Winiarze nie chodzą na skróty

wywiad ukazał się w „CW” nr 94, sierpień – wrzesień 2018 | kup ten numer | prenumerata

Piero Antinori w dniu wywiadu dla CW. W tle siedziba firmy Marchesi Antinori, 2018 rok | fot. P. Gąsiorek

Z markizem Piero Antinorim, właścicielem Marchesi Antinori, Człowiekiem Roku 2018 magazynu „Czas Wina”, rozmawiają Paweł Gąsiorek i Michał Bardel.

Zobacz film z napisami z fragmentem wywiadu dla „Czasu Wina”.

Podejrzewamy, że przez ostatnie pół wieku odpowiadał Pan już na wszystkie możliwe pytania związane z rodziną Antinorich…

Oj tak! (śmiech)

…Dlatego obiecujemy skupić się na wątkach, które wydają nam się specjalnie atrakcyjne dla polskich miłośników wina. Cofnijmy się zatem do dziejów chianti, a dokładnie do roku 1966, kiedy przejął pan z rąk ojca potężne i sławne rodzinne przedsiębiorstwo. To nie był dobry czas dla chianti, w ogóle winiarstwo włoskie było wówczas w trudnej sytuacji. Czy stając na czele Marchesi Antinori, nie miał Pan ochoty tego wszystkiego rzucić? Nie myślał Pan sobie po cichu: po co pchać się w niepewny biznes akurat teraz? W końcu rodzina Antinorich próbowała w przeszłości z powodzeniem sił na różnych innych polach…

Muszę przyznać, że w tamtym czasie wielu przyjaciół z mojego pokolenia dokładnie to właśnie zrobiło – wycofali się z wina i w ogóle rolnictwa, porzucili swoje winnice i tradycyjne źródła dochodu, a wielu opuściło nawet samą Toskanię, wyjeżdżając do Mediolanu, a nawet poza granicę Włoch. Byli przekonani, że winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) nie ma już przyszłości. Ja jednak nie miałem takich pokus, może dlatego, że czułem bardzo wyraźnie, jak wielka odpowiedzialność na mnie spoczywa, i byłem zdecydowany przynajmniej spróbować swoich sił. Zacząłem od rozejrzenia się w świecie – odwiedziłem kilka krajów winiarskich, szczególnie tych, które były wówczas w o wiele lepszej niż Włochy sytuacji, np. Bordeaux czy kraje Nowego Świata. Chciałem dowiedzieć się, co zrobili tam, na miejscu, że udało im się uniknąć naszego losu.

 

I co to było?

Otóż przekonałem się, że ich sukces wynikał po prostu z postawienia na jakość. Potrzebowaliśmy w Toskanii zupełnie nowego podejścia, nowej filozofii wytwarzania i starzenia wina.

Człowiekiem, który w tamtym czasie pomógł mi zdać sobie z tego sprawę, był nieodżałowany Émile Peynaud, profesor uniwersytetu w Bordeaux, którego miałem szczęście spotkać na swojej drodze. To była jedna z największych postaci w całej historii wina. Wielki uczony, a zarazem praktyk wytwarzający wina w kilku różnych winiarniach i wreszcie, co najważniejsze, człowiek, który autentycznie kochał wino. Nie sądzicie Panowie, że dziś już coraz rzadziej spotyka się ludzi łączących te trzy zalety? To on uświadomił mi, że tutaj, w Toskanii, mamy ogromny winiarski potencjał wciąż jeszcze nieodpowiednio wykorzystany. Zachęcił mnie, żebym jednak – mimo trudności i czarnych myśli – pozostał w tym interesie.

brama posiadłości Tignanello, 2018 | fot. P. Gąsiorek

I na efekty nie trzeba było długo czekać. Tignanello pojawiło się już cztery lata później. Ale tu znów nie było łatwo. Bo przecież akurat rodziła się na Pana oczach apelacjakontrolowana nazwa pochodzenia.. DOC Chianti ze swoimi ścisłymi regułami, a Pańskie Tignanello, czyli sangiovesewłoska odmiana czerwonych winogron.Jest to jedna z najważn... (...) z dodatkiem zabronionego caberneta, to był cios w plecy…

Oczywiście, jak każdy z supertoskanów Tignanello budziło z początku mnóstwo kontrowersji. Głównie dlatego, że wielu znawcom smakowało o wiele bardziej niż owe tradycyjne, klasyczne wina toskańskie, było od nich droższe, a przy tym etykieta informowała, że to vino da tavola(wł.) wino stołowe, najniższa kategoria klasyfikacyjna w ... (...), a więc z najniższego poziomu jakościowego. Ale my we Włoszech jesteśmy przyzwyczajeni do takich kontrowersji (śmiech). To dzięki takim awanturom supertoskany(wł. – super toscani, ang. – super tuscans) określenie... (...) zaczęły przyciągać uwagę do naszego regionu.

