Pan Franco w kaplicy

Czy jesteś Julią czy Romeem, Szekspirem czy Słowackim, jeśli udajesz się do Werony lub w jej okolice w poszukiwaniu inspiracji dla swoich miłosnych czy literackich wyczynów, musisz trafić do winnicy.

Julie i Romeowie dzisiejszych czasów są jednymi ze stałych bywalców tych podwerońskich paradisi. Przyczyniają się w ten sposób do tworzenia w tym rejonie nowej kategorii turystycznej – willoturystyki.

Nowy turysta

Czego szukają willoturyści? Spokoju i odpoczynku w eleganckim i wytwornym otoczeniu. Chcą mieć pod ręką wszystko, co może być im potrzebne podczas wakacji, mogąc jednocześnie bardzo dobrze zjeść, być blisko ciekawych punktów turystycznych i mieć piękny widok z okna.
Fot. ArchiwumJest kilka miejsc na świecie, gdzie ten rodzaj wypoczynku bardzo szybko się rozwija. Są to Włochy, gdzie willi jest pod dostatkiem i tylko zależnie od regionu zmienia się i tak zawsze piękny widok z okna.
W wybitnie winiarskim regionie Weneto willoturysta zyskuje dość wysublimowany przydomek – willoturysta enologiczny. Ten przydomek kładzie na nasze turystyczne ramiona ogromną odpowiedzialność. Musimy być na wakacjach świadomi sytuacji, zdeterminowani i dość dobrze przygotowani. Na przykład znać odpowiedź na pytanie kelnera, co sobie życzymy zjeść do soavewłoskie białe DOC/DOCG z regionu Veneto produkowane z odmi... (...), bardolino, valpolicelli? Właśnie takich „willoturystów enologicznych” najchętniej przyjmuje u siebie Franco Tommasi, głowa rodu. To on przyczynił się do ogromnego rozwoju firmy Cantine Tommasi oraz Villa Girardi w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Niezwykle energiczny starszy pan, który zamiłowanie do produkcji wina zdołał zaszczepić całej rodzinie.
Patrząc na pejzaże otaczające winnice, może wydawać się to łatwe, ale kultywowanie rodzinnych tradycji wśród dzisiejszej młodzieży włoskiej nie przychodzi łatwo. Wróćmy jednak do willi. Tylko do której? Bo tu, gdzie jesteśmy, wille są trzy. Musimy zatem zobaczyć je wszystkie.

Trzy kroki do wina

Trzy miejsca – odwiedzenie których jest niezbędne, by w pełni zrozumieć istotę win pana Franco i spółki – nadające charakter winom w nich wytwarzanym i spożywanym. W San Pietro in Cariano łączą się dwa światy: nowoczesny sposób produkcji i zarządzania winiarnią oraz tradycyjne, a nawet pełne mistycyzmu podejście do znaczenia win.
Zacznijmy od winnicy. Od jeziora Garda po Weronę, na licznych wzniesieniach rozciągają się winnice w formie rozległych kaskad. Wygląd winnic valpolicelli nie odbiega od klasycznego o nich wyobrażenia. Krzewy posadzone są na zboczach wzgórz, w rzędach nawet kilometrowej długości. Tak to wygląda tylko z daleka. Gdy zbliżymy się do jednego z wyżłobionych poletek, zdamy sobie sprawę, że mają one nietypową formę, sprawiają wrażenie, że zamiast winnych krzewów otacza nas niewysoki, lecz bardzo rozległy kobierzec.
W tym właśnie środowisku rosną trzy rodzaje winnych krzewów o czerwonych owocach –  corvina, rondinella oraz molinara. Ich wysokość może sięgać nawet do 1,6 metra. Są uformowane na kształt pergoli, by osłonić owoce przed silnymi promieniami słonecznymi. Gwarantuje się w ten sposób powolny i stabilny proces dojrzewania gron.
Fot. ArchiwumPodążając szlakiem willoturysty, trafimy do piwnic. Po wejściu nie chce się już wystawiać głowy na zewnątrz, gdyż zaciemnione wnętrze przynosi wyraźną ulgę po dniu pełnym wrażeń spędzonym w winnicy w lipcowym słońcu. W piwnicach przepełnionych świeżą wonią –  mieszanką zapachów delikatnej wilgoci, aromatycznego drewna oraz wina –  jest coś, co nas zatrzymuje. Dając sobie czas na refleksję przy poszczególnych beczkach, ochota na spróbowanie tego, co jest w środku, stale wzrasta.
Aż wreszcie docieramy do ostatnich – najstarszych, wyjątkowych. W tym miejscu ramiona odpowiedzialnego willoturysty stają się cięższe. Mamy przed sobą początek weneckiego „winiarstwa profesjonalnego”. Trzy ogromne kadzie ozdobione miedzianym herbem z datą 1902. Był to rok, w którym pierwszy z Tommasich postanowił na dobre zająć się winem.

