Z notatnika podróżnika

B. Leśniewska, Kucharz polski dla młodych gospodyń (1911) | polona.pl
B. Leśniewska, Kucharz polski dla młodych gospodyń (1911) | polona.pl
Łukasz Modelski | fot. J. Poremba
Łukasz Modelski | fot. J. Poremba

Nie masz narodu szczerzej rozmiłowanego w kuchni niźli Naród Polski. Tylko w Polsce i wśród Polaków kucharza traktują z taką rewerencją. Tylko tutaj danie na talerzu podziwia się z szacunkiem jako dzieło sztuki, o jakość jego nie pytając.

Że język działa na myślenie i zachowanie ludzkie, Sapir i Whorf (niemal) dowiedli. Że semantyka sama charakter narodowy oddaje, spierać się nie trzeba. Że język więc jaki jest, taki i naród, każdy wiedzieć powinien. A Polacy, jako jedyny Naród w świecie, zgodni są w przekonaniu, że sztuką jest gotowanie. I nic piękniej niż Język Polski przekonania tego oddać nie umie. Sztuka jest bowiem u Polaków w najwyższem poważaniu i sam fakt jej istnienia już ją ku górze unosi. Ten wrażliwy na sztukę Naród doskonałe wystawia świadectwo własnym upodobaniom, których inne, dalekie od podobnej sublimacji ludy, do tej aż miary nie podzielają.

W Polsce bowiem, gdy przychodzi do kuchni, rzeczy poważny przybierają obrót. Jakżeż inaczej być może w Narodzie, który, gdy inni gubią się w ciężkich metaforach (Tafelspitz), lubo bezdusznych technikaliach (pot-au-feu), własne wynalazł, godniejsze tej matki wszystkich potraw nazwanie. „Sztuka mięsa”! Tak nad Wisłą cenią gotowanie! Nie dość na tem – swoim pełnem szacunku entuzjazmem dla gotowania Naród Polski i inne narody zaraża. Wykorzystując przy tem, jak to ma w zwyczaju, najnowocześniejsze i najskuteczniejsze sposoby dzisiejszej komunikacji. Dość podać „sztukę mięsa” wokabulariuszowi Google Translate. Polacy przemyślnym sposobem skłonili oto zamorskiego Goliata z Silikonowej Doliny, by po francusku odpowiadał „art de la viande”, po niemiecku „die Kunst des Fleisches”, po włosku „l’arte della carne” etc. Teraz już narodowie wżdy postronni znają, co Polacy chcą, by znać mieli.

Nie darmo najbardziej czczony poeta tego miłującego smak Narodu na zawsze zapisał w polskich sercach „szarpajmy JADŁO na SZTUKI” właśnie. Nie dziwi, że dzieło wielkiego Apicjusza De re coquinaria nie czyta się wśród wierzb Mazowsza i kujawskich piasków inaczej niż jako „O SZTUCE kulinarnej”. Nie „o rzeczy”, nie „o sprawach”, ale „o sztuce” właśnie! Mało – Międzynarodowa Akademia Gastronomiczna – w Polsce i tylko w Polsce! – nagrodę „Ars coquinaria”, a więc „sztuka kulinarna”, nadaje. No bo też jakżeby inaczej? Pełni czci dla kuchni Polacy ameliorują więc nie tylko język bezdusznej współczesności, ale i łacinę rzymskich autorów. To, co małoduszny Apicjusz uważał jedynie za „res”, szlachetny Polak podnosi do rangi „ars”. Ars zaś, jak wiadomo, jest auro prior – złota cenniejsza. Tak samo jak wiedza i studium, w którym Naród Polski, o czem wiadomo powszechnie, szczególne ma upodobanie. O, jakież znajdziesz w Polsce bogactwo studiów sztuce poświęconych! Ma świat swoje Cordon Bleu, swoje Culinary Institute of America, swoje Menfi czy swój Marmiton, którymi niesłusznie się szczyci. Polaków zaś gotowania naucza Polska Akademia Sztuki Kulinarnej, Instytut Sztuki Kulinarnej, Studio Sztuki Kulinarnej czy niosąca w świat żagiew poszanowania kuchennego kunsztu Ashanti – International School of Culinary Arts. Wszak zarówno słynąca w świecie Małopolska Wyższa Szkoła im. Dietla, jaki i przesławny Uniwersytet Przyrodniczy w Lublinie, nauczają na studiach Sztuki Kulinarnej. Akademię Sztuki Kulinarnej erygował znakomity Zakład Doskonalenia Zawodowego w Bydgoszczy, a w słynącym z prestiżu parku im. Jana Pawła II w Ostrzeszowie, powstała podziwu godna Aleja Gwiazd Sztuki Kulinarnej. U Polaków każdy konkurs gotowania słusznie wspomina „sztukę kulinarną” w nazwie – krajowy to, czy choćby międzynarodowy, wojewódzki (Braniewo!), czy powiatowy (Mircze!) – Polak, skąd by pochodził i gdzie mieszkał, wie, co miana sztuki godne i inne w tem względzie poucza narody.

Codzienny język każdej polskiej sfery referencję do sztuki kulinarnej zawiera. Ulubionem zawołaniem polskich sommelierów jest wszak okrzyk „do trzech razy SZTUKA!”. Przesławna polska szkoła sommelierska, dla doskonałości podania, trzy bowiem godziwe wyróżnia punkty podparcia, które równocześnie zaspokojone być muszą. Butelkę, oburącz ze czcią ująwszy, na brzegu pucharu gościa sommelier nalewając, oprzeć musi, by sztuką właśnie (do trzech razy!) nazwać taki staranny sposób podania, wśród innych narodów nieznany zgoła.

Najważniejsze Księgi Kucharstwa Narodu Polskiego nie darmo noszą tytuły ze sztuką związane. Czy to anonimowa (zapewne przez wzgląd na pochwały godną skromność autora) Sztuka grillowania – księga gusta kulinarne Polaków kształtująca, czy to Sztuka koktajlu, autora także skromnego, ukrytego pod imieniem Alexandra Miksovica, Polaków w mistrzostwie sztuki mieszania alkoholi utwierdzająca… „I tak ja widzę przyszłą w Polsce sztukę – pisał przed półtora stuleciem kulinarny profeta – …jak najwyższe z rzemiosł apostoła”. Publiczność czytająca w Polsce nie wątpi dziś przecie, jaką też sztukę poeta miał na myśli.