Pod okiem boga złego

Tradycja winiarska Libanu liczy co najmniej pięć tysięcy lat. Winem z Doliny Beka handlowali już Fenicjanie, wysyłając je w najdalsze zakątki ówczesnego świata. Rzymianie tak zachwycili się doliną, że wybudowali tu – stojącą do dzisiaj – świątynię Bachusa.

Tak naprawdę zaś, to przerobili ją z jeszcze wcześniejszego, kananejskiego przybytku Baala, którego pierwowzorem z kolei był Tammuz, sumeryjski bóg wszystkiego, co rośnie, ale też śmierci, narodzin i wina. Patrząc na historię libańskiego winiarstwa, wydaje się, że Tammuz zbyt często tu zagląda…

Fot. Château MusarW połowie lat 90. ub. wieku miałem przyjemność porozmawiać w Brukseli z Sergem Hocharem, szefem i właścicielem Château Musar, pierwszym Człowiekiem Roku magazynu „Decanter” (w 1984 roku). Opisałem to wówczas w jednej z gazet. Byłem w szoku, kiedy Serge opisywał mi straszliwe warunki, w jakich pracują. Zbieracze ginęli od min i ostrzałów, zdarzało się, że w powietrze z tych samych powodów wylatywały traktory. W roku 1983 wielka ciężarówka wioząca winogrona wjechała na minę. W latach 1989-1990 winnice dosięgły bombardowania. W dodatku dwa hektary winogradów stały się miejscem rozgraniczenia wojsk syryjskich i izraelskich – dlatego stracono je bezpowrotnie. Jednak mimo tylu niebezpieczeństw owoców nie zebrano tylko dwa razy – w 1976 i 1984 roku.

Serge, pytany dlaczego w końcu stąd nie wyjedzie, niezmiennie wówczas odpowiadał: „Wielokrotnie chciałem to uczynić. Przez wiele lat szukałem podobnego miejsca do uprawy winorośli w Europie i Kalifornii, ale drugiego takiego obszaru nie ma. Bycie tutaj, to moja prywatna wojna przeciw wojnie”.

W tym i w zeszłym roku podczas konkursu Mundus Vini, gdzie razem sędziowaliśmy, pogadałem sobie dłużej Elim Maamarim, enologiem i szefem eksportu w Château Ksara, największej i najstarszej libańskiej winiarni, założonej jeszcze przez jezuitów. Twierdził, że wspomnianych kłopotów już raczej nie ma – w winiarni i Winogradach póki co panuje spokój. Natomiast ogromnym problemem stali się Syryjczycy, od lat zatrudniani przy winobraniu. Z krajów arabskich Liban był zawsze najbogatszym państwem regionu i najbardziej prozachodnim. Wybuch wojny domowej zastał Syryjczyków właśnie przy zbieraniu winogron, nie mogli wrócić do domów. W okolicach pięknej winiarni Château Ksara, którą odwiedza corocznie 70 tysięcy osób, wybudowano więc dla nich namioty, a wytwórnia stara się im pomóc jak może.

Fot. Wojciech GogolińskiW dodatku upadek tyrana Baszszara el-Asada bez wątpienia wywoła kolejną (obok już trwającej) wojnę domową w Syrii, a w konsekwencji – napływ kolejnych uchodźców. W Turcji są ich już teraz dziesiątki tysięcy, do Iraku uciec nie mogą – to mieszkańcy tego ostatniego kraju od ponad dziesięciu lat masowo uciekali do Syrii i malutkiej Jordanii. Teraz Syryjczycy już po prostu nie mają gdzie emigrować, chyba że mają rodziny w dalszych krajach. Ich masowy napływ do Libanu po raz kolejny zachwieje tu sytuację etniczną i co – gorsza – religijną. A tu prawie każdy ma broń.

Syria zawsze traktowała Liban jako zbuntowaną prowincję – wysłanie tu syryjskich oddziałów stabilizacyjnych w połowie lat siedemdziesiątych ub. wieku było jednym z największych idiotyzmów społeczności międzynarodowej. Trzeba było wielu lat nacisków i gróźb sankcjami ekonomicznymi, by wreszcie się stąd wynieśli.

