Zmiana warty na Syjonie

Każdy kraj winiarski ma swojego guru. I nie chodzi mi o gwiazdki występujące w porannych telewizjach i pouczające, jak mamy wybrać winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) w supermarkecie czy też co koniecznie należy podać do kotlecików z pokrzywy, by nie popełnić towarzyskiego faux pas.

Idzie o prawdziwe autorytety, które faktycznie kształtują winiarski obraz kraju, wpływając nie tylko na gusta konsumentów, ale i na całą branżę wytwórców, sprzedawców, handlarzy.

Fot. Wojciech GogolińskiNajdalej w tej kwestii zaszli chyba Brytyjczycy i – szerzej – Anglosasi, włączając w to dzieło Amerykanów. Angielscy pisarze pełnią wszak rolę szczególną – handlując winem od średniowiecza, kształtują do dziś gusta całego świata, mieli wpływ na powstawanie regionów winiarskich w Europie i w swoich koloniach, wreszcie – wyznaczali ceny tamtejszych win, a także kreowali mody na nie. Nie produkowali, a handlowali – dlatego musieli się opierać na kryteriach, które – ze względu na konkurencję – musiały być możliwie obiektywne.
Pozostało tak z grubsza do dziś, bo niewielu jest producentów na świecie, którzy nie liczą się opiniami Jancis Robinson, Hugh Johnsona, Stevena Spurriera czy Oza Clarka itd. Niektórzy tylko za wspomnienie ich wyrobów w artykułach tych autorów gotowi wiele oddać. Nawet Francuzi, Włosi czy Hiszpanie, których system oceny win jest wybitnie rozwinięty, odwiedzającym ich klientom czy dziennikarzom w pierwszej kolejności pokazują kopie tekstów wspomnianych wyżej znawców oraz ich punktacje własnych win (oczywiście – jeśli są odpowiednio korzystne).
Czasem można się z tymi ocenami nie zgadzać (taki jest feler samych punktacji degustacyjnych w ogóle), ale per saldo – zamyka się to w pewną spójną całość. Trochę inaczej jest z ocenami w wydaniu amerykańskim – te też zobaczymy w czołówce pokazywanych nam sukcesów. Jednak tutaj wynika to znacznie bardziej z faktu, że ten rynek dziś jest najbardziej chłonny, największy na świecie, i tamtejsze oceny kreują na nim natychmiast ogromny popyt. Jednak co do samych ocen – budzą one już coraz większe emocje. Głównie dlatego, że stały się potwornie amerykocentryczne (dokładniej zaś – kaliforniocentryczne), czego skutkiem oceny tamtejszych win są windowane znacznie powyżej poprzeczki, które zajmują często lepsze wina z innych krajów.
Z nieco podobną sytuacją mamy do czynienia, kiedy miejsce autorytetu „okupuje” w jakimś kraju jeden człowiek. I nie mam tu zamiaru kwestionować w najmniejszym stopniu jego wiedzy, kompetencji czy doświadczenia, ba – nawet je podziwiam – ale najczęściej muszę brać pewne poprawki na ich oceny. Nie mam z tym problemu – po prostu obniżam ich oceny (wszystkie) o 2–3 punkty i znów wszystko mi się zamyka w spójną światową całość. Miejscowi mają zwykle skłonność do zawyżania ocen lokalnych win, jednak relacje między nimi (tzn. które jest lepsze, a które gorsze) są zwykle z gruntu zachowane.
Tak jest w wypadku Austrii, gdzie wielkim autorytetem (na który sobie uczciwie zapracował) jest Peter Moser, podobnie było w Izraelu, gdzie przez dekady królowały punktacje Daniela Rogova.
Ten ostatni był postacią szczególną i dopiero po pięciu latach od jego śmierci w 2011 roku nowi autorzy – jego wychowankowie – postanowili kontynuować dzieło Daniela. Ale ci – już wychowani w erze ocen globalnych – uniknęli błędów mistrza. Mimo to Rogov, którego miałem okazję poznać osobiście, był bez wątpienia ojcem nie tylko izraelskiej krytyki winiarskiej, ale także kulinarnej – prawdziwym postrachem producentów i restauratorów.
Publikował w intelektualnym dzienniku „Ha-Arec” i bardziej międzynarodowym – „The Jerusalem Post” – ale to nieważne. Jego oceny przedrukowywali wszyscy. Był absolutnie bezkompromisowy i często ostry w słowach. I potrafił spektakularnie dowieść swoich racji. Opowiadał mi kiedyś o pewnym importerze słynnego Mouton-Rothschilda, o którym napisał, że tak zawyża ceny, iż on sam, Rogov, zapowiedział, że poleci do Londynu, kupi i przywiezie dwanaście butelek tego wina, a następnie je sprzeda, przy czym nie tylko zwrócą mu się koszty podroży, ale jeszcze na tym zarobi. I tak zrobił, co też skrupulatnie opisał! Importer zbankrutował.
Widziałem też na własne oczy, jak w jednej z najlepszych restauracji w kraju, w której jedliśmy kolację, kucharze nerwowo stali w drzwiach swego przybytku, obserwując przez szybkę każdy gest Rogova, wyraz i mimikę jego twarzy, by przewidzieć, co napisze w swojej recenzji. Ale był też postacią bardziej jak Anton Ego ze wspaniałego filmu Ratatuj niż naciągacz Wiesław Michnikowski jako „aptekarz” ze wspaniałej komedii Filantropi i gangsterzy. Potrafił błyskawicznie zmieniać zdanie na temat lokalu, jeśli i lokal się poprawiał, kiedy zaś coś mu wybitnie zasmakowało – potrafi pójść do kuchni i ucałować kucharza.
Wychował się w Stanach Zjednoczonych, studiował we Francji. Mówił i pisał biegle po hebrajsku, francusku i angielsku. Ostatnio Gabriel Kurczewski (blog bliskotokaju.pl) podsunął mi anegdotę o Rogovie, którą starał się zweryfikować on sam oraz Frank Strzyzewski, wybitny badacz tokajskiego wina. Chodziło o to, że Daniel jako żołnierz amerykański (to prawda, co ustalił Kurczewski) brał udział w degustacji skradzionej przez Rosjan podczas wyzwalania Warszawy kolekcji tokajów Fukierowskich. Rogov był sekretarzem generała Alana Shapley’a i ponoć razem z nim został zaproszony przez marszałka Konstantina Żukowa (znał się z Shapley’em z Berlina) do Moskwy na występ baletu Bolszoj, a potem na kolację. Pito tam właśnie fukierowskie tokaje z różnych roczników pochodzących z lat pomiędzy XVII a XIX wiekiem. Rogov o tym wspominał w swoich tekstach, ale ja dowiedziałem się o wydarzeniu zbyt późno, by go osobiście spytać.