Małże, risotta i tuńczyk

Przyszedł czas na opuszczenie piwnic, gdyż to wyjątkowe powietrze zaostrza apetyt willoturysty. Na obiad podano potrawy odpowiadające XVII-wiecznej scenerii. Restauracja znajduje się w jednej z najstarszych podwerońskich willi, pozostałej po jednym z tutejszych zamożnych rodów. Siedem płynnych dań pochodzących z winnic od jeziora Garda po Weronę. Do tychże dań podano kolejno małże św. Jakuba z warzywami jako przystawkę, ravioli ze szpinakiem i risotto okraszone czarną truflą oraz grillowanego tuńczyka o niemal surowym wnętrzu.
Nie było zaskoczeniem skomponowanie delikatnych białych, woniejących jabłkiem soave i trebbiano z owocami morza. Podobnie jak do przewidzenia była kombinacja bardolino i valpolicelli z truflowym risottem. Zaskoczyło nas ripasso i amaronewłoskie czerwone wino DOCG z regionu Veneto (Włochy) produ... z niemal surową, zaledwie przypieczoną na grillu rybą. Jednak udało się – zarówno tuńczyk, jak i amarone, skomponowane z nim płynne danie główne, zdały egzamin i nie zdominowały się nawzajem.
Jak po każdym egzaminie przychodzi czas na nagrodę. Winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) najważniejsze dla całego rodu Tommasi – słodkiewino o dużej zawartości cukru naturalnego lub dodanego.. recioto podane z chrupiącymi ciasteczkami, nad którymi unosiła się jeszcze ciepła woń. Pan Franco, który lubi zaskakiwać swoich gości, zaprosił nas po obiedzie… do kościoła.

Wino z duchami

Nikt nie miał obiekcji, tylko zastanawialiśmy się – po co?! Udaliśmy się nie tylko do kościoła, ale przede wszystkim do miejsca, od którego wywodzi się nazwa wytwórni. Pojechaliśmy odnaleźć Willę Girardi. Schowana wśród gęstych drzew tak naprawdę cały urok zawdzięcza swojemu stanowi – w dużej części jest zrujnowana, co nie znaczy, że zupełnie zniszczona. Przeciwnie, jest zamieszkana.
Fot. ArchiwumOsiadł tam pewien lekarz, który w wolnym czasie zajmuje się produkcją oliwy z oliwek. Podziwiając cały kontekst murarsko-florystyczny, należy domniemywać, że pan doktor i jego żona są jednymi z najszczęśliwszych osób na ziemi. Dom to przykład niezwykłej mieszanki stylów architektonicznych. Wejście otoczone jest rzymskimi jeszcze kolumnami, a nieco wyżej widać wyraźnie weneckie zdobienia z późniejszego okresu.
W bezpośredniej bliskości znajdują się budynki gospodarcze niegdyś zamieszkiwane przez służbę, a dziś już tylko przez wiatr i gałęzie wprowadzające się oknami.
No i gdzie ten kościół? Wchodzi się do niego przez rzymską altanę, schodami w dół. Kaplica – niewielka, ale wysoka, z pięknymi drewnianymi drzwiami z XVII wieku. Z biegiem lat w willi zostawiali ślady kolejni jej właściciele. W kaplicy natomiast zaznaczyli swoją obecność  templariusze. Nawet jeśli nie wpływa to na smak wina, na pewno aura, która towarzyszy temu tajemniczemu zakonowi, wpływa na atmosferę panującą w tym miejscu.
Pan Franco również zostawił ślad w willi. Dziś kaplica służy mu jako piwnica, gdzie dojrzewa amarone pochodzące z czterdziestohektarowych winnic Villa Girardi. I tu zostaliśmy wyjątkowo docenieni jako naprawdę odpowiedzialni willoturyści enologiczni. Coś, co nie zdarza się na co dzień nawet wyjątkowo aktywnym miłośnikom win. Już wiemy, jak smakuje nalane prosto z beczki Amarone 2007, czyli wino, które miało bardziej intensywny aromat suszonych śliwek niż wigilijny polski kompot, a gotowe będzie w 2011 roku. Ależ to będzie niezwykle wspaniały bukiet, kolor i smak! Wino templariuszy i pana Franco.