Czyli cios w plecy ostatecznie przysłużył się Toskanii, sprowadzając chianti na właściwą drogę.

Dokładnie tak się stało w kolejnych latach.

Więcej o supertoskanach i ich historii – W. Gogoliński, Zmierzch bogów

Z kolejnymi trudnymi chwilami musiał się Pan zmierzyć w latach 80. ubiegłego wieku, kiedy okazało się, że Pana rodzeństwo chce odsprzedać swoje udziały i wycofać z biznesu. Zdecydował się Pan wówczas na spory kompromis…

Proszę pamiętać, że miałem wtedy trzy córki i ani jednego syna, a były to wciąż czasy, kiedy przejęcie takiego przedsiębiorstwa jak nasze przez kobietę nie było na porządku dziennym. Wówczas zdecydowałem, że po raz pierwszy w naszej trzystuletniej historii Marchesi Antinori nie będzie w całości należeć do rodziny. Na szczęście trwało to krótko, zaledwie dziewięć lat dzieliliśmy się udziałami z Whitbread, i muszę powiedzieć, że te lata okazały się dla nas niezwykle pożyteczne. Nauczyliśmy się, jak profesjonalnie zarządzać tak wielką firmą. Po tych kilku latach, kiedy upewniłem się, że moje córki chcą pozostać w rodzinnym interesie, udało nam się odkupić udziały od wspólników.

Wymagało to uporu, ale też chyba nieco szczęścia?

Łatwo nie było, to jasne, mieliśmy kilka bezsennych nocy, ale uparliśmy się i osiągnęliśmy cel.

A dlaczego to takie ważne, by prowadzić właśnie w pełni rodzinny biznes? To rozwiązanie miewa także sporo pułapek…

Cantine Antinori – kadr z filmu | © Andrea Quartara via YouTube
Cantine Antinori – kadr z filmu | © Andrea Quartara via YouTube

*Rozmawiamy w sali konferencyjnej imponującego kompleksu winiarskiego Antinori nel Chianti Classico (mieści się tu winiarnia, leżakownia, muzeum, biura, dwie restauracje etc.) w Bargino opodal Florencji.

[Film z tego miejsca można zobaczyć tutaj – przyp. MBS.]

Jestem zdania, że w branży związanej z najwyższej jakości winem struktury rodzinne sprawdzają się najlepiej. Bo to jest biznes pomyślany na wiele lat do przodu. Jeśli dziś kupisz winnicę, pierwszy sensowny cash flow uzyskasz po jakichś ośmiu–dziesięciu latach. Mam wielu kolegów od niedawna zajmujących się winem, którym wydaje się, że zdołają w tym biznesie znaleźć drogę na skróty. Ale w sprawach wina nie ma drogi na skróty. To jest rynek wymagający czasu, cierpliwości i wielu pokoleń.

Proszę spojrzeć choćby na ten budynek* – całe to przedsięwzięcie nie miałoby żadnego sensu, gdyby nie nadzieja pokładana w kolejnych pokoleniach Antinorich.

Na szczęście wszystkie Pana córki – Alessia, Allegra i Albiera – odgrywają aktywną rolę w rodzinnym przedsięwzięciu.

Tak, wszystkie zajęły się winem, choć oczywiście na różnych stanowiskach, z odmiennymi obowiązkami. Ale! Mam jeszcze sześcioro wnucząt – mogę być zatem zupełnie spokojny o przyszłość (śmiech).

Łatwo sobie wyobrazić, że spokojne rodzinne obiady w takim gronie szybko zamieniają się w profesjonalną dyskusję o wadach i zaletach kolejnych win…

I mamy z tego wielką frajdę.

Zdobądź bilet na komentowaną degustację win Marchesi Antinori z udziałem Piero Antinoriego.

