Wino w dużych butelkach – Tortilla Flat

tekst ukazał się w „CW” nr 105, listopad 2019 | kup ten numer | prenumerata | e wydanie

Tortilla Flat
„Tortilla Flat” (1942), reż. Victor Fleming, fot. IMDb.

Na takie książki rzadko wpada się mimochodem, z przypadku. Zazwyczaj ktoś je nam poleca, i przeważnie z różnych powodów. Jednemu podoba się język, narracja, innemu przedstawiony klimat lub zwroty akcji. Tych ostatnich w powieści Tortilla Flat Johna Steinbecka nie ma, ale klimat jest. I świetna narracja.

Więcej książek i filmów o winie

Zrazu miałem wrażenie, że tylko autor wie, o co się rozchodzi w jego książce z 1935 roku. Narracja toczy się nieśpiesznie, leniwie, niemal mozolnie i ciągle łapałem się na tym, że odwracam kolejną stronę w nadziei, że kiedyś nareszcie zacznie się coś dziać, że czytam właściwie jakiś wstęp do mającej się rozpocząć już za moment właściwej akcji. I w tym nastroju dojechałem do końca.

Tortilla Flat, winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) pojawia się chyba na każdej stronie książki. Nawet jeśli nie, to i tak wiemy, że bohaterowie piją lub zastanawiają się, jak zdobyć kolejny gąsiorek.

Wielki Kryzys w malutkim Monterey

Dopiero pod koniec lektury zdałem sobie sprawę, że żadnej innej akcji tu nie będzie, że to już wszystko, ostatni gasi światło, zamykamy. I że jest to utwór o nijakim życiu przeciekającym przez palce grupce bezrobotnych biedaków pijących na umór bezimienne wina, snujących się po tylko sobie znanych slumsowych przedmieściach rybackiego Monterey w Kalifornii. O czasach kryzysu, wyzysku, straszliwego bezrobocia, prywatnych policji wynajmowanych przez właścicieli plantacji do rozbijania grup przybywających z całych Stanów Zjednoczonych obdartych najemników, chcących zarobić na chleb.

Tortilla Flat
Plakat filmu z 1942 roku.

Ale ten obraz świetnie znamy z Gron gniewu tegoż autora, epopei rodziny Joadów, zmierzającej do wymarzonej Kalifornii. Tyle że w tamtej książce akcja toczy się (w miarę) żywo, ich rozpadający się gruchot się przemieszcza – to wszak niemal książka drogi. W Tortilla Flat nic się nie przemieszcza – ani ludzie, ani towary; bohaterowie też nieznacznie, ledwie od sklepiku-rozlewni wina i do swoich konsumpcyjnych barłogów. To w zasadzie opowieść o ludziach błąkających się bez celu, żyjących w slumsach, których niewiele interesuje ponadto, by codziennie obficie pociągnąć z galonowej flaszy.

To w zasadzie opowieść o ludziach błąkających się bez celu, żyjących w slumsach, których niewiele interesuje ponadto, by codziennie obficie pociągnąć z galonowej flaszy.

Bohaterowie nie walczą z systemem jak w Gronach gniewu – oni go w ogóle nie zauważają. Ich przyziemne, codzienne cele są tak ważne, że zajmują ich cały czas. Zdają się nie wiedzieć, że istnieją jakieś inne formy życia, bytowania, choć może i wiedzą, ale oni mają swój świat. Z zaściankowego wówczas Monterey codziennie wypływają rybacy na połów, ale oni nie mają łódki, więc ich to nie dotyczy. Czasem ktoś z paczki zabierze się na jakąś łajbę znajomego do pomocy albo dostanie dniówkę przy sprawianiu ryb, ale to wszystko, i tylko po to, by napełnić galonówkę winem.

Dzieci kwiaty?

Mimo to ich świat jest barwny, wręcz pełen kolorów; mają swoje utarczki, ktoś czasem oberwie w ryj, ale zaraz przy winie się godzą lub znowu pobiją. Codzienność. W sumie są bardzo sympatyczni – czasami coś ugotują lub zorganizują większą imprezę, zaproszą sąsiadów z winem i ich problemami.

Tortilla Flat, istniejącej do dziś dzielnicy Monterey, wino pojawia się chyba na każdej stronie książki. Nawet jeśli nie, to i tak wiemy, że bohaterowie piją lub zastanawiają się, jak zdobyć kolejny gąsiorek. Nie dyskutują o winie i jego zaletach czy wadach, bo ich nie dostrzegają. Wino jest lub go nie ma, wino ich omija.

Czasami porównuje się bohaterów do dzieci-kwiatów, do mającego się narodzić kilka dekad później ruchu hippisowskiego. Jeśli tak, to ten obraz pokazuje bardzo jego wczesne zręby.

Tortilla Flat to książka w świecie niemal nieznana, choć w USA ciągle popularna. Może ważna także dla historii wina w ogóle, bo kiedyś było ono jednak zwykłym, codziennym napojem. Wielkiego rozgłosu nie zdobyła (przynajmniej w Europie) ekranizacja tej powieści, reżyserowana przez Victora Fleminga z 1942 roku. Film był nawet nominowany do Oskara. Powraca czasami za sprawą Spencera Tracy, który zagrał jedną z głównych ról. Wydaje się, że treść obu dzieł nie potrzebuje aż tak znacznego rozgłosu.

Tortilla Flat to powieść intymna, trzeba z nią trochę pobyć, choćby po to, by nie doczekać się gwałtownego zwrotu akcji…

Tortilla Flat
Okładka pierwszego wydania książki.