Wina z przedmieść

Jest portugalskim paradoksem, że lizbońska metropolia niektóre apelacje pożera lub spycha na plaże Atlantyku, zaś wina z innych trafiają na stołeczny rynek z wielkim trudem. I to takie, po które łapczywie sięga świat.

Ale winiarze nie zamierzają z tym walczyć – wzorem Vasco da Gamy wolą ruszyć w ów świat. Portugalczycy dostrzegą je później, gdy jak wielkie porto i madera, zdobędą sobie już pozycję w odległych miejscach.

Fot. ArchiwumStanley Ho jest wiekowym człowiekiem, nie zajmuje się w zasadzie winem i zdaje się, że nie zamierza. Ale oczywiście winiarnie i winnice ma. Jednak nie w Bordeaux czy też Kalifornii, jak by wypadło w przypadku najbogatszych ludzi na Dalekim Wschodzie. Interesy pana Ho są tak rozlegle, że niepodobna ich choćby wyliczyć. W każdym razie, jeśli zechcemy zagrać w trzy karty w Macau czy Hong-Kongu, to raczej nie szukajmy tam Franciszka Dolasa (vel Grzegorza Brzęczyszczykiewicza), bo i tak trafimy do któregoś z lokali pana Ho. Przez czterdzieści lat – z nadania gubernatora Macau – posiadał monopol na gry hazardowe w kolonii, co na świecie zaowocowało tytułem „King of Gambling”. Po zwrocie kolonii Chinom zajął się aktywniej innymi przedsięwzięciami.
Pochodzi z Macau i zaczynał od kasyn, których ma dziś kilka, ale później stał się jednym z najbardziej wpływowych inwestorów.
Jednak winiarnie to nie przedsięwzięcie stricte biznesowe, ale wybór sentymentalny, związany z kolonialno-portugalskim pochodzeniem. Posiada ich dwie, obie w Regionie Lizbona. Pierwsza – Oriente – zajmuje się bardzo tradycyjnymi, trochę trudnymi do zrozumienia dla innych nacji winami z malutkiej apelacji Colares. Druga – nowoczesnymi, świeżymi winami, tworzonymi z odmian lokalnych i międzynarodowych w innych apelacjach. Obie wymyślił najstarszy z synów Stanleya Ho, który zginął tragicznie razem ze swoją matką (i pierwszą żoną pana Ho) jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku.
Od kilku lat enologiem i szefem obu przedsięwzięć jest Jaime Quendera, jeden z ambitniejszych enologów średniego pokolenia, doradzający także w dziesięciu innych winiarniach. Ostatnio zdobył sławę odtwarzając na Azorach winnicę z kilku zapomnianych krzewów nieznanej już odmiany terrantez do pico (niemającej nic wspólnego z argentyńskim torrontésem). Winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) z niej święci ostatnio laury.

Well-Przymrozkowie

James Frost, współwłaściciel winiarni Quinta de Sant’Ana (drugim właścicielem jest jego żona Ann, Niemka) to typowy, flegmatyczny Anglik. Częstuje kawą, ale sam siada przy zacienionym stoliku z kubkiem herbaty z mlekiem. Ukradkiem spoglądam na zegarek, ale wyłapuje to bezbłędnie i uśmiecha się. Jest 17.10 – Five o’Clock. – Mieszkam tu od 22 lat i chyba już tu zostanę – odpowiada na moje pytanie o staż. – W Indiach też tak mówiliście – rzucam. – Well, sytuacja była trochę inna – odpowiada leniwie.
Fot. ArchiwumTa jest istotnie inna: James i Ann mają siedmioro synów. – Nie za dużo przymrozków (ang. frost) jak na jedną winnicę? – pytam. – Well, bardziej obawiamy się mgieł – odpowiada wolno, pociągając łyk z kubka.
Nigdy nie zamierzał robić wina, wojsko odsłużył w bazie w Niemczech. Wracał do domu w Dorset, ale jakoś wypadło mu przez Gradil, miasteczko niemal na przedmieściach Lizbony. Niemiecki właściciel niewielkiej posiadłości bardzo nalegał, by James został mu pomóc w pracach. – Nie masz wrażenia, że szukał sobie zięcia? – staram się wyprowadzić go z równowagi. – Well, nigdy nie odbierałem tego w takim kontekście, ale z czasem dochodzę do wniosku, że mogło i tak być…
Pierwsze wino, jakie zrobił, zostało mu do dziś. – Well, jest po prostu niepijane. Ale nie zraziłem się, choć następne były takie same. Wtedy zostawiłem winiarstwo na kilka lat, zająłem się obejściem, dopóki nie spotkałem António Marçanita (dziś jeden z najlepszych portugalskich winemakerów, po praktykach w Australii, Napa Valley i Bordeaux). To znaczy nie dokładnie spotkałem, well, polecił mi go inny Angol.
James i António stworzyli wspaniały team. Z lokalnych i „latających” odmian robią dziś jedne z najlepszych win portugalskich. Kombinują jak się da, od tourigi przez pinoty, po naftowe rieslingi. Wszystko czyste, eleganckie, na milimetr nieprzeładowane.
Mimo flegmy, James jest najbardziej aktywnym społecznikiem w Gradil. Wymyślił lokalne święto winobrania, a potem… zupy. – Well, właściwie to nie wiedziałem, jak się do tego zabrać, ale krewni mojej żony przyjechali tu w skórzanych spodenkach i zagonili całe miasteczko do roboty. Dziś mamy święto jak Oktoberfest. Well, everybody’s happy now. Święto ściąga turystów i mieszkańców Lizbony. Chyba tu jednak zostanę – mówi, gdy na zegarku mija ósma.