Ale wróćmy na chwilę do tych trudnych momentów w dziejach Marchesi Antinori. Udało się je Panu pokonać dzięki umiejętnościom czysto biznesowym. Co innego bowiem robić świetne wino, a co innego umieć na tym zarabiać. Wielu wybitnie utalentowanych winiarzy ma dziś kłopoty finansowe, bo potrafią tylko zrobić doskonałe wino, ale zupełnie nie potrafią go sprzedawać…

Mój ojciec, którego bardzo podziwiałem, zawsze powtarzał mi, że w rodzinnym interesie zysk nigdy nie powinien być naczelnym celem. Z drugiej strony wydolność finansowa stanowi gwarancję ciągłości – nie wychodząc na swoje, prędzej czy później wypadamy z rynku. Jeśli zatem zależy nam na kontynuacji biznesu, musimy dbać o zyski, co oznacza także przecież inwestowanie w technologie, w badania, w pracę w winnicach. Ten zysk nie musi przychodzić z roku na rok – w końcu my, winiarze, podlegamy kaprysom Matki Natury…

Bywa i tak, że bogatebogate – termin degustacyjny na określenie wina, w który... (...) rodziny prowadzą dość biedne przedsiębiorstwa. My zawsze staraliśmy się być bogatym przedsiębiorstwem, a że przy tym niekoniecznie biednieliśmy jako rodzina (śmiech)… Ale poważnie: z doświadczenia wiem, że jest na tym świecie mnóstwo ludzi, którzy robią wino dzięki pieniądzom, ale bardzo niewielu, którzy potrafią robić pieniądze dzięki winu…

siedziba Marchesi Antinori, widok na posiadłość i winnice, 2018 | fot. P. Gąsiorek

Mówiliśmy o Tignanello, wspomnijmy o drugim z supertoskanów Antinorich, którego będzie można wkrótce skosztować w Dworze Sieraków, czyli o wielkiej Solai. Historia tego wina kryje w sobie pewne napięcie czy może nawet rozdarcie między poszukiwaniem najlepszej możliwej jakości a – z drugiej strony – oddaniem hołdu temu, co lokalne, tradycyjne dla regionu. Pierwsza Solaia– toskańskie wino klasy IGT Toscana produkowane przez Ten... była stuprocentowym cabernetem, ale bardzo szybko zaczęliście do niej dodawać także sangiovese…

Po prostu zdaliśmy sobie sprawę, że na świecie powstaje tak wiele doskonałych cabernetów, że warto naszemu winu dodać nieco lokalnego kolorytu – to był główny powód, że i dziś jest to wino z wyraźnym dodatkiem toskańskiego sangiovese. Solaia wraz z Tignanello to jakby dwie strony tego samego medalu: Tignanello to sangiovese z niewielkim dodatkiem cabernet sauvignonfrancuska, klasyczna, najbardziej rozpowszechniona i popular... (...), Solaia – dokładnie na odwrót. To oczywiście kwestia stylu, ale także naszej świadomej filozofii. Czasem niewielki dodatek, tak jak detal na obrazie, potrafi całkowicie zmienić styl wina.

A skoro o filozofii… Pański przyjaciel Warren Winiarski, który w ubiegłym roku otrzymał naszą nagrodę Człowieka Roku, w swoim uroczystym wykładzie na Uniwersytecie Jagiellońskim mówił…

Gala przyznania tytułu Człowieka Roku 2018 Piero Antinoriemu odbędzie się już 29 września. Nie strać swojej szansy na spotkanie z Piero Antinorim – rezerwuj bilety wcześniej.

Po polsku czy po angielsku?

Niestety po angielsku (śmiech). Otóż powiedział, że tajemnica wina tkwi jego zdaniem w tym, że człowiek jest z natury istotą niedokończoną, a wino, które tworzy, domyka nasz byt, uzupełnia i czyni kompletnym. Kiedyś, w jakiejś rozmowie sprzed lat, powiedział Pan coś podobnego: że wino jest czymś, co czyni ludzi lepszymi. Jak to działa?

Piero Antinori, The Hills of Chianti | zobacz recenzję
Sądzę, że wino przede wszystkim zwiększa jakość naszego życia. To coś, co rodzi się w ziemi, w glebie, i tym samym pomaga nam zrozumieć, kim jesteśmy i skąd pochodzimy. Pomaga nam docenić i zrozumieć tajemnicę Matki Natury, a później, ponieważ ma wielką zdolność przyciągania do siebie ludzi, pozwala im na wspólne chwile radości. Wino jest czymś, czym dzielimy się z innymi – podczas gdy większość innych alkoholi popijać możemy sobie w samotności. Wino jest między ludźmi i pomaga budować relacje.

Myślę, że gdyby wielcy tego świata spotykali się nad butelką dobrego wina, nasza rzeczywistość byłaby o wiele lepsza i spokojniejsza.