Nowe rozdanie

Fot. ArchiwumSagi Cooper, Haim Gan i Yair „Jurek” Kornblum Koren nie piszą dla prasy młodzieżowej – to wytrawni znawcy izraelskiego rynku winiarskiego, sędziowie międzynarodowych konkursów, osoby bardzo „otrzaskane” we własnym i międzynarodowym świecie winiarskim. O Yairze „Jurku” pisaliśmy w 39. numerze „Czasu Wina” – to międzynarodowy sędzia winiarski o wielkim doświadczeniu, dziennikarz winiarski w piśmie i słowie (ma swoją audycję w radiu izraelskim). Haima Gana poznałem również na konkursach, ale to przede wszystkim właściciel centrum Isz Anawim („Człowiek wina”) w Jafie, które kreuje izraelskie życie winiarskie w ogóle, od szkoleń po konkursy winiarskie. Sagi Cooper to krytyk, sędzia i bloger winiarski. Dobrana trójka.
W swoim pierwszym podejściu do tematu autorzy z zasady (co wyjaśniają) nie piszą o wszystkich winiarniach w swoim kraju, ale tylko o tych, które są w Izraelu i świecie znane – inaczej się nie da, bowiem tych hobbystycznych, przydomowych jest znacznie więcej i często nie sprzedają swoich win, i nie mają takiego zamiaru.
Tym, co zaskoczyło mnie najbardziej, była bardzo powściągliwa punktacja, wyraźnie wskazująca, iż autorzy świetnie orientują się w światowym rynku i wyraźnie oceniają próbki tak, by wstrzelić izraelskie produkty w kategorie międzynarodowe. Byśmy wiedzieli, że to, co np. dostało u nich 90 punktów, równa się jakościowo z tymi winami, które na świecie ocenia się podobnie.
Najwyżej sklasyfikowane przez nich wino dostało zatem raptem 94 punkty, co – jeśli spojrzymy na przewodniki po różnych krajach – nie jest skandalizującym „wybrykiem”, zwłaszcza że takie wino jest ledwie jedno – to Grand Vin 2013 z Domaine(fr.) posiadłość, majątek, gospodarstwo.. du Castel, i wątpię, by ktokolwiek na świecie próbował to zakwestionować. Rocznik 2003 oceniliśmy kiedyś z Markiem Bieńczykiem na 90 punków, i także wtedy było to najlepsze izraelskie wino. Tyle że było to dekadę temu.
Na drugim miejscu też się nie przelewa. 93 punktami wyróżniono zaledwie dwa wina – Yarden ROM 2012, spod ręki Victora Schoenfelda, zdobywcy tytułu Człowiek Roku 2015 magazynu „Czas Wina”, i Enigmę 2014 od Yaira Margalita, jednego z największych autorytetów w dziedzinie chemii wina i emerytowanego wykładowcy Uniwersytetu Davis.
Takich ocen mogłem się spodziewać, bo z „Jurkiem” spotykam się kilka razy w roku i zawsze musimy dokładnie przedyskutować to, co dzieje się przynajmniej na szczytach izraelskiego winiarstwa. Dzieje się zaś wiele, ale najbardziej zaskoczyła mnie „niska” ocena dla Yatir Petit Verdot 2011 (tylko 91 punktów), bo wina z tej butikowej wytwórni Yatir (choć należącej do Carmelu) z Ramad Arad z tej właśnie odmiany uważam za jedną z najlepszych emanacji tego szczepu. Jednak trzej autorzy większość win degustowali oddzielnie i dopiero na końcu porównywali swoje oceny. Jeśli były różnice, sprawę dyskutowali, a – jak wiadomo – wyroki parlamentarne rzadko chodzą w zgodzie z ocenami jednostki. Jednak książka ta to dzieło wybitne i wierzę, że będzie kontynuowane. Tak jak był przewodnik niezapomnianego Daniela Rogova.

The Comprehensive Guide To Israeli Wines 2016
Segi Cooper, Haim Gan, Yair Kornblum Koren
Thewines.co.il
Cena: ok. 32 USD