Bracia i siostra
Bracia da Fonseca wymyślili kiedyś w Portugalii to, z czego zaczyna dziś żyć lwia część przemysłu winiarskiego – enoturystykę. Wizyty w ich winiarniach skupionych w Companha Agrícola do Sanguinhal (mają ich trzy: Quinta do Sanguighal, Quinta das Cerejeiras i Quinta de S. Francisco – łącznie 90 hektarów), świetna kuchnia i degustacje – to tylko podstawowe atrakcje. Obok jest przecież niezwykłej urody Óbidos (wszystkie wina da Fonseków powstają w tej apelacji), Fátima i Lizbona, więc współpracują z największymi tour-operatorami w kraju i na świecie. Rzecz jasna – nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie jakość ich win. Nie mogą sobie pozwolić na najmniejszą obsuwę, najdelikatniejszą skargę.
Interesem na co dzień kieruje rzutki Carlos João Pereira da Fonseca, wspomagany przez braci i siostrę oraz rosnącą stale liczbę swoich i ich potomków. Winiarnia jest duża, ale trzymana stalową ręką Carlosa. W jej obrębie, w miasteczku Bombarral, zwiedzać można XVI-wieczną kapliczkę z autentycznymi kaflami przedstawiającymi pierwsze portugalskie wyprawy morskie, oraz największą kamienną tłocznię, jaka zachowała się na świecie. Jest też – nieużywana już niestety – wielka i wspaniała gorzelnia z oryginalnymi miedzianymi aparatami typu koniakowego i armaniakowego oraz – jedyna jaką kiedykolwiek widziałem – suszarnia resztek z odpadów, którą to masę przeznaczano na paszę. Historia historią, ale da Fonsekowie dalej robią swoją aguaradiente, tyle, że w innym miejscu.

W gabinecie

Fot. Archiwum– Angole pognębili nas z kretesem – mówi z kwaśnym uśmiechem Hélder Galante, dyrektor winiarni Malo Tojo z okolic Setúbal. – Zabarali sobie porto i maderę, a o naszym moscatelu z Setúbal zapomnieli, choć już wtedy było znacznie lepsze od tamtych win. Musimy dziś walczyć sami.
Wytwórnia jest nowa i dynamiczna, ale nie powstała od zera. Należy do doktora Paulo Malo, jednego z bardziej znanych stomatologów na świecie, z gabinetami na różnych kontynentach, także w Warszawie. Poprzedni właściciel był… jego pacjentem. I nawet nie pytam Héldera, jak doszło do transakcji, mam nadzieję, że nie tak, jak podpowiada mi wyobraźnia…
Na półwyspie Setúbal Malo posiada w sumie 80 hektarów winnic, którymi zawiaduje – tak produkcją wina, jak i winnicami – młody enolog Ricardo Santos. Najfajniejsze jest to, że zarówno doktor, jak i Hélder oraz winiarz nie mają żadnych uprzedzeń co do skostniałego rynku. Połowę produkcji leją do bag-in-boksów (głównie z czerwonego castelão), których zawartość – jako wino stołoweprzeważnie lekkie, różnej jakości wino przeznaczone do c... (...) – trafia do najlepszych knajp i wine-barów Portugalii i świata. Reszta jest butelkowa i również tam trafia. Samego cymesu (moscateli) robią niewiele, tyle, na ile pozwala klimat. Okres wegetacji tej odmiany na wino słodkiewino o dużej zawartości cukru naturalnego lub dodanego.. jest bardzo długi, często dopadają go jesienne deszcze i wtedy wino nie powstaje wcale (np. w 2014) – wówczas trzeba się ratować zapasami. Ostatnim przebojem stomatologa jest moscatel wzmacniany destylatem z regionu… Armaniak. Niestety  jeszcze dojrzewa, ale na wszelki wypadek zostawiłem wizytówkę z adresem.

