To miał być krótki projekt

Rozmowa z Georgim Margvelashvilim, współwłaścicielem firmy Tbilvino

Karolina Grabowska : Czy w Pana rodzinie były tradycje winiarskie?

Georgi Margvelashvili: Mój brat Zurab jest winemakerem. Dobry znajomy naszej rodziny, przyjaciel mojego ojca, tworzył wina i często bywał u nas, więc brat się nim zainspirował w wyborze zawodu. Enolodzy dobrze zarabiali za czasów sowieckich, więc pewnie to również spodobało się bratu.

W jaki sposób zaangażował się Pan w winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...)?

Gdy wróciłem ze studiów na Cyprze, mój brat już pracował w przemyśle winiarskim. Właśnie wrócił z praktyki w Kalifornii. Zaczął w winiarni, która się nazywała Tbilvino. Wtedy nastały trudne czasy dla wytwórców.
Mój brat umiał robić dobre wino, ale nie miał doświadczenia w marketingu i w finansach.
W tym czasie pracowałem dla pewnego projektu Banku Światowego. Pomagałem dawnym sowieckim przedsiębiorstwom dostosowywać się do gospodarki rynkowej. Zurab poprosił, abym wsparł jego winiarnię i w ten sposób się zaangażowałem, początkowo traktując to jako krótki projekt, ograniczony w czasie. Zrestrukturyzowaliśmy wytwórnię, a potem złożył mi propozycję, której nie mogłem odrzucić – zostałem na pełny etat.

Ale kupiliście ją, prawda?

Nie, najpierw brat kupił kilka akcji, około 7%. Winiarnia była własnością państwa, jak wszystko w Związku Sowieckim. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych nastąpił wielki proces prywatyzacji i wytwórnia zdobyła około 200 małych udziałowców. Mój brat był największym wśród nich. Widział możliwości rozwoju, chociaż winiarnia borykała się z problemami, i poprosił mnie, bym do niego dołączył – pomógł mu kupić więcej udziałów oraz wsparł
go w zarządzaniu.
Zaczęliśmy od jego 7%, ja kupiłem tyle samo i stopniowo, po trochu nabywaliśmy kolejne udziały. Pod koniec 2004 roku przejęliśmy całą wytwórnię.

Dlaczego studiował Pan akurat na Cyprze?

To ładne miejsce, piękne plaże, nie było drogo, a poza tym europejskie uczelnie wspierały uniwersytet na Cyprze. Kilku moich znajomych również tam pojechało. W końcu zrobiłem MBA w zarządzaniu marketingiem.

Proszę mi opowiedzieć o swojej rodzinie.

Moja matka jest nauczycielką, pochodzi z rodziny o takich właśnie tradycjach. Spędziła parę lat w Kazachstanie, ponieważ jej ojciec walczył podczas drugiej wojny światowej. Gdy wrócił, cała jego rodzina została zesłana. Mój ojciec był inżynierem budowlanym. Całe życie pracował dla państwa. Potem dołączył do nas w winiarni i bardzo nam pomógł, bo nie mieliśmy doświadczenia w budownictwie.

Czy jako dziecko wyobrażał Pan sobie, że będzie mieszkał w niepodległej Gruzji?

Jak byłem dzieckiem, przez myśl mi nie przeszło, że tak się stanie.

Czy w Pana szkole uczono po rosyjsku?

Nie, po gruzińsku. Pewnego razu nasz nauczyciel historii, kiedy miałem 12 lat, powiedział, że niedługo Związek Sowiecki się zawali i staniemy się niepodległym państwem. Myśleliśmy, że jest albo bardzo odważny, albo
bardzo głupi. Ale miał rację. Byliśmy bardzo szczęśliwi, cała Gruzja tego pragnęła. Ale potem nie szło już tak dobrze, niepodległość była wielkim ciężarem dla takiego małego kraju jak Gruzja. Nie byliśmy na to przygotowani.

Jak sobie radziliście, kiedy Rosja przestała kupować gruzińskie wina i czy to spowodowało polepszenie jakości wina gruzińskiego?

Rosja przestała kupować nasze wino w 2006 roku z powodów politycznych, choć oficjalnie podali jako przyczynę jakieś techniczne wady. W tym samym roku dążenia Gruzji do Unii Europejskiej i NATO stały się oczywiste. Wcześniej były problemy z podrabianiem wina gruzińskiego w różnych miejscach. Nie można powiedzieć, że jakość wina się poprawiła, dlatego że Rosja zamknęła swoje granice. Jakość zawsze była dobra. Natomiast na pewno zmniejszyła się drastycznie liczba winiarni w Gruzji. Wcześniej było ich około 140, teraz jest 40, z tego 12 winiarni robi poważne wino. Poza tym na pewno zmienił się styl wina gruzińskiego na taki, który bardziej odpowiada zachodnim gustom.

Jakie są silne strony wina gruzińskiego na rynku światowym?

Jest unikalne pod względem szczepów winogron. Jest to nowy region dla świata, mimo że produkujemy wino od 7 tysięcy lat, ale nikt o tym nie wie albo nie wiedział, dopóki Rosja nie zamknęła swoich granic – są zatem dwie strony tego medalu. Zadziałało to jak forma promocji. Oferujemy światu zupełnie nowe smaki i tego nadal chcemy się trzymać.