino ze starych beczek. Zaczęto wystawiać w piwnicach i przed nimi stoliki, gdzie też można się było napić.

Cóż to było za wino! Proste, mocno kwaśne, dosładzane, cienkie i niezbyt świeże, ale autentyczne, lokalne, niepochodzące z państwowego kombinatu, lecz stworzone – może niezbyt zręczną ręką – przez lokalnego winogrodnika. Wino będące ucieleśnieniem odradzającej się winnej tradycji regionu. No i jego cena. Za spory kieliszek płaciło się poniżej złotówki! Przed piwnicami w soboty rozpalano ogniska, przy których Madziarzy – rozochoceni „byczą krwią” – śpiewali melancholijne pieśni.

Wiele lat minęło od tamtych czasów. Egerska starówka zrzuciła z siebie komunistyczny liszaj, barokowe fasady błyszczą świeżą farbą. Trotuary wyłożono nowiutkim brukiem, a miejskie skwery pokryły się kwiatami, w uprawie których Węgrów chyba nikt nie pobije. Centrum pełne jest dobrej gastronomii, a na placu Istvána Dobó członkowie egerskiej gminy winiarskiej otworzyli swój sklep połączony w wine-barem. Na ścianie olejne obrazy najlepszych egerskich producentów: Vincze Béla, Thummerera, Josefa Simona, nieodżałowanej pamięci Tibora Gála – tragicznie zmarłego przed laty, najsławniejszego egerskiego winiarza, współtwórcy toskańskiej Sassicai.

Kawałek dalej najbardziej ambitna i progresywna knajpa Imola. Na pozór tutejsza kuchnia bardziej przypomina francuską niż węgierską, ale osadzona jest mocno w miejscowej tradycji i lokalnych produktach. To twórcze rozwinięcie węgierskiej tradycji kulinarnej, kolejny kamień milowy tutejszej kuchni.

A co się dzieje u Pięknej Pani? Żwirowe drogi pokrył równy asfalt. Błotniste placyki zamieniły się w płatne parkingi. W każdej knajpie znajdziesz polskie menu, czasami nawet pogadasz z kelnerem po polsku. Polacy od lat stanowią tu największą grupę zagranicznych turystów. Przysłuchiwałem się z zaciekawieniem składanym zamówieniom – rodacy nieodmiennie stawiają na półsłodkieokreślenie wina zawierającego sporą ilość cukru resztow... białe, chwaląc też czerwone półwytrawneokreślenie wina, w którym nie cały cukier – na drodze f... wino.

W wielu miejscach poza obowiązkowymi starymi mapami pokazującymi Wielkie Węgry rozciągające się od Jabłonki po Rijekę zobaczyć można skrzyżowane biało-czerwone flagi z orłem z trójkolorowymi flagami Korony św. Stefana i dwujęzyczny napis: Lengyel, magyar – két jó barát, czyli Polak, Węgier dwa bratanki. Przed winiarniami zaś ciągle palą się ogniska, znad których niesie się ta sama węgierska melancholijna pieśń. Przyjeżdżajmy tu!