SANTOS LIMA WINES
Największy producent w Regionie Lizbońskim zarządzający czterema słynnymi bodegami: Casa Santos Lima, Quinta do Conde, Quinta de Porrais oraz Casa de Vila Verde. Wytwarza wina w całej niemal Portugalii (Douro, Lisbona, Alentejo, Algarve). Założona w XIX wieku przez Joaquima Santosa firma od czterech pokoleń pozostaje w rękach tej samej rodziny. Od 1995 roku dyrektorem zarządzającym pozostaje José Luís S.L. Oliveira de Silva. W 2014 roku Santos Lima została uznana za ósmą najlepszą winiarnię świata przez World Association of Writers and Journalists of Wines and Spirits.

QUINTA DO PINTO
Co prawda cała Quinta obejmuje sto hektarów otaczających siedemnastowieczny dwór w Merceana, w samym sercu Regionu Lizbońskiego, jednak tylko w połowie obsadzona jest winoroślą, wśród której zdecydowanie przeważają odmiany rdzennie portugalskie. Dwa wieki temu historyczne nazwisko Pinto było właściwie synonimem tutejszego winiarstwa. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności obecni właściciele posiadłości nazywają się… też Pinto. To dzieci Antonia Cardoso Pinto. Jego najstarsza córka Rita kieruje winiarskim projektem, w czym pomagają jej młodsi bracia.

QUINTA DO GRADIL

To prawdopodobnie najstarsza posiadłość winiarska w gminie Cadaval, w XVIII wieku należąca do Marquiza de Pombal, premiera i pierwszego doradcy króla Portugalii, a także jednego z twórców sejsmologii, który kierował odbudową Lizbony po wielkim trzęsieniu ziemi w 1755 roku. Od lat 90. ubiegłego wieku pozostaje w rękach wnuków Antonio Gomesa Vieiry. Na 120 hektarach otaczających zabytkowy pałac powstają wina łączące tradycyjne odmiany portugalskie ze szczepami międzynarodowymi.

BONIFÁCIO WINES

Wytwórnia powstała w 1964 roku jako efekt długoletnich przygotowań winogrodniczych i winiarskich Antonia Francisca Bonifacia. Dziś winiarnia, pozostająca w rękach dzieci i wnuków Antonia, wytwarza rocznie 3 miliony litrów win opartych na rdzennych odmianach portugalskich oraz szczepach francuskich. Szczególną opieką otacza się tu odmianę  alicante bouschet, obecną w niemal wszystkich czerwonych winach, a także stanowiącą podstawę dla
win odmianowych.

SOBERANAS
Soberanas to niewielka rodzinna wytwórnia usytuowana na pograniczu regionów Península de Setúbal oraz Alentejo, dysponująca zaledwie 23 hektarami winogradów. Pracę w winiarni nadzoruje enolog Paulo Laureano. Powstają tu zaledwie cztery wina, wytwarzane z owoców zbieranych ręcznie przy mocno ograniczonej wydajności. Wino flagowe, S de Soberanas, produkowane jest tylko w najlepszych rocznikach.

QUINTA DE SAPEIRA
To niewyobrażalnie maleńka wytwórnia (zaledwie 9 hektarów winnic) usytuowana w miejscowości Codiceira w gminie Leiria. Winnice, posadzone na gliniasto-wapiennych glebach, otoczone są sosnowymi i eukaliptusowymi lasami. Od 1995 roku pracę nadzoruje Inês Bernardino, zaś od 2008 wszelkie działania w winnicach i winiarni prowadzone są w duchu zrównoważonego rozwoju.

CASAL DE COELHEIRA

Posiadłość znajduje się w Tramagal, a winnice Casal de Coelheira ulokowane są wzdłuż brzegów Tagu. Powstają tu zarówno wina regionalne (Vinho Regional Tejo) jak i te o statusie DOP. Przedsięwzięciem zarządzają ojciec z synem, przy czym ten ostatni pełni w firmie rolę enologa. Uważne prowadzenie winnic i pomysł na nowoczesne podejście do winifikacji przyniosły w efekcie wina nietuzinkowe na tle dokonań innych producentów w regionie Tejo.