Doktor Heinrich i Mister Enrique

Co może łączyć Heinricha, właściciela winiarni w palatynackim Ellerstadt, z Enrique, tworzącym swoje wielkie wina u podnóża Andów, w argentyńskiej Uco Valley? Okazuje się, że wszystko: mają jedną żonę, jedno nazwisko i wspólne, powikłane losy niczym z XIX-wiecznej powieści awanturniczej.

Bo Enrique Vollmer i Heinrich Vollmer to jeden i ten sam człowiek, choć gdy przyjrzymy się bliżej jego tragicznej i zarazem cudownej przeszłości, wcale nie będziemy pewni, czy to nie dwie trochę różne osoby…

Bodega(hiszp.) piwnica, winiarnia, firma winiarska.. Enrique Vollmer powstała bowiem w 1987 roku. A był to czas, w którym życie niespełna czterdziestoletniego winiarza dokonało nagłego i niespodziewanego zwrotu. W wypadku samochodowym ginie córka Heinricha, Tanja. Wkrótce rozpada się jego małżeństwo, a wraz z nim winiarska posiadłość w niemieckim Palatynacie. By związać koniec z końcem i ratować swoją „połowę królestwa” od niechybnego bankructwa, Heinrich zdobywa drugi zawód: zatrudnia się po godzinach jako pomocnik kucharza w hotelu Kempinski. Szczęśliwie gotowanie to jego druga, obok wina, życiowa pasja. Jednocześnie własnymi rękami kamień po kamieniu wznosi w Ellerstadt ośmioboczną wieżę – ma być podziękowaniem, votum, za cudowne ocalenie ze śniegów andyjskiego sześciotysięcznika i jeszcze trudniejsze do wytłumaczenia odzyskanie utraconego wzroku.

Cud za cudem

Fot. Bodega Enrique VollmerTo ta górska przygoda, w której otarł się o śmierć (a w sensie klinicznym właściwie ją przeżył), legła u podstaw decyzji o stworzeniu u stóp Andów swojego drugiego, nowego domu. W 1983 roku bowiem dwaj peruwiańscy Indianie wygrzebali na wpół zamarzniętego Heinricha ze śniegów lodowca Huascarán. Doświadczonego alpinistę powaliła odma płucna – pięć dni przeleżał nieprzytomny na górskiej przełęczy. Pod opieką peruwiańskich górali z pobliskiej wioski z czasem (a trwało to kilka tygodni) odzyskał siły na tyle, by powrócić do Niemiec, ale tu czekał go kolejny cios. Z niewyjaśnionych nigdy powodów medycznych stracił wzrok. Trzymiesięczna kuracja w specjalistycznej klinice okulistycznej w Monachium nie przyniosła żadnej poprawy. Pogodzonego ze swoją ślepotą Heinricha przewieziono do domu w Ellerstadt, gdzie akurat zaczynały się zbiory. Tam miał miejsce kolejny cud wpisujący się w wielką tradycję przypisywania winu błogosławionych właściwości. Po uroczystej kolacji powitalnej, podczas której wypił nieco więcej niż zwykle swojego portugiesera, Heinrich obudził się z potężnym bólem głowy i… odzyskanym wzrokiem.

Drugi dom w Andach
Jako się rzekło, był rok 1987, kiedy Enrique Vollmer – bo pod tym imieniem jest od 25 lat znany w Mendozie – zakupił działki ze starymi krzewami winorośli nad rzeką Tunuyán, w obecnej Dolinie Uco. Czy przeczuwał wówczas, że ten kawałek Mendozy, położony mniej więcej na wysokości bezwzględnej jednego kilometra, z trzystoma dniami słonecznymi w roku,  wulkaniczną glebą i zapierającym dech w piersiach pejzażem andyjskim wkrótce okaże jednym z najwyżej winiarsko cenionych zakątków Argentyny?
Klimat Mendozy to sprawa więcej niż złożona. Z jednej strony mamy tu warunki półpustynne (dla winorośli to bardzo zła wiadomość). Z drugiej strony wielkie wysokości nad poziomem morza zmieniają go, pod względem termicznym przynajmniej, we w miarę łagodny mikroklimat kontynentalny (to dla winorośli z kolei bardzo dobrze), z ciepłymi latami i chłodnymi zimami oraz dużą amplitudą dnia i nocy, pozwalającą winogronom dojrzeć aromatycznie i nie stracić kwasowości w argentyńskim słońcu. Ogromna ilość światła słonecznego i niewielkie opady (maks. 300 mm rocznie) zapewniają winoroślom wolność od większości chorób – tym samym nie ma potrzeby stosowania sezonowych oprysków, wystarczy naturalny nawóz. Wina powstają więc w naturalnie ekologicznych warunkach, choć Enrique nie ma wielkiego przekonania do popularnych w Starym Świecie idei biodynamicznych. Kiedy miał 15 lat, uciekł z praktyk w steinerowskiej winiarni w Alzacji (przeniósł się był wówczas do burgundzkiej Domaine(fr.) posiadłość, majątek, gospodarstwo.. Bouchard Père et Fils, gdzie uczył się rzemiosła przez ładnych kilka lat, zdobywając swoje pierwsze winiarskie trofea).

Berliner Schutzhütte

Heinrich vel Enrique nigdy nie zapomniał o Indianach, którym zawdzięcza życie. Winiarnia zbudowana na andyjskim pogórzu daje dziś pracę dziesięciu tamtejszym rodzinom – dla nich to Vollmer wybudował w 1990 roku szkołę podstawową (uczy się w niej dziś 190 góralskich dzieci). W 1998 roku poprowadził także 35 niemieckich wspinaczy na szczyt Aconcagua, gdzie wspólnymi siłami, na wysokości 6000 metrów, postawili górską chatę wyposażoną w komorę ciśnieniową dla alpinistów cierpiących na chorobę wysokościową, koce i zapas jedzenia. Od chwili jej postawienia Berliner Schutzhütte uratowała życie 30 wspinaczom.
Od ćwierci wieku Heinrich robi swoje rieslingi jesienią, a Enrique pracuje nad malbekami wiosną. Ale to Heinrich, nie Enrique, miał szczęście spotkać na swojej drodze piękną Litwinkę, Zitę, towarzyszącą rosyjskiej delegacji zwiedzającej Weingut(niem.) winnica, gospodarstwo winiarskie.Termin odnosi się ... (...) Vollmer w Ellerstadt. Cztery lata później, w 1997 roku, przyszła na świat ich córka Eva. Już w rok po ślubie jednak Heinrich ukończył wreszcie swoje votum dziękczynne: ośmioboczną kamienną wieżę. Nie uczynił z niej jednak kaplicy. Jak na winiarza przystało umieścił w niej… salę degustacyjną, sklep i maleńką kuchnię, z której wychodzą jedne z najlepszych steków w chrześcijańskim świecie.