Teraz zamęt po drugiej stronie granicy może się wkrótce przenieść na Liban. – A wtedy będzie już naprawdę bardzo źle – wzdychał Eli.

Wina wśród alawitów

To jedno z najważniejszych miejsc słynnego, bliskowschodniego Zielonego Półksiężyca, najżyźniejszego regionu w tej części świata, ciągnącego się od starożytnego Elamu, poprzez Babilonię, Syrię i Palestynę, aż po Deltę Nilu. Najżyźniejszego, ale też najbardziej krwawego, bo leżącego wśród niezmierzonych pustynnych obszarów, zamieszkanych od czasów biblijnych przez wiele nacji, dla których był źródłem zaopatrzenia.
To był i wciąż jest spichlerz Lewantu. Od tysiącleci rosły tu winorośle, oliwki, owoce cytrusowe i zboża. Dziś jej syryjski, nadmorski fragment zamieszkują alawici – wyznawcy dziwnej, eklektycznej religii – islamscy heretycy, którzy obchodzą także święta chrześcijańskie, ale i wierzą w reinkarnację. Spośród nich wywodzi się – na ich nieszczęście – Baszszar el-Asad, krwawy syryjski tyran. Także nazwy okolicznych wzgórz związane są z miejscową religią. Również te, Dżibal Alawijjin – Wzgórza Alawitów (zwane też Dżibal an-Nusajrija), jedno z najpiękniejszych pasm, zimą często ośnieżone, leżące na południowy wschód od najważniejszego syryjskiego portu Latakii. Piękna ekspozycja, bliskość morza, słońce, rześkość gór, wreszcie starożytna tradycja, choć z czternastowiekową, islamską przerwą, aż same prosiły się o winne łozy. I choć ten raj leży w okowach wojskowej dyktatury, udało się. Przynajmniej częściowo.

Rodzina Saadé nie wyznaje alawityzmu – są od wieków prawosławnymi chrześcijanami, żyją zarówno w Libanie, jak i w Syrii. Swoje interesy od dawna związali z handlem morskim, ale dziesięć lat temu zaczęli bardzo mocno inwestować w pierwszą nowożytną winiarnię w Syrii (później założyli następną, Château Marsyas w libańskiej Dolinie Beka). Zbudowane z wielkim rozmachem, ale i gustem Château Bargylus (nazwa pochodzi od jednego ze wzgórz pasma) oraz posadzone wokół niej winogrady (i gaje oliwne) miały wytwarzać docelowo aż 600 tysięcy butelek wina rocznie. Przedsięwzięciem kierują dwaj najmłodsi członkowie rodziny – bracia Karim i Sandro. Ich doradcą został Stéphane Derenoncourt – słynny francuski konsultant, współpracujący z wytwórniami na całym świecie oraz właściciel dwóch własnych winiarni w Bordeaux i Kalifornii.

Wina (wszystkie z międzynarodowych odmian) od razu spotkały się z ciepłym przyjęciem i szybko odniosły sukces (ach, to biblijne siedlisko!). Bracia zaczęli pojawiać się na międzynarodowych wystawach, konkursach i targach. Château Bargylus zostało opisane w ostatnim World Atlas of Wine Jancis Robinson i Hugh Johnsona. Posypały się zamówienia (w 2012 wyeksportowano sto tysięcy butelek!), ale i… kule. Przez wzgórza, jak przed tysiącami lat, zaczęły się przewijać partyzanckie grupy o różnych odcieniach i zamiarach – jednym winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) nie przeszkadzało, innym (a tych było więcej) wręcz przeciwnie. Dość, że jesienią 2013 roku bracia podjęli dramatyczną decyzję o zaniechaniu zbiorów. Trochę owoców udało się z narażeniem życia zebrać pod osłoną nocy (pracowano po zapadnięciu zmroku, przez trzy dni) i wywieźć w chłodniach na południe, do winiarni w Libanie. Jakie będą z nich wina? Pewnie dobre. Ale czy jedyna syryjska winiarnia w ogóle przetrwa? To już zależy od tego, jak potoczą się losy tego kraju.